Pobity w komisariacie?

- Potraktowali mnie jak bandziora - komentuje całą sytuację pan Paweł Laszczyk i jako dowód pokazuje rozdartą koszulkę. Fot. Wit Hadło
– Potraktowali mnie jak bandziora – komentuje całą sytuację pan Paweł Laszczyk i jako dowód pokazuje rozdartą koszulkę. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. – Funkcjonariusz złapał mnie z tyłu za szyję, przydusił i wywrócił na ziemię. Ocknąłem się już w kaftanie bezpieczeństwa – opowiada Paweł Laszczyk.

– Potraktowali mnie jak bandziora i ja tej sprawy tak nie zostawię – mówi oburzony Paweł Laszczyk, rzeszowianin, który, jak tłumaczy, chciał uspokoić grupę nastolatków rozrabiających w parku im. W. Szafera na Słocinie. Taka postawa kosztowała go jednak sporo nerwów, a możliwe, że na nerwach się nie skończy… Do tego incydentu doszło w ostatnią sobotę wieczorem. Policja przedstawiła własną wersję tego zdarzenia.

– Byłem z córką i z psem na spacerze w parku – opowiada Laszczyk. – Zobaczyłem, jak grupa 9 osób demoluje plac zabaw, więc zwróciłem im uwagę słowną. No, po prostu tam szaleli, demolowali, a w moim kierunku poleciała butelka z piwa. Wycofałem się, ale jak zobaczyłem, że oni idą w moją stronę, to zdjąłem psu berneńczykowi kaganiec. To poskutkowało. Wycofałem się do połowy parku, córce kazałem iść natychmiast do domu i zadzwoniłem na „112”. Funkcjonariusze przyjechali po dwudziestu paru minutach, ale zajęli się nie tym co trzeba. Dzwonię więc do dyżurnego jeszcze raz i mówię mu, jaka jest sprawa. I oni w tym momencie się wycofali i podeszli do przypadkowej osoby.

Pies bez kagańca
– Wtedy ja do nich podszedłem i mówię, że to są ci, którzy są na placu zabaw. A policjantka do mnie: – Przecież oni siedzą grzecznie. Dlaczego pies jest bez kagańca. Ja mówię: „Bo się czułem zagrożony i dlatego mu zdjąłem”. Chciała dowód osobisty, ale nie miałem. Powiedziałem, że mieszkam tu dwa kroki, podejdziemy i pokażę dokumenty, zresztą dyżurny miał moje dane ze zgłoszenia. Policjant złapał mnie, a psu stanął na ogonie; nie wiem, czy specjalnie, czy nie. Wzięli mnie, pojechałem do domu, wziąłem dokumenty. Mogli mnie spisać na miejscu, ale wzięli mnie na komisariat na Nowym Mieście. Ich prawo, OK – kontynuuje rzeszowianin.

– Na komisariacie strasznie mnie trzęsło, bo mi zrobili zarzut, że pies bez kagańca, brak dokumentów, palenie w miejscu publicznym, kiedy ja nie palę od 20 lat! Jakaś policjantka zapytała się, czy pogotowie wezwać? Ja mówię nie, ale mimo to wezwali. Pytam więc: „Czy jestem zatrzymany, czy wolny?” Usłyszałem „wolny”, więc chciałem iść, ale mnie nie puszczali. No i sprzeczka. Przyjechali sanitariusze, ale ja odmówiłem badania. W trakcie słownej sprzeczki przechodził jakiś funkcjonariusz i mówi: „Co, nie chce się dać spakować?” Złapał mnie z tyłu za szyję, przydusił i wywrócił na ziemię, rozdzierając koszulkę. Straciłem na chwilę przytomność i ocknąłem się już w kaftanie bezpieczeństwa. A jeden z funkcjonariuszy mówi do mnie: „Potrzebne ci to było frajerze?”. Ja mówię: „ Frajerze, to se do lusterka powiedz”. No i dostałem z pięści w tors. No i pogotowie mnie w kaftanie wzięło do szpitala. A stamtąd zostałem szybko zwolniony do domu – kończy swoją opowieść Paweł Laszczyk, który mandatu w wysokości 500 zł nie przyjął. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego.

Co na to policja?
– Potwierdzam, że interwencja miała miejsce w sobotę, 23 sierpnia – informuje kom. Adam Szeląg, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. – Skierowani na nią policjanci dotarli na miejsce po 10 minutach od zgłoszenia (a nie jak twierdzi skarżący po ponad dwudziestu minutach), co jest potwierdzone w policyjnych rejestrach. Na miejscu policjanci nie potwierdzili sytuacji zgłaszanej przez pana Laszczyka, nie stwierdzili również faktu zniszczenia mienia. Potwierdzają jednak, że pan Laszczyk, trzymając na smyczy psa, już od chwili podjęcia interwencji zachowywał się bardzo arogancko i wulgarnie.

Jak dodał rzecznik, policjanci pouczyli mężczyznę o konieczności zachowania ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia. Próba wylegitymowania zgłaszającego wzburzyła pana Laszczyka i wywołała agresję. Mężczyzna odmówił podania danych osobowych. Podczas pobytu w komisariacie policjanci ustalili dane osobowe mężczyzny oraz poinformowali go, że w związku z popełnionymi wykroczeniami, tj. używaniem słów wulgarnych w miejscu publicznym oraz odmową podania danych osobowych, sprawa zostanie skierowana do sądu.

Był agresywny
Jak informuje przedstawiciel policji, mężczyzna powiedział, że jest przewlekle chory i powinien regularnie przyjmować leki. Zaczął być agresywny, uderzał i kopał w ściany, próbował uderzyć głową w szybę. – Ponieważ to zachowanie zagrażało jego zdrowiu i życiu, policjanci wezwali pogotowie ratunkowe – wyjaśnia kom. Szeląg. – Ocenę policjantów potwierdzili ratownicy medyczni, decydując, że mężczyzna powinien pojechać do szpitala na konsultacje z lekarzem. Ponieważ odmówił dobrowolnego udania się z ratownikami do szpitala i w dalszym ciągu był agresywny w stosunku do policjantów i ratowników, został ostrzeżony o możliwości użycia siły. Ratownicy poprosili o pomoc policjantów i przy ich pomocy założyli mężczyźnie kaftan bezpieczeństwa i w asyście policjantów przywieźli do szpitala.

Jednocześnie rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji poinformował, że jeżeli pan Laszczyk uważa, iż zachowanie policjantów było niewłaściwe i naruszyło jego prawa, ma możliwość złożenia skargi do Komendanta Miejskiego Policji w Rzeszowie.

Arkadiusz Rogowski, Mariusz Andres

28 Responses to "Pobity w komisariacie?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.