Podkarpacki układ zamknięty?

Mirosław K. nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Fot. Wit Hadło
Mirosław K. nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Dlaczego sądy nie chcą sądzić byłych polityków zamieszanych w aferę podkarpacką?

23 kwietnia miną 4 lata od zatrzymania Mirosława K., byłego marszałka województwa podkarpackiego, którego 2 lata temu prokuratura w Lublinie oskarżyła o 16 przestępstw. Pomimo upływu tak długiego czasu, były polityk wciąż czeka na proces, bo jego sprawa cały czas przerzucana jest z sądu do sądu. Ślimaczy się również sprawa Jana Burego, kolejnego byłego polityka zamieszanego w aferę podkarpacką. Od zatrzymania byłego barona PSL na Podkarpaciu i postawienia mu 6 zarzutów dotyczących m.in. przyjmowania łapówek i wpływania na urzędników państwowych upłynęły już dwa lata i trzy miesiące. Jego sprawa wciąż jest na etapie postępowania prokuratorskiego.

Z Rzeszowa do Przemyśla, na powrót do Rzeszowa, następnie do Jarosławia i… znów do Przemyśla. Taką drogę pokonała sprawa Mirosława K., na którym ciąży łącznie 16 zarzutów m.in. przyjmowania korzyści majątkowych, przekroczenia uprawnień, powoływania się na wpływy oraz zgwałcenia i molestowania. Kiedy finał i czy na pewno w Przemyślu? Wciąż nie wiadomo…

Były marszałek Podkarpacia został zatrzymany 23 kwietnia 2013 r. przez funkcjonariuszy CBA, a następnie przewieziony do Lublina, gdzie Prokuratura Apelacyjna przedstawiła mu zarzuty. Aktem oskarżenia, który w kwietniu 2015 r. przesłano do Sądu Okręgowego w Rzeszowie prócz Mirosława K. objętych zostało jeszcze 8 osób. Rzeszowski sąd uznał jednak wówczas, że właściwym do rozstrzygania w tej sprawie będzie sąd w Przemyślu, gdyż do najpoważniejszych przestępstw objętych aktem oskarżenia doszło w byłym woj. przemyskim. Sprawa trafiła więc do Sądu Okręgowego w Przemyślu. Ten jednak zwrócił się do Sądu Najwyższego o zmianę miejsca procesu poza Podkarpaciem. Wniosek nie został uwzględniony. Ostatecznie w przemyskiej „okręgówce” została sprawa 2 oskarżonych, którzy dobrowolnie poddali się karze, a sprawa Mirosława K. i 5 innych osób została przekazana na powrót do Rzeszowa, z tym że do Sądu Rejonowego (tutaj skazany został jeden z oskarżonych). W lutym br. Sąd Rejonowy wystąpił w wnioskiem o przekazanie sprawy Mirosława K. i 4 pozostałych oskarżonych do Jarosławia. O przeniesieniu zadecydowały względy ekonomii procesowej. I choć wydawało się, że proces w końcu się rozpocznie, jarosławscy sędziowie poprosili o wyłączenie ich od orzekania w sprawie Mirosława K., na co przystał Sąd Okręgowy w Przemyślu i… przekazał sprawę znów do Przemyśla, a konkretnie do przemyskiej „rejonówki”.

Czy ostatecznie tam rozpocznie się proces byłego marszałka? Wciąż nie wiadomo, bo jak potwierdza nam sędzia Małgorzata Raizer, rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu: „Żadne decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły. Czekamy”. Jeżeli sędziowie Sądu Rejonowego zdecydują, że chcą jednak wyłączyć się od prowadzenia tej sprawy i przystanie na to przemyski Sąd Okręgowy, ten będzie musiał wyznaczyć kolejny sąd… A przecież gdyby Sąd Najwyższy przystał na wniosek sądu w Przemyślu i przekazał sprawę poza Podkarpacie, najprawdopodobniej proces byłego marszałka już by trwał.

Mirosław K. nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.

A co z Janem Burym?
Jan Bury, były podkarpacki poseł PSL, został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA 18 listopada 2015 r. Ciąży na nim 6 zarzutów korupcyjnych. Według śledczych, miał przyjąć łapówki od podkarpackich biznesmenów w wysokości 928 tys. zł. Choć wnioskowała o to prowadząca jego sprawę katowicka prokuratura apelacyjna, Jan Bury nie został tymczasowo aresztowany. Wpłacił kaucję w wysokości 100 tys. zł. Miał też ustanowić hipotekę pod nieruchomości warte 900 tys. zł, jednak prokuratura przez dwa lata nie była w stanie wymusić tego od niego. W związku z tym, prokurator chciał mu zabrać 50 tys. zł, czyli połowę wpłaconej kaucji. O tym, czy były poseł straci 50 tys. zł miał zdecydować Sąd Rejonowy w Rzeszowie. Pierwsze posiedzenie w tej sprawie zaplanowano na 7 października ub. roku, ale prokuratura w Katowicach nie przesłała na czas akt sprawy. Podobno nie zdążono ich przygotować zgodnie z wyznaczonym terminem…

Kolejne posiedzenie odbyło się 28 listopada ub. roku. Nie wydano jednak wówczas żadnego orzeczenia, bo prowadząca posiedzenie sędzia Katarzyna Baryła wyłączyła się z tej sprawy. Twierdziła, że może tak zrobić, gdyż wcześniej zajmowała się już sprawami innych osób, które były powiązane z byłym posłem i według śledczych były one częścią tzw. afery podkarpackiej. 5 stycznia br. Sąd Okręgowy w Rzeszowie orzekł, że sędzina nie może się wyłączyć i to ona ma poprowadzić postępowanie dotyczące Jana Burego. Jednak 13 lutego obrońca byłego posła złożył wniosek o wyłączenie sędzi Baryły, bo – jak stwierdził – jest nieobiektywna. Nie zgodził się jednak z tym Sąd Rejonowy i 24 lutego sędzia Katarzyna Baryła poprowadziła posiedzenie w sprawie przepadku 50 tys. zł wpłaconej kaucji. Jednak sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury z Katowic i poseł nie stracił tej kwoty. Nie musi też ustanawiać hipoteki na 900 tys. zł.

Byłemu posłowi grozi za to do 12  lat więzienia.

Katarzyna Szczyrek, Mariusz Andres

24 Responses to "Podkarpacki układ zamknięty?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.