Plebiscytowe dyrdymały

blankaW skrzynce pocztowej już kolejny raz znalazłam PR-owską ulotkę prezydenta Ferenca. Powołując się na plebiscyt jednej z krajowych gazet przechwala się, że Rzeszów rzekomo jest miastem przyjaznym dla młodych, bo zajął 3. miejsce w rankingu „Gdzie najłatwiej rozpocząć samodzielne życie”.

Gdybym była na stanowisku szefa miasta, pewnie też wmawiałabym wyborcom, że za moich rządów żyje się lepiej. Problem w tym, że młodym w Rzeszowie wcale nie jest łatwo, a rozpoczęcie życia na własnym utrzymaniu bez rodziców jest praktycznie niemożliwe.

Zacznijmy od tego, że młody człowiek wchodząc na rynek pracy, zaczyna prawdziwą walkę z samym sobą. Praca na umowę śmieciową, bez ubezpieczenia, bez poczucia bezpieczeństwa – właśnie tak zdecydowana większość absolwentów studiów zaczyna swoją ścieżkę zawodową. Jeżeli już ktoś ma na tyle szczęścia, że dostanie pół, albo nawet cały etat, to są to marne pieniądze. A przecież pójście na swoje to przede wszystkim wyprowadzka. Jak można się wyprowadzić, kiedy z taką pracą nie ma szans na wynajem mieszkania? Miesięczny koszt za kawalerkę to tysiąc złotych plus media. A za co żyć? Innym wyjściem jest kredyt hipoteczny na zakup mieszkania. Jednak tu pojawia się kolejny problem, bo jeżeli ktoś jakimś cudem dostanie kredyt (banki nie chcą dawać kredytów młodym z niepewną pracą), to nie będzie go stać spłacać, a tym bardziej przy ratach myśleć o dzieciach, wakacjach, czymkolwiek.

Można by pomyśleć, że skoro miasto tak się chwali, to ma faktyczne zasługi w pomocy młodym. Przecież można złożyć wniosek do Biura Gospodarki Mieniem o mieszkanie komunalne. Tu jednak pojawia się kolejny problem, bo o mieszkanie z miasta jest bardzo trudno. Okazuje się bowiem, że młody człowiek, który mieszka z czterema członkami rodziny na 40 metrach, w dwóch pokojach, nie kwalifikuje się do rozpatrzenia wniosku o mieszkanie komunalne, bo mieszka w zbyt dobrych warunkach. Może i niektórym młodym żyje się dobrze w Rzeszowie, ale nie ma w tym żadnej zasługi urzędników. Kilka dni temu dowiedziałam się, że kolejna moja przyjaciółka wyjeżdża za granicę z narzeczonym. Ponad połowa moich znajomych z Rzeszowa rozpoczyna samodzielne życie w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Holandii. Wszystko dlatego, że w stolicy województwa trzeba mieć bogatych rodziców, żeby móc samodzielnie mieszkać, zakładać rodziny i żyć bez lęku, czy wystarczy do pierwszego. Znalezienie ulotki promującej Rzeszów jako miasto ludzi młodych w takiej sytuacji to totalne nieporozumienie.

Blanka Szlachcińska

2 Responses to "Plebiscytowe dyrdymały"

Leave a Reply

Your email address will not be published.