PiS boi się sekstaśm?

Rzekomych kompromitujących nagrań ma być blisko cztery tysiące godzin. Miały one trafić na Ukrainę, a do jednej z nich dotarł właśnie były agent CBA. Fot. Unsplash

PODKARPACIE. Nowe fakty w głośnym seksskandalu. Padają ciężkie oskarżenia pod adresem znanego polityka Prawa i Sprawiedliwości z Podkarpacia.

Były oficer Centralnego Biura Antykorupcyjnego Wojciech J., stwierdził w Sejmie, że na rzekomym nagraniu pochodzącym z agencji towarzyskiej na Podkarpaciu – o którym w ostatnim czasie zrobiło się głośno, rozpoznał marszałka Marka Kuchcińskiego. Skąd miał mieć to nagranie? Jak ustaliła Wirtualna Polska, miał je mu przekazać były funkcjonariusz Straży Granicznej, krewny… jednego z innych, czołowych polityków PiS.

Wojciech J., który pojawił się na posiedzeniu parlamentarnego zespołu śledczego Platformy Obywatelskiej do spraw zagrożeń bezpieczeństwa państwa, wielokrotnie powtarzał, że jest przekonany, że na nagraniu miał widzieć i rozpoznać obecnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego który rzekomo miał współżyć z nieletnią prostytutką narodowości ukraińskiej. Potwierdził to poseł Tomasz Cimoszewicz, zamieszczając na Twitterze wpis: „Na moje pytanie „jaką ma Pan pewność że na nagraniu wideo stosunku seksualnego jest wspomniana przez Pana druga najważniejsza osoba w państwie ?” – „rozpoznalem obecnego Marszałka Sejmu Marka Kuchcinskiego” – Wojciech Janik. Były funkcjonariusz CBA. – Jestem w szoku” – skomentował.

Były agent CBA nie chciał zdradzić od kogo otrzymał to nagranie, powiedział tylko, że od funkcjonariusza Straży Granicznej. Witrualna Polska dotarła jednak do nieoficjalnych informacji jako by osobą, która pokazała mu to nagranie był krewny jednego z innych, czołowych polityków PiS. „Ten polityk jest dzisiaj ważnym ministrem, od lat pełni czołową funkcję w ścisłym kierownictwie PiS. Taśmę nagrano w 2014/2015 roku, kiedy jeszcze Prawo i Sprawiedliwość nie było u władzy. A krewny wówczas właśnie pracował w Straży Granicznej na Podkarpaciu” – podali dziennikarze WP.

Zdaniem byłego agenta taśma miała „zniknąć” z jego szafy pancernej, a kierownictwo CBA miało tuszować ten skandal.

Jak ujawniła już wcześniej Rzeczpospolita, kompromitujących nagrań ma być blisko cztery tysiące godzin. Miały one  trafić na Ukrainę, a do jednej z nich dotarł właśnie były agent CBA. Według dziennikarzy, na nagraniach miały zostać utrwalone wizyty w agencjach towarzyskich m. in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa jednej z komend policji.

– Osobowe źródła informacji potwierdziły, że te taśmy są, że były osoby nagrywane i służą one do szantażu – stwierdził Wojciech J. – Wcale się nie dziwię, że jak ktoś prowadzi dom publiczny, to nagrywa. To najłatwiejsze do utrzymania osób w szachu. Jeśli są to osoby ze świecznika, to można dowolnie je szantażować. Każdy, by tak robił. Nagrania sporządzano w hotelach, w których okamerowano dodatkowe pokoje. Na Podkarpaciu nie było tajemnicą, że w agencjach towarzyskich funkcjonowały studia nagrań. Funkcjonariusze nie chcieli tego ruszać bo z jednej strony to ich przerastało, a z drugiej sami korzystali z usług tych agencji – mówił.

Co na to marszałek Kuchciński? – Jeżeli stawiane są publicznie takie zarzuty, muszą być poważne dowody. W tym wypadku to wyssana z palca insynuacja. Od dziesiątków lat jestem narażony na różne pomówienia. Polityka bywa niełatwa, niekiedy konfliktowa, prowokująca różne zachowania. Tym razem jednak zostały przekroczone wszelkie granice, które w przypadku polityków i tak są znacznie bardziej elastyczne. Czym innym są ostre – nawet bardzo ostre – polemiki, a zupełnie czym innym są kłamstwa i oszczerstwa tego rodzaju, którymi mnie obrzucono – mówił Marek Kuchciński w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”.

Na tym się nie skończyło, bo marszałek złożył w tej prawie zawiadomienie do prokuratury, a jak ustaliło Radio ZET, Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo ws. znieważenia i fałszywego oskarżenia marszałka Sejmu o popełnienie czynu zabronionego. Został już przesłuchany przez śledczych. Również szef Kancelarii Sejmu zawiadomił Prokuraturę Krajową o możliwości popełnienia przestępstw zniesławienia i znieważenia funkcjonariusza publicznego.

Do sprawy odniósł się również minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który niedawno gościł w Rzeszowie. – Takich nagrań nigdy nie było i ich nie ma – stwierdził.  – Ani prokuratura, ani policja nie dysponują jakimikolwiek nagraniami – przekonywał określając informacje o „sekstaśmach” „fake newsami”.

11 Responses to "PiS boi się sekstaśm?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.