
SKOKI NARCIARSKIE. PUCHAR ŚWIATA. Wisła nie chce już rozpoczynać zimowego sezonu. Wszystko przez ogromne koszty organizacji zawodów.
Reprezentacja Austrii wygrała na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle pierwszy konkurs drużynowy Pucharu Świata 2019/2020. Austriacy wyprzedzili reprezentację Norwegii i Polski. O sporym niedosycie mogą mówić biało-czerwoni, którzy prowadzili na półmetku sobotniej rywalizacji. W finałowej serii podopieczni Michala Doleżala skakali słabiej i ostatecznie musieli się zadowolić miejsce na najniższym stopniu podium.
Polscy skoczkowie, którzy przed rokiem wygrali „drużynówkę” w Wiśle, również w sobotę wydawali się być głównymi kandydatami do końcowego triumfu. Potwierdziła do pierwsza seria, po której nasza drużyna zajmowała 1. miejsce, wyprzedzając o ponad 11 pkt Austriaków i blisko 30 „oczek” Słoweńców. Finałowa seria nie przebiegała już po myśli biało-czerwonych, a na domiar złego niemal jak w transie skakali Austriacy. – Wszyscy daliśmy dzisiaj z siebie wszystko, walczyliśmy do końca i pozwoliło nam to na zajęcie trzeciego miejsca – podkreślał Jakub Wolny. – To był pierwszy konkurs tej zimy i myślę, że tych emocji było sporo, ale to były pozytywne emocje. Walczyliśmy wszyscy i na tyle było nas stać tego dnia. Z tego co wiem, to w drugiej serii nam nie do końca sprzyjało szczęście z tymi warunkami, ale czasami tak w tym sporcie bywa. Nie zawsze dobre skoki są dalekie, bo wiaterek czasami nie pomaga. Myślę, że możemy być zadowoleni przede wszystkim z tego, że te skoki były dużo lepsze niż te w kwalifikacjach i były bardziej zbliżone do tych prób, które pokazywaliśmy dwa tygodnie temu na treningach. Takie było tak naprawdę zadanie na dzień dzisiejszy, żeby te skoki wróciły do normy i żeby na spokojnie podejść do zawodów – dodał Dawid Kubacki. Zadowolony z występu swoich podopiecznych był również szkoleniowiec polskiej kadry. – Wszyscy jesteśmy zadowoleni. Te skoki były już zupełnie inne. Było widać poprawę we wszystkich seriach, zarówno w próbnej jak i w konkursie. W drugiej rundzie brakowało nam trochę szczęścia. Przed ostatnim skokiem Dawida pojawił się stresik. Różnice punktowe były niewielkie. Austriacy i Norwegowie skaczą tu dobrze. My również. Skończyło się tak, jak się skończyło – przyznał Doleżał.
Sztuczny, prawdziwy?
Najlepiej skończyło się dla Austriaków, którzy zostali pierwszym liderem Pucharu Narodów. – To był świetny konkurs dla mojej drużyny. Wszyscy oddaliśmy całkiem dobre skoki i ostateczny wynik jest dla nas niesamowity. Uważam, że to jest bardzo dobry początek sezonu dla nas – mówił z uśmiechem na twarzy Daniel Huber. – Sezon dopiero się rozpoczął i nie skakaliśmy jeszcze w konkursie indywidualnym, więc ciężko jest powiedzieć, kto będzie najlepiej skakał w tym sezonie w naszej drużynie. Wszyscy jesteśmy w całkiem dobrej formie, co udowodniliśmy podczas piątkowych i sobotnich skoków. Gdybym miał jednak wytypować jedno nazwisko i powiedzieć, kto był najlepszy, byłby to Stefan Kraft – dodał Austriak. – Nie widzę różnicy między sztucznym a naturalnym śniegiem. Mogę jednak powiedzieć, że wszyscy zawodnicy mieli problem z lądowaniem i praktycznie żaden ze skoczków nie zaprezentował dobrego telemarku. Pogoda o tej porze roku jest jaka jest i musimy się z nią pogodzić. Podczas dzisiejszego konkursu widzieliśmy jednak, że możliwe jest oddanie dobrych i dalekich skoków, nawet jeśli lądowanie nie było perfekcyjne. Generalnie jestem jednak zadowolony, że inauguracja sezonu odbywa się w Wiśle z powodu atmosfery, jaka panuje na skoczni – podkreślił Daniel Huber.
Z miejsca, a konkretnie drugiego stopnia na podium mogli cieszyć się w sobotę również Norwegowie. – To był na pewno ciekawy konkurs dla kibiców, co chwilę następowały jakieś zmiany. Jeśli chodzi o mnie, jestem bardzo zadowolony z wyniku mojej drużyny i z tego, że stanęliśmy na podium – opowiadał Daniel Andre Tande. – Tak jak powiedział Daniel Huber, nie odbył się jeszcze żaden konkurs indywidualny, więc ciężko jest powiedzieć, kto będzie najlepszy w naszej drużynie w tym sezonie. Najlepsze skoki w dzisiejszym konkursie oddał Robert Johansson. Ale mamy również innych dobrych zawodników i wszyscy ciężko pracujemy podczas treningów, więc jeszcze zobaczymy – dodał. – Oczywiście, że jest różnica między sztucznym a naturalnym śniegiem. Jednak w tym momencie na świecie nie ma skoczni, na której można znaleźć naturalny śnieg – podkreśla Norweg.
Ostatnia taka inauguracja
Niewykluczone, że weekendowa inauguracja Pucharu Świata w Wiśle była ostatnią. Wprawdzie we wstępnym kalendarzu FIS na sezon 2020/2021 Wisła widnieje jako to, która będzie ponownie otwierać zimową rywalizację, ale pomysł ten ma coraz więcej przeciwników. Wszystko przez iście jesienną aurę, a co za tym idzie rosnące koszy organizacji całych zawodów w tym produkcji sztucznego śniegu. Mówi się, że tegoroczna inauguracja sezonu kosztowała Wisłę blisko 2 mln zł. – Mocno naciskam na Adama Małysza, żeby walczył dla Wisły o inny termin, niż listopadowy. Gdybyśmy dostali weekend w styczniu, lutym czy marcu, to w normalnej, zimowej pogodzie raz, dwa wyprodukowalibyśmy śnieg z armatek, starą, tradycyjną metodą. A może nawet nie trzeba by było go produkować, może spadłby prawdziwy. Tak czy inaczej, koszt organizacji zawodów byłby o trzy czwarte niższy niż teraz – przekonuje Andrzej Wąsowicz, organizator konkursów. Problem jednak w tym, że inauguracja Pucharu Świata w Wiśle ma wielu zwolenników, począwszy od władz FIS-u, a kończąc na sponsorach.
Wyniki konkursu drużynowego: 1. Austria 1018,2 pkt (P. Aschenwald 121 i 133 m, D. Huber 125 i 134, J. Hoerl 130 i 114, S. Kraft 127,5 i 125), 2. Norwegia 995,7 (D. A. Tande 123 i 128,5, T. A. Markeng 120 i 118,5, M. Lindvik 121 i 128, R. Johansson 129 i 130,5, 3. Polska 990,9 (P. Żyła 131 i 117, J. Wolny 123,5 i 119, K. Stoch 125,5 i 118, D. Kubacki 126,5 i 120,5), 4. Słowenia 979,3, 5. Niemcy 972,6, 6. Japonia 947, 7. Szwajcaria 830,1, 8. Finlandia 700,4. 9. Czechy 331,2, 10. Rosja 298,1
Marcin Jeżowski
[ngg src=”galleries” ids=”910″ display=”basic_thumbnail”]


