
STALOWA WOLA. Najstarsze i najobskurniejsze piwiarnie w mieście strawił ogień. Pogorzeliska straszą w samym centrum miasta, ale władze sobie nic z tego nie robią, bo to grunty prywatne.
Zły los albo zemsta abstynentów trawi najstarsze stalowowolskie piwiarnie. W ub. roku spłonęła „Pijawka”, w ub. tygodniu „Piwosz”. Przez te dwa lokale przewinęło się więcej mieszkańców miasta niż przez niejeden hotel z salą restauracyjną. Oba też pisały jego historię, choć żaden z miejskich biografów nie odwoła się do „Pijawki” czy „Piwosza” jako do źródła.
Lokal przy zbiegu ul. Hutniczej i 1 Sierpnia nigdy „Pijawką” nie był, ale wszyscy tak o nim mówili. Tanim piwem kusił od świtu do nocy. Najbardziej zadowoleni byli z niego mili-, a potem policjanci. Po prostu wszystkich mieli pod ręką, bowiem komenda Mili-, a potem Policji była tuż obok.
W tej samej odległości od komendy, acz w przeciwnym kierunku, był „Piwosz”. Był przekleństwem dojeżdżających do pracy i zbawieniem wracających z dalekich podróży. Dzieliło go zaledwie kilka kroków od dworca autobusowego i chciał nie chciał, co drugi wysiadający na dworcu pierwsze kroki kierował pod jego dach. „Pijawka” spłonęła wskutek przypadkowego zaprószenia ognia z tzw. kozy. „Piwosza” podpalili jego dzicy lokatorzy. Policjanci nawet wlepili im mandaty, ale na egzekucję na pewno nie liczą. Dwie nadpalone budy stoją w centrum miasta i jakoś ich szpetota włodarzom nie przeszkadza. Może dlatego, że to są ich ostatnie dni. Na miejscu „Pijawki” stanąć ma dom weselny. „Piwosz” ze swoją legendą zniknie pod nową galerią handlową. Najwcześniej za dwa, trzy lata.
jam



One Response to "Płoną legendy"