
PRZEMYŚL. Całkowity brak organizacji podczas akcji ewakuacyjnej dla Ukraińców z Czech i całej Polski.
Prezydent Przemyśla: – Skandaliczna sytuacja, nikt nas nie powiadomił!
Ambasador Ukrainy w Polsce: – Przemyśl to piękne miasto i warto je zwiedzać
– Ludzie stłoczeni głowa przy głowie w kolejce do odprawy, chodzący gdzie popadnie po jedzenie, picie i do WC. Po prostu szok! – komentuje akcję ewakuacyjną pociągami specjalnymi z Przemyśla na Ukrainę mieszkanka miasta. – Czy rząd chce, by w Przemyślu koranowirus zdziesiątkował ludność? – pytają inni. – Nic nie wiedzieliśmy, a można było to porządnie zorganizować – zauważa zbulwersowany prezydent miasta Wojciech Bakun. – Przemyśl to piękne miasto i warto je zwiedzać – stwierdza ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca. Tak nasze państwo „zadbało” o bezpieczeństwo podróżnych i mieszkańców Przemyśla w obliczu epidemii.
Plotka o tym, że z Przemyśla mają wyjechać specjalne pociągi na Ukrainę z obywatelami ukraińskimi wracającymi do ojczyzny z całej Polski oraz z Czech pojawiła się „na mieście” w czwartek (19 marca). Dzień wcześniej portal Forsal.pl poinformował, że ukraiński minister infrastruktury, Władysław Kryklij, w serwisie Telegram napisał: – Planujemy obecnie, w najbliższych dniach wywieźć Ukraińców z terytorium Polski. W tym celu będą przeznaczone specjalne pociągi Przemyśl-Kijów. Wszyscy pasażerowie przejdą odpowiednie sanitarno-epidemiologiczne procedury – zapewnił ukraiński polityk. Nie podano jednak żadnych konkretnych dat wyjazdu specpociagów. Tymczasem Ambasada Ukrainy na swoim oficjalnym facebookowym profilu podała w czwartek, że w piątek i sobotę wyjadą one z Przemyśla. Nikt z polskiej strony nie powiadomił o tej akcji ani opinii publicznej, ani mediów, ani jak się okazało władz Przemyśla. – W czwartek po południu otrzymaliśmy list od ambasadora Ukrainy w Polsce, Andrija Deszczycy. Wynikało z niego, że pierwszy pociąg wyjedzie z Przemyśla już w nocy! Byłem kompletnie zaskoczony – mówi prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun.
Włodarz miasta zaczął kontaktować się z instytucjami i służbami, ale niczego konkretnego się nie dowiedział. Nikt też nie prosił go o żadną pomoc w przeprowadzeniu akcji ze strony miasta. Tymczasem do Przemyśla pociągami i autobusami zaczęli zjeżdżać obywatele Ukrainy. – Zero jakiekolwiek organizacji – mówią Piotrek i Grzesiek, mieszkający niedaleko dworca. – Ludzie wysiedli z pociągu i rozeszli się po dworcu i po okolicznych ulicach – wspominają. – Wiadomo, że głodni byli, to wchodzili do sklepów, do barów oferujących jedzenie na wynos – dodają inni. – Byłam zdziwiona, skąd nagle tylu klientów – Ukraińców u mnie – wspomina pani Ania z pobliskiego sklepu. – Ja nic nie wiedziałam o tych pociągach – zastrzega. – Nie do pomyślenia, jak ci ludzie cisnęli się w tłumie w wielkiej kolejce do odprawy – opowiada przemyślanka w średnim wieku. – Przecież cały czas „trąbią”, żeby odległość zachowywać w kolejkach w sklepach, do aptek tylko pojedynczo wpuszczają, nawet zalecają, żeby się ze znajomymi nie witać dotykając, a tu taka masa ludzi stłoczona. Szok! – dodała oburzona. Te słowa potwierdzają prezydent miasta i radni Marcin Kowalski („Wspólnie dla Przemyśla”) i Paweł Zastrowski (Koalicja Obywatelska), którzy byli obecni przy odprawianiu