
Do pokonania mają ponad 1400 km. Środkiem ich transportu jest kajak. Czas, jaki sobie wyznaczyli na wyprawę to zaledwie 3 tygodnie. Dwóch śmiałków – Jakub i Mariusz – zamierza przepłynąć Polskę po przekątnej, od Bieszczad aż po samo morze. Wszystko po to, by pomóc półtorarocznej Emily, która przyszła na świat z wieloma wadami wrodzonymi.
W tej historii jest kilku bohaterów. Pierwsi trzej to żołnierze. Mariusz Odziomek służy w 16. Batalionie Powietrznodesantowym. Jest spadochroniarzem, ratownikiem medycznym, instruktorem wspinaczki. Jakub Ochnio – były wykładowca WSIiZ w Rzeszowie, to także m.in. żołnierz WOT, alpinista przemysłowy, ratownik wysokościowy i jaskiniowy oraz skoczek spadochronowy.
Ostatnim z mundurowych jest Damian Adamski. Spadochroniarz z 16. Batalionu Powietrznodesantowego, w przeszłości sam udzielał się charytatywnie. – Organizowałem zbiórki dla potrzebujących. Los przewrotnie postawił mnie po drugiej stronie barykady – przyznaje Damian Adamski, tata półtorarocznej Emily. Dziewczynka urodziła się bez paluszków jednej rączki, z dysplazją bioder oraz niezrośniętą szparą międzykomorową serduszka. Potrzebuje rehabilitacji i operacji przywrócenia funkcji chwytu w dłoni, która polega na przeszczepie kości ze stopy.
– Emily musi przejść operację do 2. roku życia. Później przeszczep będzie zagrożony nieprzyjęciem się – mówi nam jej tata.
Operację zaplanowano na 5 sierpnia. – Do tego czasu musimy zebrać ok. 40 – 50 tys. zł, a nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć ich z własnych środków, ponieważ skończyły się one już na etapie 1,5-rocznego życia dziecka – wyznaje Damian Adamski. Pochłonęły je badania, rehabilitacja, ćwiczenia, zabiegi oraz leki.
Rodzice postanowili uruchomić zbiórkę na rzecz dziecka.
– Okazało się, że dobro wraca
– cieszy się ojciec Emily. Dziś osoby, którym sam niósł pomoc, a także ich znajomi okazali wsparcie jego rodzinie. Dwóch żołnierzy postanowiło nawet przepłynąć dla niej kajakiem Polskę – od wschodniej do zachodniej granicy.
Przez 7 rzek i 8 województw
– Nie wiedziałem, że to możliwe. Okazało się, że mój kolega Piotr Durak, poeta i podróżnik z Podkarpacia, spływał taką trasą – przyznaje Jakub Ochnio. Wcześniej zrobił to słynny podróżnik – Aleksander Doba.
– Stwierdziłem, że to może być ciekawa przygoda oraz możliwość zobaczenia Polski od innej strony. Zaproponowałem Mariuszowi, żebyśmy popłynęli razem i połączyli to z celem charytatywnym – opowiada były wykładowca WSIiZ.
Uznali, że skoro sami są żołnierzami, pomogą komuś ze swojego środowiska. Tak znaleźli córeczkę kolegi po fachu, a wyprawa „Śladami Aleksandra Doby” zmieniła się w „Kajakiem przez Polskę dla Emily.”
Szlak, który obrali, liczy niemal 1500 km i przebiega przez 7 rzek. Prawie cały pokonuje się z prądem, co wcale nie oznacza, że jest łatwo. Wystarczy spróbować spędzić 14 godzin w kajaku, by się o tym przekonać.
Śmiałkowie wyruszyli 20 lipca. Wyprawę rozpoczęli od odcinka zamykającego Torfowiska Tarnawa, znajdującego się w tzw. Bieszczadzkim Worku. Kierując się na północny zachód, przepłynęli przez Bieszczady, następnie Pogórze Środkowobeskidzkie, aż do Przemyśla. Po kolejnych 173 km znaleźli się w okolicach Sandomierza i wpłynęli do Wisły.
Jak wspominają Podkarpacie?
– Było bardzo trudno, zwłaszcza na początku. Gdy jeden z pracowników lasów państwowych, dowiedział się, którym odcinkiem Sanu będziemy spływać, stwierdził, że w takich warunkach będzie bardzo niebezpieczne. Przyznał, że sam, mimo że dobrze zna tę rzekę, nie podjąłby się tego – opowiada Jakub Ochnio. – Faktycznie raz wywróciliśmy kajak na bardzo rwącym odcinku, ale w zasadzie nie mieliśmy innej możliwości, bo drzewo zablokowało całą przestrzeń – zaznacza.
Jak mówi, San jest mocno zróżnicowaną rzeką. – Teoretycznie za Przemyślem nie jest już klasyfikowany jako odcinek o charakterze górskim. W praktyce na kilometrażu bardzo często jest oznaczany ptasi uskok, którego nawet nie zauważyliśmy, bo był tak niewielki. Z kolei nie został oznaczony próg pod mostem przed Jarosławiem, gdzie zresztą zginął kilka lat temu kajakarz – podkreśla nasz rozmówca.
Co było największym wyzwaniem? – Poradzenie sobie z głową. O ile ból fizyczny można przezwyciężyć, to sensowność siedzenia w kajaku kilkanaście godzin dziennie mniej – śmieje się żołnierz . – To trudne psychicznie, zwłaszcza gdy pojawia się długa prosta. Człowiek wiosłuje, wiosłuje i nie widzi efektu – dodaje.
Kajakarze założyli, że 15 sierpnia wpłyną do Bałtyku. – Na razie idzie nam całkiem nieźle. Dziennie trzymamy się średniej – 90 km, ale kompletnie nie znamy Noteci, Warty, Odry i Dziwnej, dlatego trudno coś zaplanować – nie ma złudzeń Jakub.
Panowie mają jednak ogromną motywację. – W weekend udało nam się spotkać z Emily i jej tatą, którzy odwiedzili nas na trasie spływu. To dało nam potężnego powera – podkreśla Jakub. – Jesteśmy przekonani, że teraz wszystkie ewentualne przeciwności uda nam się przezwyciężyć.
Wioletta Kruk

Aby pomóc Emily, wystarczy wejść na stronę: https://www.siepomaga.pl/emily i wpłacić dowolną kwotę. Trzeba się spieszyć, bo dziewczynka potrzebuje jak najszybszej operacji!



One Response to "Płyną kajakiem przez Polskę, by pomóc Emily"