Podejrzany o zabójstwo pielęgniarki na wolności!

Halina Gorczyca nadal uważana jest za zaginioną i oficjalnie policjanci nadal szukają żywej osoby, choć nieoficjalnie uważają, że kobieta mogła zostać poćwiartowana. Krzysztof Rutkowski powiedział z kolei Super Nowościom, że prawdopodobnie jej zabójstwo zostało zaplanowane. Fot. KWP Rzeszów
Do dzisiaj nie wiadomo, co się stało z widoczną na zdjęciu Haliną Gorczycą. W prokuraturze twierdzą, że nie żyje i została zamordowana. Ciała jednak nie ma, a oskarżony o zabójstwa Janusz G. właśnie wyszedł na wolność, choć jeszcze nie rozpoczął się proces. Fot. Archiwum policji

JASŁO. Sąd uznał, że podejrzany o zabójstwo ma wyjść na wolność jeszcze przed rozpoczęciem procesu.

Takiego zwrotu w sprawie zabójstwa Haliny Gorczycy, pielęgniarki z Jasła, nie spodziewał się nikt. Janusz G., były mąż pani Haliny i jednocześnie oskarżony o jej zamordowanie od kilku dni przebywa na wolności. Na przedłużenie aresztu nie zgodził się sąd apelacyjny i oskarżony o zbrodnie miał przebywać w areszcie do końca maja. Jednak wcześniej z aresztu wypuściła go sama jasielska prokuratura. Czy to oznacza, że w tej sprawie może nawet nie powstać akt oskarżenia, bo materiały dowodowe są tak słabe? I wreszcie czy oznacza to, że Janusz G. jest niewinny?

Janusz G. został zatrzymany przez policjantów 6 sierpnia 2014 roku, a więc w dniu zaginięcia Haliny Gorczycy. Pasował idealnie. Miał zatargi z byłą żoną, sądowy zakaz zbliżania się do kobiety. W należącym do niego busie znaleziono ślady krwi należące do Haliny G. Tyle że Janusz G. zaprzeczał, że cokolwiek zrobił żonie. Nie przyznawał się zarówno przed prokuratorem, policjantami, ale także przed zajmującym się sprawą ludźmi detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Przez te wszystkie miesiące wszyscy twierdzili, że to Janusz G. zabił, bo najlepiej pasował do całej układanki. Szkopuł w tym, że do dzisiaj nie odnaleziono ciała pielęgniarki, a policjanci przeszukiwali wielokrotnie m.in. złomowisko należące do byłego męża pani Haliny. Złomowisko przeszukała nawet specjalistyczna firma, która użyła georadaru. Policjanci ściągnęli nawet niemieckich funkcjonariuszy z psami, którzy również przeszukali wyznaczone miejsca. Nic to jednak nie dało. – Policjanci wykonali naprawdę mnóstwo pracy, ale niestety nie udało się odnaleźć ciała – mówi Kazimierz Łaba, szef jasielskiej prokuratury.

Bez paszportu z dozorem policyjnym
Tyle że w tym czasie Janusz G. przebywał cały czas w areszcie śledczym. W sumie ponad 9 miesięcy. Przeszedł m.in. obserwację psychiatryczną, na której wyniki oczekują śledczy. Nic nie zapowiadało, że oskarżony wyjdzie na wolność, tym bardziej, że niedawno sąd okręgowy przychylił się kolejny raz do wniosku jasielskiej prokuratury i przedłużył areszt do 6 lipca. Janusz G. po każdej decyzji sądu odwoływał się i tym razem sąd apelacyjny uznał, że Janusz G. ma wyjść z aresztu 31 maja.

– W związku z decyzją sądu uznaliśmy, że Janusz G. nie musi przebywać w areszcie do końca maja – mówi prokurator Łaba. Tym samym 25 maja G. został wypuszczony na wolność. Ta wolność jest jednak ograniczona, bo G. musi zgłaszać się kilka razy w tygodniu na dozory policyjne. Nie ma paszportu. – Ma również zakaz opuszczania kraju – mówi prokurator Łaba. Czy to oznacza, że nie powstanie akt oskarżenia? – Nie. Akt oskarżenia powstanie z cała pewnością, prawdopodobnie w czerwcu. Nadal uważamy, że mężczyzna zabił kobietę – wyjaśnia prokurator. A co z materiałem dowodowym? – Przyznam, że dowody nie są jakieś supermocne – ucina prokurator. – Być może coś się wydarzy w najbliższym czasie i będziemy mieć jakieś inne dowody – dodaje.

Śledczy przyznają jednak, że obawiają się poszlakowego procesu i tego czy uda się skazać Janusza G. Prawnicy przyznają, że będzie to proces jakiego trudno szukać w całej Polsce. Gdyby Janusz G. został uniewinniony, mógłby starać się o odszkodowanie za wszystkie dni spędzone w celi aresztu śledczego.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.