
CHROBRY GŁOGÓW – PGE STAL MIELEC. Goście zaoszczędzili setki kilometrów, ale znowu nie popisali się na boisku.
Po czwartkowej porażce z ostatnią drużyną w tabeli, w niedzielę PGE Stal Mielec przegrała z… przedostatnim zespołem w tabeli Fortuna I ligi. Oba wyniki dają sporo do myślenia w kwestii włączenia się mielczan do walki o awans do PKO Ekstraklasy. Z taką grą, a zwłaszcza wynikami, mielczanie nie mają czego w niej szukać.
– Chcemy się zrehabilitować za blamaż w Opolu – mówił przed niedzielnym pojedynkiem w Głogowie Dariusz Marzec, trener PGE Stali. W jej bramce po raz pierwszy w tym sezonie stanął Damian Primel, który zastąpił dotąd etatowego golkipera, Serweryna Kiełpina. – Po jednym błędzie na pewno nie zmienia się bramkarza, który powinien czuć zaufanie trenera. Jednak gdy tych błędów jest więcej, czas coś zmienić. Mamy dwóch dobrych golkiperów i dziś zagra Primel – informował przed pierwszym gwizdkiem wczorajszego spotkania szkoleniowiec PGE Stali. Ta po czwartkowym meczu w Opolu, nie wracała na Podkarpacie, tylko została w południowo-zachodniej Polsce. Mielczanie skorzystali z uprzejmości Zagłębia Lubin, na obiektach którego przeprowadzili trening, by później zameldować się w Głogowie. Dzięki temu pokonali zaledwie 200 km, a nie blisko 800, jakie czekałoby by na nich w przypadku powrotu do Mielca. Zaoszczędzone kilometry nie miały jednak przełożenia na to, co działo się na boisku w Głogowie. Gospodarze już w 3. min stanęli przed szansą na zdobycie gola, jednak Primel nie dał się zaskoczyć Miłoszowi Kozakowi. Później inicjatywę przejęli wprawdzie przyjezdni, ale zarówno Grzegorz Tomasiewicz, jak i Bartosz Nowak nie znaleźli sposobu na pokonanie Michała Szromnika. Jakby tego było jeszcze przed przerwą boisko musiał opuścić Andreja Prokić, co znacznie osłabiło siłę rażenia gości. Losy meczu rozstrzygnęły się w 59. min, gdy Marcel Ziemann zagrał idealnie do znajdującego się w polu karny Mikołaja Lebedyńskiego, który strzałem po ziemi zmusił do kapitulacji Primela. Goście uparcie dążyli później do wyrównania, ale nawet gdy wydawało się, że gospodarzy nic już nie uchroni przed utratą prowadzenia, potrafili oni wybić piłkę z linii bramkowej. – Zaczęliśmy maraton, który niestety nie kończy się dla nas w tym momencie tak, jak wszyscy myśleliśmy. Ciężko coś mówić po takim meczu. Kolejnym, w którym nie wykorzystujemy sytuacji, które mamy. W poprzednim meczu z Odrą i tym teraz, gdybyśmy choć troszeczkę wykorzystali tego, co mieliśmy, wyglądałoby to inaczej. Skuteczność szwankuje, mamy dużo do poprawy i na tym się skupimy. Jestem może nie zdziwiony, ale zaskoczony, że coś się dzieje u naszych zawodnikami ze zdrowiem. W poprzednim meczu wypadł nam „Ecik”, w tym o zmianę poprosił „Proki”, także nie wiemy, co jest. Na ten moment to niezbyt dobry sygnał – mówi po końcowym gwizdku szkolenowiec PGE Stali.
CHROBRY 1
PGE STAL 0
(0-0)
1-0 Lebedyński (59.)
mj


