
Poseł to osoba wybrana przez ludzi i, co podkreśla wielu posłów, będąca dla ludzi. W wielu miastach i gminach Polski wyborcy mają możliwość spotkania się z posłami ze swego regionu nie tylko na wiecach wyborczych, czy w ich biurach poselskich, ale i zwyczajnie – na spacerze, w kościele, na lokalnym pikniku, czy po prostu w sklepie. Tacy posłowie chodzą zwyczajnie „po ulicy” i nikogo to nie zaskakuje. Ochrona Służby Ochrony Państwa (SOP), czyli dawnego Biura Ochrony Rządu (BOR), im nie przysługuje, a o policyjną, nie mając podstaw, ani nie śmieliby nawet prosić.
Ktokolwiek jednak miał okazję być na spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim wówczas, gdy był on zwyczajnym posłem, wie, że ten „szary poseł”, który był przy tym szarą eminencją w Polsce, bez ochrony nigdzie się nie ruszał! Prezes PiS od dawna już wynajmuje prywatnych ochroniarzy z renomowanej firmy, którzy jeżdżą z nim po całym kraju i nie odstępują na krok, strzegąc jego bezpieczeństwa. No czasem jeszcze, jak mieliśmy okazję zaobserwować to podczas wizyty Kaczyńskiego w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu podczas kampanii samorządowej w 2018 roku, pomagają czasem przynieść i wynieść prywatną mównicę prezesa PiS z i do samochodu. Prezes PiS z takowej bowiem korzysta, bo – z jakiejś przyczyny – miejscowe mównice mu nie odpowiadają, czy też niegodne są, by przy nich sam prezes przemawiał.
Jarosław Kaczyński, który znany jest z tego, że wręcz uwielbia spiskowe teorie dziejów i nikomu nie ufa, ma prawo nie ufać nie tylko „obcym” mównicom , ale – może i tym bardziej – tym, którzy na spotkania z nim przychodzą. Dlatego wynajmuje sobie prywatnych ochroniarzy, którzy i dokładnie sprawdzą, kto na takie spotkanie chce wejść, i z oka prezesa PiS nie spuszczą, gotowi zasłonić go własną piersią, gdyby była taka potrzeba. W końcu J. Kaczyński na co chce może wydać kasę, która mu się jako posłowi PiS „po prostu należy”.
Jednak od pewnego czasu wszak J. Kaczyński nie jest już zwyczajnym posłem – jest wicepremierem ds., nomen omen, bezpieczeństwa! W związku z tym należy mu się – całkiem serio – asysta funkcjonariuszy SOP (dawniej BOR). Jednak takiej ochronie to pan prezes Kaczyński najwyraźniej nie ufa. Może zniechęcił się do SOP-u po tym, jak funkcjonariusze tej formacji zasłynęli brakiem umiejętności prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych bez spowodowania kolizji? A może jako wicepremier od bezpieczeństwa ma jeszcze inne powody, by tej formacji bezpieczeństwa swej – jakże dla Polaków cennej i przez nich uwielbianej – prezesowej osoby nie powierzać. W każdym razie nie do końca…
Z braku tego zaufania do SOP o bezpieczeństwo prezesa PiS, a nawet jego domu wówczas, gdy go w tym domu nie ma, dba także policja. Każdej doby willi prezesa (odziedziczonej po matce) strzeże około 40 policjantów – mundurowych i tajniaków. Co prawda po niedawnych wydarzeniach policja nie wzbudza zaufania społecznego, bo jak cała Polska dzięki wolnym mediom mogła zobaczyć, nie umie ona zatrzymać zdesperowanej kobiety, która „rozjeżdża” stację benzynową, a umieć to umie złamać rękę nastolatce biorącej udział w Strajku Kobiet i wynieść spod budynku Sądu Najwyższego 65-latkę Katarzynę Augustynek zwaną babcią Kasią, ale nie bez strat, bo jak skarżyli się funkcjonariusze, jednego z nich „kopła” ona, a drugiego „uszczypła”. J. Kaczyński stawia jednak nie na byle jakich policjantów, ale na funkcjonariuszy z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego Komendy Stołecznej Policji, którzy – z założenia – zajmować się mają ściganiem przestępców zatrzymywanych na gorącym uczynku, jako jedyna taka jednostka w kraju. Zajmują się sterczeniem przed willą prezesa PiS na Żoliborzu. Nic dziwnego, że niektórzy czują się tym sfrustrowani i nazywają sami siebie „cieciami” – takie pejoratywne określenie stróża. Jednak wyjścia za bardzo nie mają, bo za odmowę pilnowania domu prezesa PiS niepokorni mają obcinane dodatki do pensji, a część już pożegnała się z mundurem.
Taka jest nasza aktualna polska rzeczywistość! Podatnicy płacą za prywatnych ochroniarzy J. Kaczyńskiego, za pilnujących go SOP-ików oraz za policjantów, którzy miast łapać przestępców pilnują domu prezesa PiS. Jarosław Kaczyński sam o sobie kiedyś powiedział, że on to „samo dobro”. Wszystko wskazuje jednak, że uważa się za nasze dobro narodowe i takiego siebie traktowania oczekuje. A my za to płacimy…
Redaktor Monika Kamińska



10 Responses to "Podatnicy trzy razy płacą za strach Kaczyńskiego"