Pocisk przeleciał koło głowy 4-latki. Winnego nie ma

Stanisław Madej pokazuję szybę z kuchni, przez którą przeleciał pocisk wystrzelony z broni myśliwskiej. Fot. Paweł Bialic
Stanisław Madej pokazuję szybę z kuchni, przez którą przeleciał pocisk wystrzelony z broni myśliwskiej. Fot. Paweł Bialic

BUDY GŁOGOWSKIE. Dziewczynka boi się wchodzić do kuchni we własnym do domu, bo… może ją ktoś zastrzelić.

– Przeczytałem niedawno w Anglii pana artykuł o myśliwym, który omal nie zabił kobiety w kuchni i dlatego postanowiłem zająć się sprawą mojej siostry. Może artykuł pomoże wyjaśnić tę sprawę – mówił przez telefon młody mężczyzna. Okazuje się, że w ubiegłym roku w Budach Głogowskich jego 4-letnia siostra mogła zginąć w domu od przypadkowej kuli wystrzelonej w broni myśliwskiej. Wiele szczęścia miał też sąsiad państwa Madejów, który dostałby pociskiem w głowę, gdyby nie poszedł chwilę wcześniej do kotłowni.

– Dziecko do dzisiaj boi się wejść do kuchni, bo mówi, że może je ktoś zabić. W zasadzie to i ja z żoną boimy się w domu, a policjanci z komisariatu w Głogowie Młp. umorzyli sprawę. Według mnie, nawet nie kiwnęli placem, żeby wyjaśnić kto strzelał – mówi Stanisław Madej, ojciec 4-letniej dziewczynki.

Do zdarzenia doszło w sobotę, 16 listopada 2013 roku. – Była godzina 10.30. Akurat wieszałam firankę w kuchni. Dosłownie kilka minut później w tym miejscu przeleciała kula – opowiada pani Agata, mama 4-latki. – Nagle usłyszałam huk. Nie wiedzieliśmy z bratem i sąsiadem co się stało, ale po chwili znaleźliśmy kulę, która zatrzymała się na ścianie tuż za kuchnią. Kilkanaście sekund wcześniej moja córeczka przechodziła na linii strzału do łazienki – dodaje.

Co więcej, państwo Madejowie twierdzą, że sąsiad zwykle siada w ich kuchni w miejscu, gdzie przelatujący pocisk trafiłby go w głowę, a więc właściwie trzy osoby mogą mówić o wielkim szczęściu.

Żal do policjantów
Pan Stanisław przyznaje, że niedaleko domu stoi myśliwska ambona, ale jeśli ktoś by z niej strzelał, to kula musiałaby wlecieć do kuchni pod dużym kątem. Pocisk wleciał jednak tak, jakby ktoś strzelał na wprost kuchni, czyli na linii innych domów.

– Przyjechali policjanci i zaczęli zadawać jakieś śmieszne pytania – m.in. dlaczego moje drzwi są z tej strony, a nie z innej, zamiast natychmiast pojechać i szukać tego gościa, który mi ostrzelał dom. Dopiero po kilku dniach pojechali w to miejsce – mówi pan Stanisław. – Twierdzili, że to pewnie kłusownik. Tyle, że który kłusownik o tak wczesnej porze, w biały dzień, w sobotę odważyłby się strzelać jeszcze pomiędzy domami.

Gospodarz domu przyznaje otwarcie, że boi się o życie rodziny, a także swoje. – Skoro raz strzelił i nic mu nie zrobili, to któregoś dnia może to powtórzyć. Mam żal do policjantów, bo jak ktoś przed sklepem pije piwo, to od razu go łapią i mają wynik, a tu nie kiwnęli nawet palcem i w styczniu tego roku dostaliśmy pismo o umorzeniu – dodaje.

Policja: – Nadal interesujemy się tą sprawą
Co na to policjanci? – Być może pytania, które wydawały się dziwne temu panu, miały znaczenie dla sprawy. Zresztą państwo mogli się odwołać od decyzji o umorzeniu dochodzenia – mówi komisarz Adam Szeląg, rzecznik prasowy rzeszowskiej policji. – Rzeczywiście, funkcjonariusze nie wykryli sprawcy, ale, według ich zapewnień, zrobili wszystko, co było w ich mocy. Przeprowadzono m.in. oględziny miejsca, wykonano analizę balistyczną, sprawdzano osoby, które mogły w tym czasie polować w pobliżu domu tego państwa. Nam także zależy, żeby ustalić osobę, która strzelała, żeby takie zdarzenie nie miało już nigdy więcej miejsca – dodaje.

Policjanci z Głogowa Młp. zapewniają, że sprawę mają cały czas na uwadze i jeśli pojawią się jakieś nowe informacje, to od nowa zaczną prowadzić dochodzenie. – Jeżeli poszkodowani poznali jakieś nowe szczegóły dotyczące tej sprawy, także mogą się zgłosić do komisariatu i o tym opowiedzieć – mówi komisarz Szeląg.

Grzegorz Anton

9 Responses to "Pocisk przeleciał koło głowy 4-latki. Winnego nie ma"

Leave a Reply

Your email address will not be published.