pierwszego pociągu na Ukrainę, a potem kolejnych. – Gdyby poinformowano nas o tym wcześniej, podjąłbym decyzję o zamknięciu ulicy Czarnieckiego, postaralibyśmy się o prowiant i namioty sanitarne – mówił Wojciech Bakun w piątek, podkreślając, że organizacja przedsięwzięcia jest gorzej niż fatalna. – To po prostu skandaliczne, że w obliczu takiego zagrożenia organizatorzy nie postarali się o minimum środków bezpieczeństwa! Innego zdania był Andrij Deszczyca, ambasador Ukrainy w Polsce. – Wszystko jest dobrze zorganizowane – utrzymywał przed odejściem pociągu do Kijowa w piątek o godz. 15.50. – Nasi obywatele mają prawo wrócić do domów, wszyscy pracowali w Polsce i Czechach legalnie – podkreślił. – Pan prezydent złości się, że teraz w Przemyślu jest wielu Ukraińców i chodzą po mieście, ale to przecież takie piękne miasto i warto je zwiedzić – uśmiechał się. Na naszą uwagę, że chyba czas epidemii nie jest na owo zwiedzanie najlepszym, ambasador Deszczyca zauważył, że to właśnie szczególny czas i powinniśmy sobie wzajemnie pomagać.
Wydawało się, że zdezorientowani obywatele Ukrainy w pośpiechu szturmujący okoliczne sklepy spożywcze i lokale z jedzeniem na wynos, a potem cisnący się w kolejce do odprawy granicznej, to już apogeum nieudolności organizatorów akcji, ale okazało się, że to nieprawda. Część ludzi nie zmieściła się do pociągu odchodzącego około godz. 16, a podano im informację, że następny ma być o godz. 18. Nie było jednak tego pociągu i na przemyskim dworcu zostało 150, może 200 osób, które nie wiedziały co robić. – Konsul Honorowy Ukrainy, Aleksander Baczyk, zapewnił prowiant dla nich, my zabezpieczyliśmy dworcową poczekalnię, a następnie zorganizowaliśmy im transport na przejście graniczne w Korczowej – mówi W. Bakun.
Choć wcześniej służby wojewody zapewniły włodarza Przemyśla, że akcja ewakuacyjna dla Ukraińców jest organizowana przez stronę rządową i ta żadnej pomocy od miasta nie potrzebuje, W. Bakun uznał, że to jednak nieprawda i dla wyjeżdżających w sobotę znalazł się prowiant od Konsula Honorowego oraz rękawiczki jednorazowe od magistratu. Poza tym wydzielono specjalne strefy na placu Legionów i ulicy Czarnieckiego, poza które oczekujący na pociągi na Ukrainę nie mogli wychodzić, a policjanci i strażnicy miejscy przez megafony przypominali oczekującym na odprawę graniczną, by zachowywali odstępy między sobą. – I tak powinno być od początku – stwierdził Krzysztof z Przemyśla. – To całkiem zrozumiałe, że ci ludzie chcieli wrócić do domów i nic dziwnego, że przez Przemyśl wracali, skoro tu jest kolejowe przejście graniczne – zauważył. – Ale należało to porządnie zorganizować, albo poprosić o to miasto, skoro sam organizator nie umiał – skwitował przemyślanin. – Przy takiej wolnoamerykance, jak była w piątek ci ludzie stanowili zagrożenie tak dla mieszkańców miasta, jak i dla siebie – podsumował.
Tymczasem portal Kresy.pl poinformował, że spośród 660 osób, które z jednego pociągu jadącego z Przemyśla wysiadły we Lwowie, 7 trafiło do tamtejszego szpitala zakaźnego po rutynowym pomiarze temperatury po przyjeździe do Lwowa.
Niewykluczone, że będą następne tego rodzaju akcje ewakuacyjne dla obywateli Ukrainy powracających drogą kolejową przez Przemyśl do ojczyzny.
Monika Kamińska




7 Responses to "Pociągi bez żadnego nadzoru"