
Z informacji przekazanych tylko przez 15 gmin do samorządu województwa podkarpackiego wynika, iż powstało już 2820 ton odpadów po ulewnych deszczach i nawałnicach. Sporym problemem dla gmin może okazać się ich utylizacja, gdyż przepisy prawa nie regulują takich kwestii.
Zarówno samorząd województwa, jak i samorządy gminne nie mają prawnych kompetencji do spraw związanych z zagospodarowaniem śmieci, powstałych w wyniku klęsk żywiołowych. Gminy co prawda mają obowiązek zapewnienia odbioru i zagospodarowania odpadów, ale tylko tych powstających w gospodarstwach domowych.
Stawka… 0 zł
Po ulewnych deszczach i nawałnicach, które nawiedziły powiaty województwa podkarpackiego, pozostało prawie 3 tys. ton odpadów. Jedynym miejscem, gdzie można by je przenieść są instalacje posiadające zezwolenia na przetwarzanie odpadów z powodzi na wzór tej, która znajduje się przy ul. Ciepłowniczej w Rzeszowie. Problem w tym, że zarząd takich instalacji niczego nie musi i wszystko zależy od ich dobrej woli. – Liczymy na życzliwe podejście zarządzających tymi instalacjami. Powódź, która nas dotknęła spowodowała wielkie zniszczenia na stosunkowo małych terenach. Mamy świadomość, że liczba odpadów powstała po usuwaniu szkód jest duża i jej przyjęcie nie było planowane. Liczymy jednak na wyrozumiałość w tej trudnej chwili – mówi marszałek województwa, Władysław Ortyl. Wszystko wskazuje na to, że instalacje niechętnie będą przyjmować odpady, ponieważ z jednej strony i tak mają ręce pełne roboty ze śmieciami, które dostarczają gminy, a z drugiej chodzi o pieniądze, gdyż stawka za składowanie tego typu odpadów zgodnie z zapisami rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 22 grudnia 2017 r. w sprawie jednostkowych stawek opłat za korzystanie ze środowiska wynosi… 0 zł.
Nie wiedzą, gdzie trafiają odpady
W Rzeszowie zbiórka odpadów zajmuje się Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, które wszystkie śmieci popowodziowe, które odbiorą od mieszkańców, oddają do spalarni przy ul. Ciepłowniczej w ramach wynegocjowanej umowy. – Nie ma tego dużo. Mamy stałe opłaty więc nie ma mowy o jakichkolwiek dodatkowych środkach – zaznacza Andrzej Gutkowski, zastępca prezydenta Rzeszowa.
Okazuje się, że poszkodowane gminy nie widzą gdzie trafią takie odpady. – Przekazujemy je prywatnej firmie opisując specjalnym kodem i nie wiemy później gdzie trafią – wyjaśnia Stanisław Petynia, wójt gminy Jawornik Polski. Podobnie jest w gminie Chmielnik. – Zbieramy te odpady i firma z Jasła je odbiera, ale nie wiemy gdzie są one składowane – zaznacza Krzysztof Grad, wójt gminy. Kolejnym problemem są środki finansowe, które mogą doprowadzić powyższe gminy do bankructwa. W Chmielniku za wywóz tony odpadów popowodziowych płacą 1,4 tys. zł. Jest to miejscowość gdzie już zebrano 120 ton i nie zapowiada się, żeby na tym cała sprawa się zakończyła. Jeżeli władze instalacji nie „ukłonią” się w stronę poszkodowanych podmiotów, to ich budżet może stanąć nad przepaścią.
Przy Ciepłowniczej ich nie chcą
Warto podkreślić, że odpady trafią najprawdopodobniej poza Podkarpacie, gdyż instalacja przy ul. Ciepłowniczej ich nie przyjmie. – Przyjęcie i zagospodarowanie w Instalacji Termicznego Przetwarzania z Odzyskiem Energii (ITPOE) odpadów powstałych w wyniku powodzi, nie jest możliwe – wyjaśnia Agnieszka Dietrich z biura prasowego PGE Energia Ciepła S.A. Skąd taka decyzja? – Odpady popowodziowe są w dużym stopniu zawilgocone, co bezpośrednio przekłada się na ich wartość opałową. Ma to kluczowy wpływ na efektywną pracę całej instalacji – dodaje Dietrich.
Rafał Bolanowski


