Plebiscytowy zawrót głowy

Sanok, koniec lata. Sympatyczna rozmowa z mistrzem olimpijskim Zbigniewem Bródką (z prawej). Byłem przekonany, że Agent 003 stanie na pudle w Plebiscycie na Sportowca Roku 2014. Potem jednak pojawił się Michał Kwiatkowski... Fot. Paweł Bialic
Sanok, koniec lata. Sympatyczna rozmowa z mistrzem olimpijskim Zbigniewem Bródką (z prawej). Byłem przekonany, że Agent 003 stanie na pudle w Plebiscycie na Sportowca Roku 2014. Potem jednak pojawił się Michał Kwiatkowski… Fot. Paweł Bialic

– Polacy są mistrzami w sportach niszowych. We Francji, gdzie spędzam trzy miesiące w roku, nie mają pojęcia, kim jest Kamil Stoch, a żużla w ogóle nie znają. Ba, mało kto zaczepiłby na ulicy Stephane`a Antigę, któremu chcieliśmy stawiać pomniki – ironizował mój dobry znajomy. Zaznaczmy od razu, maniak piłki nożnej i to nie tej w wydaniu kosmitów ubranych w stroje Barcelony i Realu Madryt.

Przypomniałem sobie tę rozmowę na okoliczność podsumowań, jakich pełno na przełomie roku. W najstarszym u nas plebiscycie „Przeglądu Sportowego” zwyciężył skoczek narciarski Kamil Stoch przed siatkarzem Mariuszem Wlazłym i kolarzem Michałem Kwiatkowskim. Nie dziwi, że w „20” znaleźli się wszyscy bohaterowie zimowej olimpiady z Soczi, choć w Polsce nie ma ani tras biegowych i zjazdowych, ani krytego toru lodowego dla panczenistów, ostatnio brakuje nawet śniegu. Wszystko to sprawia, że nasi sportowcy trenują za granicą, a poszczególne federacje bulą za to jak za zboże.

Ale wróćmy do meritum. Plebiscyty dają pole do dyskusji, zacznę więc od tego, że przyjęta metodologia ze zwycięzcy czyni jedynie najpopularniejszego sportowca. Moim zdaniem, najlepszego powinno wybierać jury złożone z przedstawicieli każdego związku sportowego i sami sportowcy, może jeszcze dziennikarze zajmujący się na poważnie tematem. W taki sposób w Anglii dokonuje się wyboru na piłkarza roku grającego w Premier League. I tę nagrodę środowiska zawodnicy cenią sobie najbardziej. Gdy głosuje się, wysyłając esemesa (dawniej wypełniało się kupony drukowane w gazecie), możemy mówić wyłącznie o popularności. Choć wyniki i tak są zaskakujące. Spodziewałem się, że w trójce znajdzie się Zbigniew Bródka, wzór cnót wszelakich. Przykładny mąż i ojciec, zawodowy strażak nazywany „Agentem 003”, bo w wyścigu o olimpijskie złoto dosłownie o czubek buta wyprzedził faworyta z Holandii. Te trzy setne sekundy na finiszu przeszły do historii polskiego sportu tak, jak pamiętny rzut Artura Siódmiaka w meczu piłkarzy ręcznych z Norwegią. Nieoczekiwany zwrot akcji, triumf, łzy szczęścia, miliony kibiców w polskich domach łapiących się za głowy i wrzeszczących „nie do wiary!” – oto dawka emocji intensywna jak włoskie espresso. Chwile, których nie da się wymazać z pamięci.

A jednak – Bródka przegrał z Kwiatkowskim, co można tłumaczyć tęsknotą Polaków za okresem, w którym liczyliśmy się nie tylko w Wyścigu Pokoju. Inna sprawa, że kibice kochają niespodzianki, a mistrzostwo świata „Kwiatka” to była wręcz sensacja. Kolarstwo nad Wisłą przeżywa zresztą renesans, siódme miejsce w Plebiscycie zajął przecież Rafał Majka.

Zwycięzca Tour de Pologne wyprzedził Krzysztofa Kasprzaka i Roberta Lewandowskiego. Ten pierwszy skomentował to w następujący sposób: „Moja pozycja pokazuje, jak mało popularny jest żużel. Zdobyłem wszystko, miałem najlepszy sezon w karierze, a jestem ósmy”. Wolne żarty, niech się pan Krzysztof cieszy. W żadnym innym kraju żużlowiec nie zostałby dostrzeżony.

Co do „Lewego” i piłki nożnej to się nadaje na poważną pracę naukową. Pal sześć gwiazdora Bayernu, który rozpalał w 2014 roku wyobraźnię głównie fanów Bundesligi. Drodzy Państwo, najlepszy piłkarz świata Cristiano Ronaldo ani razu nie triumfował w ojczystej Portugalii! Leo Messiego prześcignął w Argentynie niejaki Sergio Martinez. Nie wysilajcie umysłu, to nazwisko i tak wam nic nie powie. Trzeba wpisać w Google, żeby dowiedzieć się, że to… bokser. Mało? To usiądźcie Państwo wygodnie w fotelu, żebyście nie pospadali. W Niemczech, kraju futbolowych mistrzów świata, którzy w drodze po tytuł zdemolowali 7-1 Brazylię na jej terenie, wygrali dyskobol Robert Harting i alpejka Maria Hoefl-Riesch. To tak jakby Wlazły przegrał z żeglarzem albo facetem siedzącym w bobie. Niewyobrażalne…

Postrzeganie piłki nożnej to najwyraźniej globalny problem, bo Anglicy, Hiszpanie, Włosi i Francuzi też nie docenili swoich reprezentantów. Białą mapę rozświetla jedynie pomarańczowy punkcik z nazwiskiem Arjena Robbena.

Im dłużej będziemy się pochylać nad wynikami konkursów na sportowych herosów, tym… mniej zrozumiemy. Dlatego nie warto, może nawet nie wypada, wartościować. Co kraj, to obyczaj. Tylko w Polsce mecz siatkarzy ogląda na stadionie ponad 60 tysięcy ludzi. Dla Węgrów bohaterami są piłkarze wodni, u nas nieznani. A w USA sportowcem roku został Madison Bumgarner, facet w śmiesznej czapce z daszkiem. No jak to, nie wiecie, kto zacz?

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.