
STALOWA WOLA. Połowa handlujących na dużym targowisku płaci słony haracz, a połowa nie. Nikt nie wie, dlaczego między sprzedawcami warzyw i tekstyliów są równi i równiejsi.
Co kilka tygodni służby miejskie kontrolowały targowisko przy ul. Okulickiego. Inspektorzy z magistratu sprawdzali opłaty targowe. Za każdym razem połowa ze skontrolowanych handlujących nie miała dowodu opłaty targowej. To może znaczyć, że inkasenci biorą targowy haracz do własnej kieszeni. Każą też sobie płacić za rezerwację stoiska, czego im nie wolno. W trybie nadzwyczajnym prezydent zwołuje sesję Rady Miejskiej, żeby zmienić inkasenta. – Więcej nie damy się okradać – mówi Andrzej Szlęzak.
Awantury o jedno z większych targowisk w tej części kraju wybuchają co kilka miesięcy. Na początku lata kupcy „z łóżek” stanęli przeciwko zamożniejszym kolegom, którzy budują własną galerię. Przyjechała ogólnopolska telewizja i kupiecka jatka wylała się daleko poza Stalową Wolę. Teraz między straganami z ziemniakami i bielizną trwa kampania wyborcza.
Targowisko rośnie, wpływy maleją
W sobotę na targowisku zarządzanym przez Zakładowy Klub Sportowy Stal, ktoś rozdawał ulotki stawiające w złym świetle prezydenta Szlęzaka. We wtorek prezydent zwołał konferencję, podczas której przedstawił wyniki kontroli targowiska. Nie pozostawiają one złudzeń. Pieniądze z opłat targowych gdzieś giną. W 10 proc. powinny trafiać do kasy miasta. Pozostałe do kasy klubu i jest to dofinansowanie sportu zawodowego ze strony magistratu. Na targowisku, które jest łakomym kąskiem dla każdego inkasenta, dzieją się jednak jakieś dziwne rzeczy. Z roku na rok przybywa handlujących, a wpływy są coraz mniejsze. Bywały lata, gdy same opłaty targowe przynosiły ponad 1 mln zł dochodu. Za ostatni rok było tego tylko 500 tys. zł, a w międzyczasie targowisko rozrosło się dwukrotnie!
– Inkasent okrada miasto i sportowców – stwierdził prezydent Szlęzak. Nie zamierza zawiadamiać prokuratury, ale Urząd Kontroli Skarbowej na pewno. Również dlatego, że inkasenci pobierali opłaty targowe poza terenem targowiska i opłaty rezerwacyjne, których nie ma w cenniku. – Zwyczajnie szantażowali handlujących, który nie mieli wyjścia. Płakali i płacili – dodał oburzony patologią na placu targowym Antoni Kłosowski, przewodniczący Rady Miejskiej.
Klub dostanie po kieszeni
Za kilka dni odbędzie się nadzwyczajna sesja samorządu. Umowa inkasa zostanie wypowiedziana klubowi Stal i ogłoszony przetarg na wyłonienie nowego inkasenta. Wygra ten, który zaoferuje miastu najwyższą cenę. Niebogaty klub straci część wpływów. Stracą też handlujący, bo opłaty targowe zostaną zweryfikowane. Przy okazji prawdopodobnie zostaną wprowadzone opłaty parkingowe na parkingach przyległych do targowiska. Dziś samochody dostawcze niektórych handlujących stoją tam przez całe miesiące.
Jerzy Mielniczuk



2 Responses to "Płaczą i płacą haracz"