
21 listopada szef polskiego rządu ogłosił, że hotele i restauracje nadal będą zamknięte, a ferie skumulowane w jednym terminie (4 – 17 stycznia). Późniejsza informacja o zamknięciu stoków narciarskich dolała tylko oliwy do ognia i zelektryzowała branżę rekreacyjno-turystyczną. Ta zareagowała niemal natychmiast ostrą krytyką decyzji rządu i stanowczym apelem o wycofanie się z tego pomysłu. Jej przedstawiciele zaapelowali też o wydłużenie ferii, bowiem trzy najbliższe miesiące, w tym przerwa świąteczna, Sylwester i ferie, to dla nich najlepszy czas na zarobek.
Pierwszy na Podkarpaciu stok naśnieżać zaczął właściciel stacji narciarskiej który funkcjonuje w Chyrowej koło Dukli w powiecie krośnieńskim. – Od kilku dni praktycznie przez całą dobę trwają przygotowania i naśnieżanie stoku, choć nie do końca wiedzieliśmy czy i na jakich zasadach stoki będą funkcjonowały – przyznaje Grzegorz Schabiński, właściciel ośrodka, przy którym funkcjonuje także restauracja i hotel. – Zgodnie z rozporządzeniem gastronomia funkcjonuje tylko na wynos, nie można jeść w restauracji, dlatego przygotowujemy dla naszych gości punkt w którym będzie można kupić ciepłe posiłki na wynos – opowiada nam właściciel ośrodka. Przyznaje, że choć robią co mogą, straty spowodowane pandemią koronawirusa i wdrożonymi przez rząd obostrzeniami są ogromne. – Obroty są prawie połowę niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego rok. Sytuacja jest dramatyczna. Ze 130 osób, które z nami pracowały i współpracowały zostało 25 – mówi. Nie ukrywa, że ma żal do rządu, że decyzje podejmowane są w ostatniej chwili. Zdaniem przedsiębiorcy część wprowadzanych obostrzeń pozbawiona jest logiki. – Kompletnie nie rozumiem, komu mógł przyjść do głowy pomysł, że stoki są niebezpieczne i może na nich dochodzić do transmisji koronawirusa. Przecież wszyscy mają zasłonięte twarze, rękawiczki, kaski, ludzie się nie tłoczą, na szczęście ktoś poszedł po rozum do głowy i rząd wycofał się z tego pomysłu – komentuje przedsiębiorca. – Politycy powinni bardziej ważyć słowa, bo co ich nie dotyczy, na innych ma ogromny wpływ, a dla nas nasza praca to nasze życie. Przez te dwa zimowe miesiące musimy zarobić na utrzymanie ośrodka, a przez nieodpowiedzialne podejście polityków tracimy klientów, a niektórzy biznesy- podsumowuje nasz rozmówca.
„Skumulowanie ferii da nam mocno po kieszeni”
Problemy będzie mieć też Bronisław Mrugała, właściciel stacji narciarskiej w Ustrzykach Dolnych. – Skumulowanie ferii da nam mocno po kieszeni – przyznaje. – W te kilka zimowych tygodni mieliśmy kompletne obłożenie, co pozwoliło nam zarobić na utrzymanie ośrodka i pracowników przez cały rok – dodaje. Do tej pory zarabiał na przyjezdnych turystach. – Na lokalnych klientów nie ma co liczyć, bo miasto jest niewielkie. Z kolei klubom sportowym stok udostępniamy za darmo, więc nasz dochód opierał się o klienta przyjezdnego – wyjaśnia. Przyznaje, że obawia się przyszłości. – Do tej pory udało mi się zachować komplet pracowników, ale jeśli nie zarobimy na zimie obawiam się, że trzeba będzie zwalniać lub wysyłać na bezpłatne urlopy – rozkłada ręce. Na decyzjach rządu nie zostawia suchej nitki. – Ten rząd to największa katastrofa, jaka przytrafiła nam się w ostatnich 30 latach wolnej Polski. Kompletnie nie rozumiem tego, co robią. Zamiast skupić się na ratowaniu gospodarki, szarpią się ze wszystkimi dookoła. Ich działania są nieskoordynowane, jednego dnia mówią tak, drugiego odwrotnie, jest chaos, a za wszystko płacą zwykli ludzie… – podsumowuje.
„Nie stać nas na kolejny taki rok”
Straty ponoszą też samorządy. Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych, zwanych „zimową stolicą Podkarpacia” zaapelował do premiera Mateusza Morawieckiego o wydłużenie ferii zimowych i otwarcie turystyki w reżimie sanitarnym. – Mieszkańcy, którzy działają branży turystycznej najbardziej odczują skutki obostrzeń. W styczniu, lutym i marcu zarabia się na cały sezon. Z czego ci ludzie będą spłacać kredyty, skoro ich biznesy stoją? Z czego zapłacą za bieżące funkcjonowanie? – pyta burmistrz Romowicz. Dodaje, że gmina też odczuwa skutki zamrożenia niektórych branż np. poprzez niższe wpływy z podatków od nieruchomości oraz udziału w podatku dochodowym od osób fizycznych i osób prawnych. – Niższe również będą wpływy z opłaty miejscowej, z której środki przeznaczamy na promocję gminy i organizację wydarzeń – dodaje burmistrz. – Gmina może pomóc udzielając ulg w spłacie podatków oraz z tytułu dzierżaw. Ale czy gmina będzie miała z czego pomóc, to już zupełnie inne pytanie. W tym roku już pomogliśmy przedsiębiorcom, których dotknął COVID-19 i otrzymaliśmy sami o prawie milion złotych wpływów podatkowych mniej, niż było zakładane. Nie stać nas na kolejny taki rok – rozkłada ręce gospodarz Ustrzyk Dolnych.
Martyna Sokołowska



17 Responses to "Płacimy za błędne decyzje rządu"