
Głód nikotynowy dobitnie uwidacznia się np. podczas długiego lotu samolotem, kiedy to nałogowy palacz nie może zapalić papierosa. Damian P. nigdy w życiu nie leciał samolotem, a mimo to zdecydowanie odleciał. Trochę z nikotynowego głodu, ale głównie z powodu osobistego skretynienia.
Damian P. mieszka w małej kamienicy i nie da się ukryć, że nie jest ulubieńcem sąsiadów, gdyż często bywa pijany, ma skłonności awanturnicze, a ponadto od czasu do czasu przyjmuje w swoim mieszkaniu podobnych do siebie koleżków.
Tego dnia wrócił jednak sam i był nawalony jak stodoła, więc padł na barłóg i zasnął. Zbudził się jednak dość szybko, gdyż zapragnął zakurzyć papierosa, bo okazało się, że wypił za dużo, ale wypalił za mało. Przetrząsnął kieszenie, lecz nie znalazł w nich ani jednej fajki. Wściekły wyszedł z mieszkania i zaczął łomotać do sąsiada Edwarda S., krzycząc, by ten poczęstował go papierosem.
Sąsiad otworzył drzwi i poczęstował go… kuksańcem w bok. Zaskoczony Damian wycofał się, ale wrócił po kilku minutach, mając w ręce nóż i znów zaczął dobijać się do drzwi Edwarda, który tym razem mu nie otworzył, tylko krzyknął, że jeśli bandzior natychmiast nie odejdzie, to on natychmiast zadzwoni po policję. I wtedy, ku zdumieniu nawet samego Edwarda, Damian schował nóż do kieszeni i grzecznie odszedł.
Tymczasem całe to zajście obserwował przez wizjer mieszkający naprzeciwko 90-letni Franciszek K. Gdy wydawało się, że awantura z pijanym oprychem została zażegnana, starszy pan nadal stał przy judaszu, jakby przeczuwał, że może jeszcze zdarzyć się coś złego. I przeczucie go nie zawiodło, bo po chwili przed drzwiami Edwarda S. ponownie pojawił się Damian P.
Tym razem dzierżył w dłoni jakąś flaszkę, co w jego przypadku nie stanowiłoby raczej niczego nadzwyczajnego, gdyby w tej butelce był alkohol, ale – jak się niebawem okazało – znajdował się w niej jakiś łatwopalny płyn. Degenerat, działając w pijackim amoku, zaczął rozlewać tę ciecz na wycieraczkę Edwarda, chcąc ją podpalić.
I wówczas z mieszkania wypadł Franciszek K., który z niemal młodzieńczą werwą zdzielił podpalacza w łeb jakimś ciężkim przedmiotem, czyniąc to z taką siłą, że ten padł jak mucha. Na korytarz wybiegł wtedy Edward S., który pomógł dziarskiemu seniorowi całkowicie obezwładnić podpalacza, po czym wezwał policję. Dzięki temu Damianowi P. nie udało się zapalić ani papierosa, ani wycieraczki.
Energiczny 90-latek zebrał zasłużone pochwały, zaś palaczowi i podpalaczowi w jednej osobie dadzą teraz popalić organy ścigania.
JAN M.



4 Responses to "(POD)- palacz"