PiS nie dotrzymuje obietnic i zawodzi emerytów

Już wcześniej ekonomiści powątpiewali w możliwość realizacji programu PiS, szczególnie podwyższenia płacy minimalnej do 4000 zł już w 2023 roku. Fot. Archiwum

Partia Jarosława Kaczyńskiego traci wiarygodność, bo okazuje się, że obiecała więcej, niż ma zamiar dotrzymać.

Liderzy PiS zapewniali w kampanii, że tylko ta partia jest wiarygodna, bo spełniła swoje obietnice wyborcze. Co prawda, wcale nie wszystkie, ale 500 zł na pierwsze dziecko i powrót do wcześniejszego wieku emerytalnego – jak najbardziej. Teraz tę wiarygodność traci, bo okazuje się, że obiecała więcej, niż ma zamiar dotrzymać. Pierwsi wystawieni do wiatru mogą się czuć emeryci otrzymujący najniższe świadczenia.

Prawo i Sprawiedliwość po cichu wycofuje się z jednej ze swoich przedwyborczych obietnic. Emeryci i renciści, którzy liczyli na większe niż do tej pory podwyżki świadczeń, muszą obejść się smakiem. W przyszłorocznym budżecie nie została zagwarantowana nawet zadeklarowana trzynasta emerytura. Ale „niespodzianek” jest więcej. Rządowi kończą się pieniądze do rozdawania suwerenowi.

Tydzień przed głosowaniem prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier rządu Mateusz Morawiecki hucznie zapowiedzieli „piątkę PiS na 100 dni nowego rządu”, czyli plan działania na pierwsze miesiące nowego rządu po wyborach 13 października.

– Chcieliśmy zapowiedzieć coś, co odnosi się do tej wartości, którą wnieśliśmy do polskiego życia publicznego i którą chcemy podtrzymywać. Tą wartością jest wiarygodność. Zapowiedzieliśmy przed poprzednimi wyborami, że zrealizujemy pewien program i ten program został zrealizowany. I wtedy też mówiliśmy o tym, co zrobimy w ciągu pierwszych 100 dni – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Te pięć punktów programu to mały ZUS dla małych firm, 13. i 14 emerytura, pakiet badań profilaktycznych, program budowy 100 obwodnic i plan na rzecz równych dopłat dla polskich rolników.

Ten budżet się nie dopnie

PiS ustami Jarosława Kaczyńskiego obiecał w kampanii i zapisał w swoim programie wyborczym, że zmieni zasady waloryzacji emerytur w taki sposób, by osoby najuboższe nie dostały w marcu mniej niż 70 zł. Przy obecnym systemie corocznej waloryzacji najubożsi dostaną mniej. Jeśli czyjeś świadczenie wynosi teraz 1300 zł, to może liczyć na zaledwie 42 zł.

Zasady są bowiem takie, że emerytury muszą być podniesione o taki wskaźnik wzrostu cen towarów konsumpcyjnych, jaki wyliczył GUS, ale tylko dla gospodarstw emerytów. Zwykle jest on nieco niższy od ogólnej inflacji, bo w koszyku zakupów osób starszych jest więcej towarów tańszych, one też częściej szukają promocji. Stąd wrażenie, że ceny rosną o wiele bardziej, niż wynika to ze wskaźnika waloryzacji. Ten wskaźnik musi być jednak dodatkowo zwiększony o co najmniej 20 proc. realnego wzrostu płac. Tak licząc, w marcu emerytury i renty wzrosną o 3,24 proc. Czyli osoby otrzymujące najniższe świadczenia mogą liczyć na mniej niż 70 zł. To zapisano w projekcie budżetu na 2020 r. i tego trzyma się Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Nikt nie tłumaczy, dlaczego partia rządząca mimo wygranych wyborów nie zamierza jej dotrzymać. Fakt, że kosztowałaby ona budżet ok. 2 mld zł, ale to przecież wiadomo było wcześniej, wystarczyło policzyć. Wystawieni do wiatru mogą poczuć się nie tylko ci, którzy liczyli na te 70 zł. Nie wiadomo też, co będzie z obiecaną 13. i 14. emeryturą, które będą kosztować dużo więcej. Renty i emerytury pobiera bowiem w Polsce już 9,7 mln osób. Sama „trzynastka” to wydatek rzędu 10 mld zł, a i to nie zostało zapisane w projekcie budżetu. Spełnienie tylko tych dwóch obietnic oznaczałoby ogromną dziurę w budżecie, który miał być przecież zrównoważony.

W poniedziałek (25 bm.) jednak szef kancelarii premiera zaczął powoli wycofywać się z tej obietnicy. Stwierdził, że „może się nie udać wdrożyć tych projektów w 100 dni”. Dworczyk w Radiu ZET dodał, że „proces legislacyjny ma swoją dynamikę”. Ekonomiści wyrażają wątpliwość, czy są to obietnice w ogóle możliwe do zrealizowania.

Gomułka: – PiS prawdopodobnie zrezygnuje z czternastej emerytury

Stanisław Gomułka, cytowany przez Business Insider Polska, zauważa, że do przyszłorocznego budżetu musi być wpisana trzynasta emerytura i oddłużenie szpitali, co będzie kosztować około 30 miliardów złotych, ale jest jeszcze kwotą do zaakceptowania. Pojawi się po prostu deficyt w budżecie, który zgodnie z zapowiedziami premiera, miał być pierwszym po 1989 roku budżetem bez deficytu. Gomułka uważa, że PiS wypłaci trzynastą emeryturę, ale z czternastej już zrezygnuje, bo po prostu nie ma na nią pieniędzy. W roku 2020 kończą się wpływy z budżetu unijnego wynegocjowane przez rząd PO-PSL, a w przyszłej perspektywie budżetowej Polska na pewno dostanie mniej. Kwestia tylko, o ile. W latach 2020-21 PiS będzie musiał zacisnąć pasa – zauważa Gomułka.

Orłowski: – Kłopoty w finansach publicznych będą narastać

Z kolei Witold Orłowski w opinii dla Business Insidera stwierdził, że kłopoty w finansach publicznych będą narastać, tempo wzrostu zacznie spadać, a inflacja wzrastać. W jego ocenie PiS wygrał na kredyt, a zrealizowane przez niego świadczenia społeczne mają charakter jednorazowy: zamiast inwestycji w innowacyjność i konkurencyjność gospodarki mieliśmy do czynienia z wypłatą świadczeń, które zostały w dużej mierze przeznaczone na bieżącą konsumpcję. To sprawia, że Polskę może czekać już niedługo twarde lądowanie. Dlatego w perspektywie kilkuletniej Orłowski prognozuje podwyższenie podatków.

Oprac. wam/www.polityka, Business Insider

One Response to "PiS nie dotrzymuje obietnic i zawodzi emerytów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.