
KRAJ. Dbajmy o precyzję języka polskiego!
Niestety, polski rząd nie przestaje kombinować jak załatać budżet kosztem milionów obywateli. Niedawno w mediach rozpętała się burza po tym jak minister finansów Jacek Rostowski zaplanował na 2012 rok wpływy z mandatów w wysokości 1 miliarda 240 milionów złotych! To przeszło dwa razy więcej niż zebrano w roku 2006!
Policjanci drogówki choćby nie chcieli muszą “sprzedać” określoną liczbę mandatów. To powoduje patologię – czarno na białym widać bowiem, że nie chodzi tu w żadnym przypadku o poprawę bezpieczeństwa, tylko o jak największe wpływy do budżetu.
Idąc tym tokiem rozumowania, dla rządu lepiej jest żeby kierowcy jak najczęściej łamali przepisy niż żeby ich przestrzegali. W dodatku okazało się teraz, że rząd, zakazując niedawno gminom represjonowania obywateli poprzez mandaty, które zasilały konta gmin, nie miał na celu dobra tych obywateli, tylko chciał po prostu zlikwidować konkurencję do brania kasy.
Komenda Główna Policji oczywiście utrzymuje, że absolutnie nie wymaga od podległych jednostek wyrabiania norm mandatów. Ale o tym, że takie zalecenia jednak mają miejsce świadczą choćby takie przypadki jak ten z Prudnika, że policjanci z drogówki nagrali swego szefa, jak na odprawie rzucił im: “Bez 8 mandatów dziennie policjant nie ma prawa zejść ze służby!”, albo jak w województwie zachodniopomorskim, policjanci, aby wyrobić normę nawzajem powlepiali sobie mandaty.
Kierowca to nie pirat!
W tym miejscu należy zwrócić uwagę na fakt, że te same media z uporem maniaka lansują pogląd, że kierowcy, którzy jeżdżą za szybko to piraci drogowi. Nic bardziej absurdalnego! Bo przecież, w rzeczywistości piraci to ludzie, którzy, używając statków lub łodzi, napadają na innych w celach rabunkowych. Czają się w jakimś miejscu na morzu, przy szlaku komunikacyjnym i polują na przepływające statki, a potem najzwyczajniej je łupią. Na pewno żaden pirat nigdy nie został oskarżony o to, że płynie za szybko albo parkuje nie w tym miejscu co trzeba. Natomiast opis tego czym zajmują się piraci najbardziej pasuje do tego co robią policjanci drogówki! Przecież oni też, przy szlaku komunikacyjnym, czają się na przejeżdżających kierowców, a potem, za pomocą mandatów łupią ich z kasy. A kierowców nie przestrzegających przepisów można nazwać nieodpowiedzialnymi czy nawet przestępcami, ale na pewno nie piratami!
Drogówka jak kłusownicy
Z pewnością każdy kierowca zna taki oto obrazek – jest droga z dopuszczalną prędkością90 kmna godzinę. Kierowcy jeżdżą tamtędy od lat. Nadchodzi jednak dzień remontu, a co za tym idzie ograniczenia prędkości np. do40 kmna godzinę. Po jakimś czasie remont się kończy, ale znak ograniczający prędkość pozostaje jeszcze przez kilka, a nawet kilkanaście dni. I co robią policjanci drogówki? Ustawiają się z radarem i polują na kierowców, którzy jadą tam z prędkością, która jest przecież bezpieczna, ale bezsensownie zakazana. Tak więc kierowcy łamią przepisy tylko dlatego, że stoi tam znak, a nie dlatego, że faktycznie jadą za szybko. Bo w dniu kiedy znak został wreszcie zdjęty można już jechać szybciej i wtedy wykroczeniem to już nie jest. Przecież to absurd, w dodatku prowadzący do tego, że kierowcy nauczeni podobnymi przypadkami po prostu nagminnie nie przestrzegają znaków drogowych ponieważ nie wierzą, że zostały one ustawione w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. A ustawianie znaków niezgodnie ze zdrowym rozsądkiem to tak jak zastawianie sideł. Nie jest to więc nawet piractwo ze strony policjantów tylko raczej kłusownictwo.
Korsarz brzmi najbardziej precyzyjnie
Oprócz piractwa o charakterze typowo bandyckim, nastawionego na prywatne zyski piratów, rozwinęła się również oficjalna, zinstytucjonalizowana forma piractwa, dotowana i chroniona przez konkretne państwa nadmorskie. Takich piratów, którzy łupili innych, za przyzwoleniem władz, a nawet na ich polecenie, nazywano korsarzami. Czyż nie jest to najbardziej adekwatne określenie tego co robi w Polsce policja drogowa na polecenie rządu?
Nieprecyzyjnych określeń jest więcej
Takich przypadków w naszym języku nieprecyzyjnie określających faktyczny stan i bezrefleksyjnie powtarzanych przez media i urzędników jest więcej. Ot choćby nagminnie w latach 90. używało się powiedzenia, że zza granicy do Polski zamiast samochodów ściąga się złom. Owszem najczęściej bywało tak, że do kraju wjeżdżały samochody np. z Niemiec, mocno używane, albo uszkodzone, ale nikt nie chciał zauważyć jednak faktu jakie samochody zostały nimi zastępowane. Bo tak naprawdę to złomem były te wszystkie syrenki, trabanty, wartburgi czy maluchy, a nie używane zachodnie auta.
***
Chcąc używać języka precyzyjnie, twierdzę, np. że choć powszechnie sądzi się, że w Polsce jest zbyt wielu urzędników, to tak naprawdę mamy ich niewielu. Dlaczego? Ano dlatego, że do podstawowych obowiązków urzędnika należy dbałość o wykonywanie zadań publicznych z uwzględnieniem indywidualnych interesów obywateli, a także zachowanie uprzejmości i życzliwości przede wszystkim wobec obywateli. No i co? Czy wobec takich reguł rzeczywiście mamy za dużo urzędników?
Krzysztof Pipała



9 Responses to "Piraci drogowi to…policjanci drogówki!"