PiS liczy, że w 6 lat zohydzi Polakom UE

Wielu się wydaje, że Jarosław Kaczyński za swego największego wroga uważa Donalda Tuska. Tak jednak nie jest. Na osobistej liście wrogów prezesa PiS lider Po plasuje się dopiero na drugim miejscu. Pierwsze zajmuje Unia Europejska! Nie tylko dlatego, że nie pozwala bezkarnie na „deformę” polskiego wymiaru sprawiedliwości i kolokwialnie mówiąc, patrzy polskiej władzy na ręce. Przede wszystkim dlatego, że reprezentuje wartości, których Jarosław Kaczyński po prostu nienawidzi! Dlatego nie ma co wierzyć w zapewnienia premiera Mateusza Morawieckiego, że informacje o tym, iż polska władza dąży do polexitu, to fake news. Szef naszego rządu często mija się z prawdą, a jak jest naprawdę, „wygadał się” ostatnio poseł Solidarnej Polski, Janusz Kowalski.

Polityk z partii Zbigniewa Ziobry, poniekąd znany ze swej niechęci do UR, której nie kryje, wystąpił ostatnio w programie „Onet Opinie” Andrzeja Stankiewicza. Jak się można było spodziewać, pytany o drastyczny wzrost cen i szalejącą inflację, za oba te zjawiska występujące w Polsce obwinił Unię Europejską. Pewnym głosem „wyjaśniał”, że unijny system handlu emisjami i Zielony Ład hamują transformację energetyczną w Polsce i inwestycje w czyste powietrze. – Widzimy, że decyzje UE z lat 2019 – 2020 spowodowały obecny kryzys energetyczny w UE. Prawica przegra wybory, jeśli nie zatrzymamy zielonej inflacji – stwierdził Janusz Kowalski. To jednak nie wszystko, bo gdy prowadzący A. Stankiewicz zapytał wprost: – W sprawach sądownictwa Unia zła, orzecznictwa TSUE nie istnieją, unijny system ograniczenia emisji dwutlenku węgla jest zły. Rozumiem, że jest pan zwolennikiem wyjścia z Unii Europejskiej. W jakiej perspektywie czasowej? Poseł Solidarnej Polski także odpowiedział wprost:
– 2027 rok, kiedy zakończy się obecna perspektywa budżetowa, to będzie czas, kiedy może być referendum w sprawie wyjścia Polski z UE. Jeśli nie zatrzymamy eurokratów, koszty życia w Polsce będą zbyt duże. Wyjście Polski z UE uderzy w gospodarkę niemiecką, dlatego musimy zacząć grać twardo. Polska nie może być żebrakiem UE! – przekonywał Kowalski. Te słowa polityka „przystawki” PiS, czyli Solidarnej Polski, pozostają w jaskrawej sprzeczności ze słowami premiera Mateusza Morawieckiego, który zapewniał Polaków, że to opozycja straszy ich planowanym przez rządzących poleksitem, a tymczasem to fake news. Szef naszego rządu mówi różne rzeczy i niektóre potem sądy klasyfikują jako po prostu kłamstwa, a jak jest naprawdę, pokazuje nie tylko wypowiedź J. Kowalskiego w „Onet Opinie”, ale przede wszystkim pokazują to działania naszej władzy, która zdaje się nie tylko nie starać się załagodzić swego konfliktu z UE, ale wręcz sprawia wrażenie, że całkiem świadomie go wywołała i równie świadomie dąży do jego pogłębiania.

