Piotr Baron: – Łezka się w oku zakręci

- Rzeszów to nie tylko Greg Hancock i Peter Kildemand. Generalnie ma bardzo dobrych, potrafiących świetnie jechać zawodników, tak więc szykujemy się na megaciężką przeprawę - mówi przed niedzielnym pojedynkiem z PGE Stalą Rzeszów Piotr Baron, menedżer Betardu Sparty Wrocław.
– Rzeszów to nie tylko Greg Hancock i Peter Kildemand. Generalnie ma bardzo dobrych, potrafiących świetnie jechać zawodników, tak więc szykujemy się na megaciężką przeprawę – mówi przed niedzielnym pojedynkiem z PGE Stalą Rzeszów Piotr Baron, menedżer Betardu Sparty Wrocław.

ŻUŻEL. PGE EKSTRALIGA. Rozmowa z PIOTREM BARONEM, menedżerem Betardu Sparty Wrocław, najbliższego rywala PGE Stali Rzeszów.

W niedzielnym (godz. 17) meczu przeciwko PGE Stali Rzeszów, żużlowcy Betardu Sparty Wrocław po raz ostatni w tym roku będą mieli okazję ścigać się na torze „Stadionu Olimpijskiego”, który później zamieni się w wielki plac budowy – Na pewno łezka się w oku zakręci. Zresztą nie może być inaczej. Na tym obiekcie spędziłem kawał swojej żużlowej kariery, a również i teraz bywam tu praktycznie codziennie – mówi PIOTR BARON, menedżer drużyny ze stolicy Dolnego Śląska.

– Pana drużyna jedną nogą jest już praktycznie w play-off, a ewentualna niedzielna wygrana znacznie przybliży Spartę do miejsca w czołowej czwórce PGE Ekstraligi…

– Spokojnie, nie ma się co nakręcać. Szykujemy się na kolejne dobre zawody i będziemy próbowali oczywiście ten mecz wygrać. Czas pokaże, czy nam się uda.

– Pierwszy mecz w Rzeszowie przegraliście 37-52. Teraz w dużej mierze wynik spotkania będzie zależał od dwójki liderów PGE Stali: Grega Hancocka i Petera Kildemanda…

Z całą pewnością tak. Wszyscy wiemy, jak jedzie Hancock, Kildemand też jest doskonałym zawodnikiem. Ale Rzeszów to nie tylko ta dwójka. Jest przecież jeszcze Kenni Larsen i Peter Ljung. Któryś z nich na pewno wystąpi we Wrocławiu. Dobrze prezentuje się też Baran i Lampart, do tego nieźli juniorzy. Generalnie Rzeszów ma bardzo dobrych, potrafiących świetnie jechać zawodników, tak więc szykujemy się na megaciężką przeprawę.

– Przed sezonem było sporo obaw, jak pańscy podopieczni poradzą sobie z maratonem spotkań przed własną publicznością. Tymczasem radzą sobie nadspodziewanie dobrze…

Do tej pory było tak, że tor nam sprzyjał, a nasi zawodnicy byli w formie. Nie ukrywam, że nie było źle. Jednak nie ma co chodzić z głową w chmurach. Jesteśmy zwykłą drużyną, której udało się bardzo dobrze sprasować ze swoim torem. Zakładaliśmy, że nie możemy popełnić błędów w pierwszej części sezonu, bo potem ciężko będzie odrobić straty poniesione na własnym torze. Wiedzieliśmy, że musimy się bardzo solidnie przygotować do tego sezonu. I tak też robiliśmy. Mamy jeszcze jeden mecz u siebie, musimy go objechać bardzo dobrze, a potem czeka nas seria wyjazdów.

– I zaczną się schody, bo tam o punkty będzie zdecydowanie trudniej…

– Na wyjazdach zawsze jest trudno o punkty. Postaramy się jednak przywieźć z obcych torów jakieś punkty.

– Przed sezonem raczej niewielu typowało Spartę do awansu do play-off. Spodziewał się Pan, że ten sezon może być tak udany w wykonaniu drużyny ze stolicy Dolnego Śląska?

– Przed sezonem różne głosy pojawiały się w kontekście naszej drużyny. My z klubu mieliśmy jednak jasny przekaz, że w tym roku należy wejść do play-off. Próbujemy zrealizować plan, który zarząd nam nakreślił i tego się trzymamy.

