
PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Rozmowa z Jackiem Orłowskim, prezesem Stali Mielec.
Nie najbogatszy, za to perfekcyjnie zorganizowany – oto Stal Mielec, lider II ligi, który znajduje się na najlepszej drodze, by po niemal dwóch dekadach wrócić na zaplecze ekstraklasy.
– Denerwował się pan przed pierwszym w 2016 roku meczem o punkty?
– Stres był, nie powiem. Tym bardziej, że Znicz Pruszków zawsze należał do wymagających i niewygodnych przeciwników. Pierwszą połowę fajnie się oglądało, w drugiej siedziałem jak na szpilkach, bo rywal przycisnął. Na szczęście skończyło się po naszej myśli. To było wymarzone rozpoczęcie wiosny, ale od dobrych kilku dni koncentrujemy się wyłącznie na najbliższym pojedynku derbowym ze Stalą Stalowa Wola. Warto byłoby pójść za ciosem.
– Porozmawiajmy o finansach i klimacie wokół klubu, bo te dwie sprawy nierozerwalnie się łączą. Czy powrót do klubu lotniczej spółki PZL pod koniec 2015 roku okaże się motorem napędowym do dalszych działań?
– Dużo pozytywnych rzeczy zbiegło się w jednym czasie. Pomoc PZL, pomoc miasta. Kłaniam się nisko wszystkim, którzy pracują na chwałę Stali i przy naszym piarze. Bałem się, że za bardzo to nakręciliśmy, ale rzeczywistość pokazała, że jednak nie.
– Miasto wzięło na garnuszek 20 zawodników. To chyba spore odciążenie dla klubu?
– To duży zastrzyk finansowy. Oczywiście chciałoby się więcej, ale cieszymy się z tego, co mamy.
– Jesteście liderem, wasze mecze ściągają na trybuny po 3 tysiące kibiców, wiele klubów pierwszej ligi może jedynie pomarzyć o takim zainteresowaniu. Chciałoby się napisać, że sponsorzy walą do klubu drzwiami i oknami…
– Chyba nigdzie nie ma tak dobrze (śmiech). Zabieganie o sponsorów to ciągłe spotkania i wielogodzinne rozmowy, choć muszę przyznać, że teraz dyskutuje się łatwiej. Finał bywa jednak różny.
– Najbiedniejsze kluby zaplecza ekstraklasy mają budżety na poziomie 2,5 mln zł. Jak daleko jesteście od takich pieniędzy?
– Budżetu na pierwszą ligę jeszcze nie mamy, ale pod względem organizacji spotkań i infrastruktury już gramy w wyższej lidze. Spółka akcyjna? Wszystko się dociera, pozostaje w sferze planów. Miasto wyszło z inicjatywą, ale jeszcze nie wiemy, co z tego wyniknie.
– Sponsor strategiczny rozwiązałby wszystkie problemy.
– Znalezienie takiego dobrodzieja będzie koniecznością egzystowania na wyższym poziomie. Pierwsza liga zobowiązuje nas choćby do zatrudnienia osób, które będą pracować w klubie za pieniądze, a nie tak jak dotychczas, na zasadzie wolontariatu. Musimy stworzyć profesjonalne biuro. Reasumując: sponsor strategiczny musi się znaleźć, choć jeszcze nie wiem, jak (śmiech). Ale tak poważnie – mamy w klubie kilka pomysłów, lecz nie chcemy zapeszać. Jak powiedział Zbigniew Boniek, pieniążki lubią ciszę.
– Poruszamy poważne tematy bez „napinki”, często żartując. Świetna atmosfera panuje też w szatni…
– Szatnia jest bardzo ważna. Przypominam sobie, że gdy chłopaki grali w trzeciej lidze, to zwyciężali, na przekór problemom, właśnie dlatego, iż stanowili paczkę przyjaciół. Teraz jest podobnie i nas, działaczy, bardzo to cieszy.
Rozmawiał: Tomasz Szeliga


