
MIELEC. Wśród wielu mielczan panuje opinia, że problem ptaków jest nierozwiązalny.
Mijają lata, dekady, a miasto wciąż nie potrafi sobie poradzić z gawronami, które nie tylko potwornie hałasują, ale – co gorsza – „torpedują” odchodami parki i place zabaw. Niewiele pomaga sprowadzony sokół. Przegonił on co prawda krukowate z Parku Inwalidów, ale nie z Mielca, bo przeniosły się one tylko w inne rejony miasta. Mieszkańcy Mielca mają już tego dosyć.
Z gawronami walczą nad Wisłoką od ponad 100 lat. Jak mówi Józef Witek, mielecki historyk i regionalista, z problemem tym nie potrafili sobie poradzić nawet… hitlerowcy.
– Mając serdecznie dość tych ptaków wydali oni rozkaz, aby miejscowi strażacy natychmiast zlikwidowali gniazda wron i gawronów. Rozkaz okupanta został zignorowany. Ptaki zostały i do tej pory są w tym miejscu. A do tego beztrosko przeniosły się w inne rejony miasta. Jest to problem na razie nierozwiązalny. Nawet przez hitlerowców – dodaje Witek.
Ptaki zakładają gniazda gdzie indziej
Na przestrzeni ostatnich lat na różne sposoby próbowano przegonić krukowate z Mielca: przy pomocy urządzeń hukowych, strącania gniazd czy nawet wycinania drzew. Ptaki te jednak wygrywały każde starcie. Ostatnim pomysłem na walkę z nimi jest sokół, który od ponad miesiąca „działa” w Parku Inwalidów. I nawet skutecznie. Problem jednak w tym, że tylko na tym terenie. Przepłoszone ptaki zakładają gniazda gdzie indziej. Do tego wszystko wskazuje na to, że po zakończeniu „pracy” sokoła, krukowate tradycyjnie wrócą do parku.
– Aby zatrudnić sokolnika, musimy mieć pozwolenie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. To nie jest tak, że my sobie możemy go zatrudnić i wysłać tam, gdzie nam się podoba. Całego Mielca nie jesteśmy w stanie objąć – podkreśla Piotr Rożniał, naczelnik Wydziału Dróg, Zieleni i Energetyki w Urzędzie Miasta. – Sokolnik jest codziennie w tym parku. Pilnuje tego, żeby żaden gawron tam się nie pojawił. Ale te ptaki gdzieś muszą pójść.
Paweł Galek



2 Responses to "Plaga gawronów w Mielcu"