Pod szczęśliwą gwiazdą

Jedyny celny strzał na bramkę Błękitnych oddał w sobotę Rafał Mikulec, który skutecznie egzekwował rzut karny. Fot. Wit Hadło

BŁĘKITNI STARGARD – APKLAN RESOVIA. Rzeszowianie znów wykonywali karnego, ale tym razem strzelał (perfekcyjnie) Rafał Mikulec.

Z najdalszej wyprawy „pasiaki” przywiozły punkt. Punkt, z którego powinny się cieszyć, bo na Pomorzu Zachodnim nie zachwyciły. – O czym tu mówić, skoro nasz jedyny strzał w światło bramki, to ten z rzutu karnego! – irytował się trener Szymon Grabowski.

BŁĘKITNI 1
APKLAN RESOVIA 1
(0-0)
1-0 Kwiatkowski (75.), 1-1 Mikulec (78. – karny)
BŁĘKITNI:
BrzozowskiSzrek, Błyszko, Ostrowski, Ogrodowski, Sanocki, Gawron, Karmański (46. Shimmura), Cywiński, Kwiatkowski, Brzeziański (69. Starzycki)
RESOVIA:
Daniel – Geniec (60. Feret), Zalepa, Makowski, Mikulec, Antonik, Świechowski (82. Górka), Kaliniec, Pyrdek (75. Kwiek), Adamski, Hass (88. Twardowski)

Sędziował Łukasz Karski (Słupsk). Żółte kartki: Karmański, Cywiński – Makowski, Kaliniec, Świechowski, Twardowski. Widzów 300.

„Stargard. Pod szczęśliwą gwiazdą” – oto hasło promocyjne jednego z najstarszych miast na ziemiach polskich. Dla piłkarzy Apklan Resovii boisko Błękitnych również okazało się szczęśliwe. To bowiem gospodarze byli bliżsi zdobycia drugiego gola. – W drugiej połowie grali z wiatrem, widać, że dobrze czują się na własnym terenie. To był typowy mecz walki i niestety to Błękitni wyglądali na bardziej zdeterminowanych – przyznał Szymon Grabowski.

Za bardzo wystraszeni

– Dobrze, że w ogóle wróciliśmy do gry po utracie bramki, bo niekoniecznie musieliśmy to zrobić – odparł trener rzeszowian, gdy spytaliśmy, z czego jest najbardziej zadowolony. – Nie trzymaliśmy się planu, po przerwie nie było zawodnika, który wziąłby odpowiedzialność na swoje barki. Generalnie byliśmy wystraszeni, anemiczni. To spotkanie powinno się potoczyć pod nasze dyktando, jednak po podaniu Mateusza Geńca Przemek Pyrdek nie przyjął piłki i o oddaniu groźnego strzału trzeba było zapomnieć – wyliczał mankamenty trener biało-czerwonych, którzy do tej pory imponowali formą, walcząc jak równy z równym z kandydatami do awansu. W Stargardzie, podobnie jak w Łęcznej, resoviacy stracili jednak kuriozalnego gola.

Mikulec po raz pierwszy

Feralna akcja zdarzyła się kwadrans przed końcem i stanowiła sekwencję pomyłek. Zaczęło się od niepotrzebnego faulu Pyrdka, potem Bartłomiej Makowski odpuścił krycie, a Wojciech Daniel nie zapobiegł nieszczęściu, chociaż powinien, gdyż rywal skierował piłkę przy bliższym słupku. W mieście pod szczęśliwą gwiazdą fortuna sprzyjała jednak naszej drużynie i już 180 sekund później Rafał Mikulec doprowadził do wyrównania. Boczny obrońca perfekcyjnie wykonał „11” i mógł się radować z pierwszej swojej bramki w barwach rzeszowskiego klubu. Przed tygodniem w meczu z Widzewem karnego wykorzystał, a drugiego spudłował, Bartłomiej Makowski. – Już wtedy Rafał był brany pod uwagę jako ewentualny egzekutor. W Stargardzie nie było więc wątpliwości, kto ma podejść do piłki ustawionej na „wapnie” – wytłumaczył Szymon Grabowski.

Przeciwko Błękitnym nie zagrali kontuzjowani: Konrad Domoń, Dariusz Frankiewicz, Michał Ogrodnik i Bartłomiej Buczek. Pierwsi trzej w poniedziałek wracają do zajęć i raczej będą brani pod uwagę przy ustalaniu składu na środowe spotkanie z Pogonią Siedlce. Buczka czekają natomiast specjalistyczne badania. Warto dodać, że na boisku w Stargardzie zameldował się, po wielomiesięcznej rehabilitacji, Dawid Kwiek. I że świadkiem remisu Resovii był… jeden kibic z Rzeszowa.

tsz

One Response to "Pod szczęśliwą gwiazdą"

Leave a Reply

Your email address will not be published.