
PRZEMYŚL. Mężczyzna twierdzi, że zwierzę mu uciekło i nie wie, jak zostało uwięzione w rzece.
Po młodego owocarka niemieckiego uratowanego od pewnej śmierci w Sanie przez dwie nastolatki z Przemyśla zgłosił się jego właściciel, przemyślanin. Mężczyzna twierdzi, że psiak mu uciekł i nie ma pojęcia, co się z nim działo. Jutro przesłucha go policja. Młoda suczka wróciła do właściciela, w wersję którego mocno wątpią internauci.
Przypomnimy; w niedzielne popołudnie dwie nastolatki spacerowały nad Sanem w Przemyślu w okolicy ulicy Piaskowej. Prę metrów od brzegu rzeki zauważyły dziwnie zachowującego się psa. Zwierzę jakby płynęło pod prąd rzeki, ale nie ruszało się z miejsca. Jedna z dziewczyn zadzwoniła po swego ojca, który przyjechał i wydobył psa z rzeki. Okazało się, że ktoś specjalnie przywiązał do smyczy zwierzęcia sznurek, którego koniec przycisnął ciężkim kamieniem na dnie Sanu.
Przerażonego i wyziębionego psa przejęła przemyska Straż Miejska, a potem trafił do schroniska w Orzechowcach. Straż zawiadomiła też o sprawie policję, która na serwisie KMP w Przemyślu zamieszkałą informację i zdjęcie psa. – W poniedziałek zgłosił się do nas mężczyzna, który jest właścicielem psa – mówi st. sierż. Marta Fac, oficer prasowa przemyskiej KMP. – Zostanie przesłuchany jutro. Twierdzi, że pies mu uciekł i o jego losie i uratowaniu dowiedział się z naszego serwisu – informowała w środę oficer prasowa.
Mężczyzna podający się za właściciela zwierzęcia odebrał je ze schroniska w Orzechowcach w poniedziałek. Internauci są pełni obaw, czy zwierzę jest u niego bezpieczne. – Mało prawdopodobne, że piesek uciekł i ktoś przypadkowy chciał go utopić w Sanie – piszą na Facebooku. – Kto złapałby tak dużego psa? – pytają. – Tak, no pewnie, sam sobie przywiązał sznurek i wsadził pod kamień, pitu pitu – ironizują inni. – Trzeba przypilnować tego właściciela, bo jeszcze inaczej pozbędzie się psiaka – ostrzegają.
Na razie pozostaje poczekać na ustalenia policji, choć rada, żeby „wziąć pod lupę” właściciela psa wydaje się bardzo rozsądna. W zeszłym roku opisywaliśmy podobny przypadek, kiedy do płotu posesji w jednej z podprzemyskich wsi przywiązany był drutem kolczastym duży pies. Właściciel posesji nie miał pojęcia, czyje to zwierzę i zawiadomił policję. Pies trafił do przemyskiej lecznicy „Ada”, a jego historia na nasze łamy. I na nich rozpoznali swego pupila właściciele, którym zaginał kilka dni wcześniej.
Monika Kamińska



One Response to "Po psa uratowanego z Sanu zgłosił się właściciel"