Kaczyński UE nienawidzi

Każdy rozsądny człowiek zapyta teraz: „dlaczego?” Ano dlatego, że UE jest największym osobistym wrogiem prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Wszystko, co reprezentuje sobą Wspólnota, jest sprzeczne z tym, co reprezentuje sobą prezes PiS, z wartościami i poglądami na czele. Przede wszystkim UE „ośmiela się” patrzeć na ręce władzom państw członkowskich, a to stanowi kluczowy problem J. Kaczyńskiego. Chce on bowiem rządzić jednoosobowo i niepodzielnie, jak czyni to w swej partii, a wszelkie przejawy demokracji są mu wstrętne. Reakcja UE na upolitycznianie polskiego wymiaru sprawiedliwości przez władzę musiała Kaczyńskiego rozwścieczyć nie mniej, niż reakcja tejże na niedostosowanie się do unijnych standardów w sprawie kopalni w Turowie. To zaledwie jedna kwestia, a jest jeszcze cały szereg innych. UE jest ostoją równości i tolerancji, a te wartości są biegunowo odległe od wyznawanych przez prezesa PiS. Nie może on znieść na przykład, że dla UE prawa osób LGBT są od kilku już lat języczkiem u wagi. Dla prezesa bowiem takie osoby są zagrożeniem dla „tradycyjnego modelu rodziny” i najchętniej on sam razem ze swoim elektoratem wysłałby ich z Polski na Madagaskar. Ponadto Kaczyński pała nieukrywaną niechęcią do Niemiec, a te są i będą państwem w UE liczącym się. To dla prezesa PiS niemal policzek. Do tego dochodzi fakt, że UE nie ma religijnego oblicza, jest laicka i nie kryje tego. Tymczasem partia Kaczyńskiego bazuje na elektoracie deklarującym religijność i manipuluje tym elektoratem, posługując się argumentem religijności własnych członków. To wszystko powoduje, że Kaczyńskiemu z UE nie może być po drodze i nie jest.

Polacy na razie chcą pozostać w Unii

Skoro zatem tak, to dlaczego nie zarządzi referendum w sprawie wyjścia Polski z UE teraz? Z bardzo oczywistej przyczyny: dlatego, że teraz by je zwyczajnie przegrał! Z przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” w zeszłym miesiącu sondażu SW Research ponad 42,5 proc. respondentów chciałoby takiego referendum właśnie teraz! Za dobry pomysł nie uważa tego niemal 37 proc. ankietowanych, a nieco ponad 20 proc. nie ma na ten temat żadnego zdania. Nie zaskakuje zupełnie to, że na pytanie „Czy Polska powinna pozostać w UE” aż niemal 64,5 proc. ankietowanych odpowiedziało „tak”, zaś jedynie niecałe 15 proc. udzieliło odpowiedzi, że „nie”. Polacy są jednym z najbardziej prounijnych społeczeństw w Zjednoczonej Europie. Próba wyprowadzenia nas teraz przez PiS i Solidarną Polskę z UE oznaczałaby sromotną klęskę tych partii, a na tę nie mogą sobie absolutnie pozwolić. Poza tym, jak szczerze powiedział w „ Onet Opiniach” poseł Janusz Kowalski, w 2027 roku Polska będzie otrzymywać z UE mniej pieniędzy niż teraz. Teraz zatem polexit jest nierealny i do do tego się nie opłaca.

