W minioną sobotę, o czym pewnie bardzo nieliczne grono pamiętało, była kolejna miesięcznica pogrzebu śp. pary prezydenckiej, która w kwietniu 2010 roku zginęła w katastrofie smoleńskiej. Był też ślub byłego europosła i eksprezesa TVP, Jacka Kurskiego. Niektórym pewnie trudno byłoby połączyć jakoś te dwie informacje logicznie nawet, ale dla „pitbula Kaczyńskiego” to była doskonała okazja, by pokazać, jak wiernie służy swemu prezesowi i guru. Znacznie wierniej, niż swej pierwszej sakramentalnej żonie, poniekąd. Kurski wraz z nową – „starą” małżonką– „starą”, bo para ślub cywilny wzięła w 2018 r. – zaraz po ślubie kościelnym w łagiewnickim sanktuarium pojechała na Wawel. Tak konkretnie to… na grób śp. Marii i Lecha Kaczyńskich. Para wspaniale pozowała przy miejscu spoczynku innej pary, a towarzyszył jej Jarosław Kaczyński.
Co prawda rekordzistką w uzyskiwania od sądów biskupich stwierdzeń nieważności swoich kolejnych sakramentalnych małżeństw jest w Polsce, jak głoszą plotkarskie media, Marta Kaczyńska, ale i Jacek Kurski może się takowym stwierdzeniem pochwalić. Z pierwszą żoną, z którą przeżył 20 lat i ma troje dzieci, rozwiódł się w 2015 r., by już za trzy lata wziąć ślub z kolejną panią, poniekąd także rozwódką z dzieckiem. Jednak „pitbul Kaczyńskiego” nie może wszak żyć w grzechu, więc Jacek Kurski uzyskał tzw. stwierdzenie nieważności małżeństwa sakramentalnego z pierwszą żoną, by móc poślubić przed ołtarzem kolejną, już cywilnie poślubioną. Wszystko odbyło się w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach w minioną sobotę. Były europoseł i szef TVP znów mógł przysiąc, że nie opuści małżonki aż do śmierci, czy tam do stwierdzenia nieważności sakramentu. Nie ma co się takich szczegółów czepiać. Uroczystość miała charakter bardzo prywatny, stąd pełno w mediach wszelkich relacji z samego ślubu, zdjęć no i informacji o gościach ślubnych. Wśród nich był ten, którego Jacek Kurski najpewniej naprawdę nie opuści aż do śmierci – jego czy własnej, czyli Jarosław Kaczyński.
Prezes PiS dnia 18. każdego miesiąca bywa w Krakowie, konkretnie na Wawelu, na grobie swego śp. brata Lecha i jego małżonki Marii. Tak czci kolejne miesięcznice ich pogrzebu. Jarosław Kaczyński bez ochroniarzy nigdzie się nie rusza, ale tym razem miał lepsze towarzystwo – mianowicie młodą parę w postaci Joanny i Jacka Kurskich. Przy okazji tej już naprawdę bardzo prywatnej wizyty świeżo kościelnie zaślubieni państwo Kurscy pięknie pozowali przy grobie prezentując całkiem gustowne kreacje ślubno – weselne, w tym białą dziewiczą suknię panny młodej. Niektórym zapewne taka sesja zdjęciowa przy grobie, bądź co bądź całkiem obcych nowożeńcom ludzi, może wdać się czymś upiornym. Jednak być może w przypadku akurat tych małżonków, dla których aktualny związek jest już kolejnym „na zawsze” słowa „miłość aż po grób” w takiej scenerii nabierają szczególnej wagi.
Są tacy, którzy Jacka Kurskiego krytykują za drugie sakramentalne małżeństwo w dodatku także z rozwódką, są tacy, którzy to mu „odpuszczają”, ale ganią go za pompę jaka towarzyszyła ślubowi. Można te zdania podzielać, a można podejść do sprawy tak, że w życiu bywa różnie, w końcu jego ślub i jego sprawa. Ale trudno nie zastanawiać się jak bardzo uległy wobec Kaczyńskiego jest Kurski, że w – jak deklarował – najszczęśliwszym dniu swego życia robi sobie wraz żoną zdjęcia ślubne przy grobie jego brata – bliźniaka i bratowej. W świetle tego zdarzenia ukute dawno temu pogardliwe nazwanie Kurskiego „pitbulem Kaczyńskiego” wydaje się być bardzo trafnym i to, nimen omen, na zawsze.
Redaktor Monika Kamińska



37 Responses to "Po ślubie na grób brata prezesa? Dla prezesa – wszystko"