
Rząd całkowicie zamknie hotele i stoki narciarskie. Ukróci też „służbowe wyjazdy”– nowe obostrzenia związane z pandemią koronawirusa mają wejść w życie zaraz po świętach, 28 grudnia. Pracownicy branży hotelarskiej i rekreacyjnej załamują ręce i mówią wprost – dla wielu z nas oznacza to bankructwo.
– Nikt z nas nie kombinuje, bo ma ochotę, tylko rząd chyba zapomniał, że my też mamy rachunki za prąd, gaz, rodziny i pracowników na utrzymaniu, do tego kredyty i raty do spłaty w bankach – komentuje restaurator Grzegorz Schabiński. Przyznaje, że z powodu obostrzeń, które ograniczyły działalność restauracji i hoteli, które prowadzi, stracił już mnóstwo pieniędzy, musiał zwalniać ludzi. – Nie chcemy kombinować, chcemy pracować, a wy rzucanie nam kłody pod nogi i nie pomagacie. Macie swoje spółki gazownicze i energetyczne, zwolnijcie nas chociaż z opłat – zaapelował do rządzących.
Od kilku tygodni przygotowywał się do sezonu zimowego. Liczył na to, że nieco odrobi na ośrodku U Schabińskiej Chyrowa Ski, od kilku tygodni naśnieżał stok, przygotował „Schabobusa”, w którym miał podawać gościom gorące napoje. – Najpierw z dnia na dzień rząd zamknął stoki, później je otworzył, teraz znowu chce zamykać… Straty już ponieśliśmy spore, a jedyne wsparcie od rządu, jakie otrzymałem na ten ośrodek to pięć tysięcy złotych z tarczy antykryzysowej – komentuje przedsiębiorca.
Okazuje się, że wielu przedsiębiorców z branży hotelarskiej, gastronomicznej i rekreacyjnej, którzy już balansują na granicy przetrwania, mogą mieć jeszcze większy problem, rząd chce bowiem całkowicie zamknąć hotele i stoki, a dodatkowo zakazać przemieszczania się oraz wyjazdów służbowych. Teraz wielu hotelarzy wykorzystuje przepisy i przyjmuje w swoich obiektach gości, którzy kwaterują się „służbowo”. Internet aż roi się od ogłoszeń o ośrodkach, do których można przyjechać „do pracy” np. w Bieszczady. Chętnych nie brakuje.
Ale nie tylko. Grzegorz Schabiński, np. w swoich pokojach hotelowych urządził schowki na narty, które wypożycza gościom – chętni są.
– Kombinujemy, bo rząd nam nie pomaga. Nasze dochody spadły o 70 procent, straty idą w setki tysięcy złotych, jeszcze chwila i będziemy musieli zwalniać ludzi, którzy pracowali z nami przez ostatnie lata, włożyli w rozwój naszych restauracji wiele serca i pracy, gdzie jest teraz rząd? Co dla nas robi? – pyta. – Skończy się na tym, że nasze firmy, na które pracowaliśmy latami, za bezcen przejmie obcy kapitał albo państwo, a później sprzeda ludziom informację, że zrobił to z troski, aby ratować polski biznes – dodaje przedsiębiorca.
W podobnym tonie wypowiada się większość przedsiębiorców z branży hotelarskiej, gastronomicznej i turystycznej. Liczyli na to, że odrobią nieco straty na sezonie zimowym i feriach, ale rząd zaserwował im kolejną niespodziankę – najpierw skumulował ferie do zaledwie dwóch tygodni, a w środę całkowicie zamknął hotele i stoki. Zakazane ma być przyjmowanie gości w podróżach służbowych. Zamknięte będą też ponownie galerie handlowe. W sylwestra, z 31 grudnia na 1 stycznia, z kolei będzie obowiązywał zakaz przemieszczania się. Uzasadnione będą tylko „uzasadnione wyjścia z domu” – do pracy, apteki, sklepu. Nowe obostrzenia mają wejść w życie zaraz po świętach, 28 grudnia, i potrwać do 17 stycznia. W ten sposób rząd chce całkowicie zatrzymać ruch turystyczny w Polsce na sylwestra i na okres ferii. Wszystko po to, aby, jak zaznaczył Adam Niedzielski, szef resortu zdrowia, ochronić nas przed trzecią falą pandemii. – Wygrać tę walkę możemy tylko razem, każdy kto będzie się wyłamywał z dotychczasowych i nowych obostrzeń bierze za siebie ogromną odpowiedzialność, za życie i zdrowie nas wszystkich, swoje i swoich bliskich – mówił podczas środowej konferencji prasowej Adam Niedzielski, minister zdrowia. Nowe obostrzenia mają powstrzymać rozwój epidemii do czasu rozpoczęcia masowych szczepień Polaków.
Martyna Sokołowska



26 Responses to "Po świętach „narodowa kwarantanna”"