– Kibice żartują, że już dawno trzeba było przenieść start na drugą stronę toru, skoro w nowej rzeczywistości osiągacie tak dobre wyniki…

– Bardzo długo pracowaliśmy nad tym, żeby było dobrze i żeby przystosować się do nowej rzeczywistości. Trwało to na pewno nie kilka, a kilkanaście treningów. Czy te zmiany nam służą? Cóż, na tę chwilę nie jest najgorzej.

– Dopiero w ostatnim meczu zdecydował się Pan na pierwszą zmianę w składzie (Adriana Gałę zastąpił Damian Dróżdż). Wcześniej stawiał Pan na „żelazną siódemkę”. Taka postawa na pewno jeszcze bardziej skonsolidowała zespół…

– Drużyna jest bardzo fajna. Chłopaki pracują ciężko. Gdy tylko któryś z zawodników ma wolną chwilę, to przyjeżdża na trening. Generalnie mamy ich sporo. Ta drużyna chce pracować. To wszystko przekłada się na to, co w czasie meczu dzieje się w parkingu. Na tę chwilę nie mamy żadnych nieporozumień w drużynie. To oczywiście cieszy i oby tak już zostało. Zmiany jednak trzeba było dokonać. Damian robi coraz większe postępy i także musiał dostać szansę zaprezentowania się w meczu, a nie tylko na treningach.

– Przed sezonem mówił Pan, że zwłaszcza juniorów czeka sporo praca. Ta daje chyba nadspodziewanie dobre efekty w przypadku Maksyma Drabika. Takiego juniora Wrocław już nie miał dawno…

– Maskym wykonał mnóstwo pracy i zrobił spory krok do przodu. Inni juniorzy go gonią, co tylko dobrze wróży na przyszłość. Na tę chwilę Maks jedzie dobrze, może pojedzie jeszcze lepiej. Zobaczymy…

– Juniorzy, jak również inni zawodnicy mają jednak się na kim wzorować, bowiem lider zespołu, Tai Woffinden jest w tym sezonie w kosmicznej formie…

– Taia forma okupiona jest bardzo ciężką pracą. Gdzieś tam nas cieszy, że zrezygnował z występów w Anglii, dzięki czemu ma czas na odpoczynek. W jego przypadku zmniejszenie dawki występów wyszło na plus. W innych przypadkach może być zupełnie inaczej. Uważam, że ta Anglia też jest potrzebna, bo jeździć trzeba, trzeba się uczyć, trzeba nabierać doświadczenia. Tai ileś tam lat „przelatał” na tych torach angielskich i podejrzewam, że niebawem będzie chciał wrócić na Wyspy.

– Po meczu z PGE Stalą będziecie mieli jeszcze możliwość potrenowania na „Olimpijskim”?

– Prawdopodobnie w niedzielę wyjedziemy po raz ostatni na tor Stadionu Olimpijskiego. Treningów chyba tez już więcej nie będzie, chociaż nasi działacze rozmawiają z wykonawcą przebudowy stadionu, aby jeszcze na jakiś czas udostępnił nam tor do treningów. Wszystko wskazuje jednak na to, żę w tym roku więcej już we Wrocławiu nie pojeździmy.

– Jeśli nie Wrocław, to zapewne Częstochowa, gdzie Sparta ma jeździć w play-offach…

– Najpierw trzeba do tych play-offów awansować. Gdy nam się to uda, to rzeczywiście „przeprowadzimy” się do Częstochowy i mecze będziemy rozgrywać na obiekcie Włókniarza. Co do treningów, to od lipca będziemy podróżować i po Polsce i po Czechach i tam szukać okazji do treningów.

– Wrocław od lat miał problem z frekwencją na meczach żużlowych. W tym roku jak na złość, możecie przyjąć na stadion niespełna 4 tys. kibiców. Zapotrzebowanie wydaje się być jednak znacznie większe…

– Pewnie moglibyśmy liczyć na zdecydowanie większą frekwencję. Ale mamy wymogi takie, m.in. związana z obostrzeniami ze strony policji i nic w tej kwestii nie da się zrobić.

– Po niedzielnym meczu z pewnością będzie co wspominać, bowiem pewna epoka „Stadionu Olimpijskiego” przejdzie do historii…

– Jasne, że będzie co wspominać. Spędziłem tu kupę czasu… Teraz trzeba będzie jeździć gdzieś po za domem, co z pewnością jest mało komfortową sytuacją. Warto jednak trochę odcierpieć, by potem mieć piękny stadion. Oby całą planowaną inwestycję udało się zrealizować. Czekamy na to z niecierpliwością.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.