Po szkole do samolotu i na mecz

Rafał Rajzer i Paweł Młynarczyk zobaczyli, jak trenuje się w bogatej Norwegii. Fot. SMS Resovia
Rafał Rajzer i Paweł Młynarczyk zobaczyli, jak trenuje się w bogatej Norwegii. Fot. SMS Resovia

Trenerzy SMS Resovia przyglądali się jak funkcjonuje IF Stabaek, jeden z największych klubów Norwegii.

– Inny świat – podsumowują kilkudniowy pobyt w krainie fiordów Rafał Rajzer i Paweł Młynarczyk. Trenerzy Szkoły Mistrzostwa Sportowego Resovia przyglądali się norweskiemu modelowi szkolenia w prężnie działającym klubie IF Stabaek.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wszechobecna aktywność fizyczna tubylców. – W każdej wolnej chwili maszerują, biegają, jeżdżą na rowerach i rolkach. Całe społeczeństwo, wiek nie ma znaczenia – kiwają głową z uznaniem trenerzy resoviackiej młodzieży. Kolejny szok przeżyli już na boisku, obserwując mecze z udziałem dziewcząt (w Norwegii piłka nożna kobiet jest popularniejsza od męskiej) i chłopców. – Cisza i spokój. Nie ma szalonych rodziców krzyczących w stronę sędziego, trenerów i swoich pociech. Po zakończeniu meczu wszyscy się spotykają na kawie i dyskutują, co można poprawić. Nieprawdopodobne – uśmiecha się Młynarczyk. – Porywczość to polska cecha narodowa. My wszystko wiemy najlepiej, uwielbiamy ingerować w czyjąś pracę. Skandynawia bardzo się pod tym względem różni – dodaje Rajzer.

Trenerzy z Rzeszowa mieli przyjemność obserwować z bliska drużyny młodzieżowe IF Stabaek, ale też poznali Boba Bradleya, byłego selekcjonera reprezentacji USA, który prowadzi tamtejszy zespół seniorów oraz dyrektora technicznego klubu. – To był Hiszpan, szalenie otwarty człowiek. Opowiadał jak ważne jest budowanie tożsamości. Szukamy ludzi z niebieskim sercem – tłumaczył nam. – Nawet jak ktoś taki będzie pracował w banku, pomoże Stabaekowi. W Resovii przywiązanie do tradycji i barw jest równie mocne. Bez wątpienia warto wyznawać taką filozofię – podkreśla Rafał Rajzer.

– Z ciekawostek warto powiedzieć jeszcze, iż miejscowi w przerwie meczu obficie polewają wodą boiska ze sztuczną trawą. Wszystko po to, by piłka jeszcze szybciej się poruszała po murawie – dzieli się spostrzeżeniami Paweł Młynarczyk.

Sam trening też się różni od tego w Polsce. – Gierka, non stop gierka. Tak to wygląda. Uczestniczą w tym również bramkarze, którzy doskonalą dzięki temu umiejętność wprowadzania piłki do gry nogami. U nas istnieje często podział na zawodników treningowych i meczowych. W Norwegii zajęcia są zbliżone do warunków meczowych, więc zawodnicy lepiej radzą sobie z presją. Brakowało nam co prawda gry jeden na jednego, ale miejscowi wytłumaczyli, że drużyna jest najważniejsza, dlatego ich zawodnicy zawsze będą szukać na boisku partnera.

Gdy nasi trenerzy myśleli, że już nic nie jest w stanie ich zaskoczyć, usłyszeli, że w mieście, które odwiedzili znajduje się szkoła, do której uczęszcza syn króla Norwegii. Z kolei juniorzy na spotkania ligowe przylatują samolotem. – Nauka jest najważniejsza, nikomu nie przyjdzie do głowy zwalniać uczniów z lekcji. Po szkole drużyna wsiada do samolotu i późnym wieczorem, przy światłach, rozgrywa mecz. Co kraj, to obyczaj – podsumowują Rafał i Paweł.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.