– Można chyba żałować tej pierwszej połowy bo w drugich czterdziestu pięciu minutach było sporo równorzędnej walki?
– Zgadza się. Po raz kolejny płacimy frycowe i uczymy się tej ligi. Najmniejsze błędy powodują to, że później ciężko straty odrabiać. Pierwszą bramkę straciliśmy po stały fragmencie gry, gdzie zawodnik z łatwością strzela nam nogą w polu karnym, a to w I lidze nie powinno się już zdarzać. Przeciwnik skarcił nas boleśnie. W II połowie były lepsze momenty naszej gry. Mieliśmy jedną okazje, kiedy Michał Kuczałek mógł strzelić bramkę, a wówczas wrócilibyśmy do meczu. W końcówce już wszyscy poszliśmy do przodu żeby za wszelką cenę doprowadzić do remisu, ale się nie udało, a rywal nas skarcił. Na pewno były fragmenty dobrej gry z naszej strony i musimy się tym gdzieś tam budować na przyszłość.
– Przegrywacie trzeci mecz z rzędu, nie strzelając bramki. To kolejne niepowodzenie nie odbije się negatywnie na waszej psychice?
– Taki jest sport i piłka nożna. Były takie serie i w II lidze, gdzie co prawda była to seria remisowa, ale też musieliśmy sobie w tym radzić. Teraz wiadomo, że ta poprzeczka zawieszona jest troszkę wyżej. Nie chcemy przegrywać, chcemy zwyciężać. Takie kryzysy się zdarzają, a terminarz tak się dla nas ułożył, że gramy z dobrym zespołami, które otwarcie deklarują grę o awans. Zbieramy lekcje, uczymy się tej ligi i patrzymy cały czas z optymizmem w przyszłość.
– Sporym utrudnieniem jest też chyba ciągła gra na wyjazdach?
– No tak, ale chcemy ten temat zostawić komuś, kto jest wyżej i o to zadbał, ale to samo przez się rozumie, że na wyjazdach gra się ciężko i fajnie byłoby grać u siebie, na sowim stadionie. To dużo nam zawsze dawało. Mamy fantastycznych kibiców, którzy za nami jeżdżą i za to im dziękujemy.
Rozmawiał Rafał Myśliwiec


