Podkarpackie Mistrzostwa w Ratownictwie Medycznym (ZDJĘCIA)

Fot. Paweł Dubiel
Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Podkarpackie Mistrzostwa w Ratownictwie Medycznym, których organizatorem była WSPR w Rzeszowie, wygrał zespół z Wrocławia.

Co było najtrudniejszym wyzwaniem tych mistrzostw dla laureata I miejsca? – Zawsze najtrudniejsze są zadania, gdzie jest dużo poszkodowanych, a tu mieliśmy nie tylko 10 rannych, ale w dodatku uczniów. Organizator przygotował bowiem atak terrorystyczny w szkole. Na początku musieliśmy opanować chaos, a potem we trójkę zaopatrzyć 10 osób z ranami postrzałowymi, oczywiście w asyście antyterrorystów. Na szczęście nikt nie zginął – mówi z uśmiechem Krzysztof Krywko, ratownik medyczny z Wrocławia, jeden z trzyosobowego zespołu zwycięzców.

II miejsce zajął zespół medyczny z Dąbrowy Tarnowskiej, III z Krakowa. – Na ósmym miejscu uplasował się zespół ratowników z Krosna, co daje im prawo udziału w finałowych rozgrywkach w Olsztynie. Rzeszowski zespół zakwalifikował się tam wcześniej, zajmując miesiąc temu w Katowicach czwarte miejsce – mówi Andrzej Kwiatkowski, dyrektor WSPR w Rzeszowie.

Jaki wyzwania przed zawodnikami postawili organizatorzy i gospodarze mistrzostw? Przede wszystkim chodziło o sprawdzenie skuteczności działań w sytuacji stresu, fizycznego zmęczenia, i dużej liczby poszkodowanych osób. Słowem sprawdzenie umiejętności, kompetencji i kondycji fizycznej i psychicznej ratowników. Osoby zaangażowane w przygotowania wymyślili więc kilka nietypowych scenariuszy sytuacji, które nie zdarzają się często, ale które w każdej chwili mogą się mieć miejsce, i z którymi każdemu z ratowników może przyjść stanąć twarzą w twarz. Przećwiczenie ich na mistrzostwach może sprawić, że w sytuacji podobnej, a rzeczywistej, nikt nie popełni najdrobniejszego błędu, który może kosztować czyjeś życie, że każdy z osobna i w zespole będzie działał szybko i profesjonalnie, bo w ratowaniu życia ważna jest każda minuta.

Z czym się więc zmierzyli? Pierwsze wezwanie brzmiało: „Chyba rodzi, wody jej odeszły”. Po przybyciu na miejsce wezwania dziecko już przyszło na świat, należało więc szybko porozumieć się matką, która była głuchoniemą studentką, zbadać jej parametry życiowe (miała cukrzycę) i jednocześnie odciąć pępowinę i zabezpieczyć noworodka termicznie. Drugim zadaniem było udzielenie pomocy mężczyźnie uwięzionemu w windzie. Konkurencja została rozegrana w nocy z wtorku na środę na okrągłej kładce. Akcja ratownicza była prowadzona we współpracy ze strażakami, którzy najpierw musieli uwolnić pasażera z windy, który notabene był w niedwuznacznej sytuacji a kobietą. Scenariusz zadania zakładał, że poszkodowany miał najpierw zaostrzony atak astmy, a później doszło do zatrzymania krążenia. Resuscytację mężczyzny wykonano już na fantomie. Kolejnym zadaniem było udzielenie pomocy osobie, która spadła z kilkunastu metrów z powodu nie całkowitego otworzenia się czaszy spadochronu. Mężczyzna miał masywne krwawienie, wymagał stabilizacji kręgosłupa i odessania krwi z dróg oddechowych. Były też zawody sprawnościowe, podczas których trzeba było się wykazać nie lada odpornością na wysiłek. Najwięcej emocji i trudności wzbudził jednak zadanie, które brzmiało strzelec z bronią automatyczną otworzył ogień w szkole. Napastnik przeszedł korytarzem oddając strzały do przypadkowych osób. Poszkodowanych – 10 –15 osób. Ratownicy musieli nie tylko współdziałać z antyterrorystami, ale także w krótkim czasie zająć się dużą liczbą poszkodowanych, ciężko rannych (rany postrzałowe klatki piersiowej, brzucha, głowy) wymagających natychmiastowej pomocy, ale też osób przerażonych sytuacją, z mniej rozległymi obrażeniami.

– Jedno co mnie zdziwiło, to brak zgody rodziców na przeprowadzenie takiej akcji w ich szkole. Tłumaczyli to chęcią nienarażania dzieci na stres. A przecież dzieci wiedziałyby, że chodzi o pozorowanie działań. Chcieliśmy im pokazać, jak powinny zachować się w takiej sytuacji, a także nauczyć ratowników i inne służby współpracy ze sobą. Żyjemy w czasach, że to, co często oglądamy na ekranach telewizorów w każdej chwili (oby nie) może się zdarzyć u nas. To nie są scenariusze wymyślone, to rzeczy, które dzisiaj się dzieją – mówi Andrzej Kwiatkowski.

Trudno to zrozumieć, tym bardziej w sytuacji gdy rodzice pozwalają dzieciom grać w gry, w których krew płynie po ekranie jak rzeka. Tymczasem dzieci w Japonii na co dzień uczone są, jak zachować mają się  przypadku trzęsienia ziemi i nikt z rodziców nie boi się, że dziecko z tego powodu będzie miało problemy psychologiczne. Mają za to wyuczony odruch chowania się, który niejednokrotnie ratuje im życie.

Anna Moraniec

[print_gllr id=239337]

One Response to "Podkarpackie Mistrzostwa w Ratownictwie Medycznym (ZDJĘCIA)"

Leave a Reply

Your email address will not be published.