PiS z „przystawką” straszą Unią

Ale to wcale nie znaczy, że Kaczyński i jego ekipa nie dążą do poleksitu. Przeciwnie, dążą, i to bardzo konsekwentnie. Założyli, że mają jeszcze 6 lat na to, żeby Polakom możliwie jak najbardziej zohydzić UE. Próbowali to robić już wcześniej, ale teksty na przykład Krystyny Pawłowicz, że UE jest dla niej „szmatą” wzbudzały entuzjazm jedynie u fanatycznych przeciwników UE i to jeszcze tych najgorzej wychowanych. Teraz PiS wraz z „przystawką” przyjęły inną taktykę w tej sprawie. Mianowicie taką, że UE obwiniają za wszystko co złe, zupełnie jak wcześniej Donalda Tuska. Według tej retoryki, UE jest odpowiedzialna za naszą gigantyczną inflację i horrendalny wzrost cen w Polsce. Do tego dochodzą coraz głośniej wygłaszane przez polityków PiS i Solidarnej Polski opinie, że UE nas poniża i traktuje po macoszemu, szantażuje, „przystawiając nam pistolet do głowy”, chce nam odebrać suwerenność i temu podobne bzdury. Bzdury, które przemówić mogą do ludzi kompletnie niezorientowanych we współczesnym świecie. Cóż, gdy na takich właśnie „stawia” PiS. A to wszystko przedstawiane jest oczywiście w zestawieniu z propagandą sukcesu PiS wraz z „przystawką”. Nie tylko poseł Janusz Kowalski przekonuje, że bez Polski padnie niemiecka gospodarka. Prezes Narodowego Banku Polskiego opowiadał nie dalej jak w środę, że jesteśmy światową potęgą gospodarczą, a kary dla Polski ze strony TSUE za Turów i niezawieszenie Izby Dyscyplinarnej nazwał „świństwem”. Premier z kolei przekonywał, że doskonale poradzimy sobie bez pieniędzy z UE, a gdy władza wprowadzi Polski Ład, będziemy najbogatsi chyba na świecie. Naturalnie nikt trzeźwo myślący w coś takiego nie wierzy, ale PiS nie oczekuje, że zagłosują nań ludzie trzeźwo myślący.

Wmówią młodzieży, że UE to nasz wróg!

Mógłby ktoś uspokajać, że przecież za 6 lat, kiedy to, jak zdradził poseł Kowalski, obecna władza planuje polexit, krajobraz wyborczy będzie nieco inny niż teraz. Prawo głosu będą mieli dzisiejsi 12-latkowie, zatem kolejna grupa ludzi, którzy urodzili się i całe dotychczasowe życie spędzili za członkostwa Polski w UE. Racja! Tyle, że rządzący o tym także pomyśleli. Po to właśnie, by tak młodym ludziom zohydzić UE, ma się w polskich szkołach pojawić nowy przedmiot wymyślony przez ministra edukacji i nauki, Przemysława Czarnka. Przedmiot ten zwany historia i teraźniejszość będzie obejmował także nauczanie na temat funkcjonowania naszego kraju w ramach UE oraz o ewolucji Unii z tworu praworządnego na twór niepraworządny! Polska młodzież będzie się też uczyć o Traktacie Lizbońskim, oczywiście we „właściwym” kontekście. Tak wyedukowani młodzi ludzie, jeśli oczywiście nie będą szukać prawdziwych informacji w rzetelnych źródłach, mogą rzeczywiście uznać, że warto wyjść z UE tym bardziej, że nie będą zdawać sobie sprawy jak było, nim się w tej UE znaleźliśmy.
Taki jest właśnie PiS-owski plan sześcioletni na wyprowadzenie Polski z UE. Możemy się spodziewać ze strony władzy jeszcze bardziej agresywnej antyunijnej propagandy tak w rządowych mediach, jak i w wypowiedziach polityków partii rządzących. Możemy też spodziewać się, że władza nie będzie szczególnie przykładać się do walki z inflacją i kryzysem wywołanym pandemią. Przeciwnie nawet, bo im będzie w Polce gorzej, tym bardziej będzie można za to obwiniać UE. Najprawdopodobniej władza będzie jeszcze bardziej eskalować konflikt z UE narażając nas, podatników, na kolejne kary za niestosowanie się Polski do unijnych traktatów. Taka czeka nas rzeczywistość, a za lat 6, jeśli oczywiście Polacy nadal dadzą PiS-owi władzę w kolejnych wyborach, Kaczyński i jego ekipa wyprowadzą nas z UE i to …naszymi rękami wrzucającymi do urn karty do głosowania. Czy tak musi być? Nie musi, wystarczy po prostu rozsądnie zagłosować. Na Polskę, a nie na PiS.

Monika Kamińska

12 Responses to "PiS liczy, że w 6 lat zohydzi Polakom UE"

Leave a Reply

Your email address will not be published.