Podróż do kulinarnego Krakowa cz.I

Bistro Magnes - niewielka, skromna, często się zmieniająca karta, pełna smakowitości. Można zamawiać w ciemno, zwłaszcza sezonowe zupy, sałatki czy niezmienną klasykę: makaron carbonara. Fot. Archiwum
Bistro Magnes – niewielka, skromna, często się zmieniająca karta, pełna smakowitości. Można zamawiać w ciemno, zwłaszcza sezonowe zupy, sałatki czy niezmienną klasykę: makaron carbonara. Fot. Archiwum

Wybierasz się do Krakowa? Koniecznie przeczytaj ten artykuł – jak dobrze i tanio zjeść w Grodzie Kraka…

Najkrótszy karnawał tysiąclecia powoli się kończy, a my możemy korzystać z dobrodziejstw cywilizacyjnych i w krótkim czasie znaleźć się na upragnionej autostradzie i zaszaleć w kulinarnej stolicy Polski. W Grodzie Kraka.

Wielu turystów ma problem, gdyż niektóre miejsca gdzie karmią i poją, mogą być albo pułapką cenową, albo kulinarnym rozczarowaniem lub też jednym i drugim. Jako wieloletni mieszkaniec tego zacnego grodu pozwolę sobie na miniprzewodnik kulinarny. Chodzi o to, aby nam coś wyjątkowego podali, my mamy zrobić takie głośne „wow”, a przy zapałacie rachunku nie dostać kardiologicznych dolegliwości.

Jak zauważyli Stanisław Mancewicz i Robert Makłowicz w „Zjeść Kraków”: „typowa klientela krakowska jest znacznie uboższa (od tej warszawskiej płacącej służbowym pieniądzem z plastiku – przyp. K.P.) i bardziej wybredna, bo sama za siebie płaci”. Co nam dobrze wróży, krakowianie biesiadują poza domem i należy się tylko do nich przyłączyć, koniecznie nie omijając krakowskiej specyfiki, a mianowicie kawiarni z ich rytualnymi zachowaniami.

Rynek i okolice
Należy oczywiście w punkcie żelaznym zaliczyć trasę między Teatrem Słowackiego a Wawelem. Pytanie tylko, czy tam najlepiej się delektować i mlaskać z zachwytu? Da się, ale ostrożnie i z rozwagą. Niezliczone kawiarniane ogródki czynne niekiedy przez cały rok, a nie tylko sezonowo, oferują znamienite widoki na zabytki i przechadzających się ludzi. Należy jednak uważać, gdyż są miejsca, gdzie pasja kulinarnego tworzenia jest zastąpiona maszynką do robienia pieniędzy. Trzeba też mieć cierpliwość do głośnych stolików, bo akurat Angolowi jednemu czy drugiemu zapragnęło się mieć wieczór kawalerski w Krakowie, a także do namolnych muzykantów czy innych wyłudzaczy pieniędzy, od których musimy się bezustannie opędzać.

Możemy też mieć aspiracje, aby miejsce konsumpcji stanowiło żywy zabytek. Jak ktoś miał za mało Młodej Polski w szkole, to powinien odwiedzić Jamę Michalika. W tym miejscu uczęszczający do pobliskiej Akademii Sztuk Pięknych artyści, płacili zaległe rachunki swą twórczością. Można nawiedzić przybytek gastronomiczny – Hawełkę, słynący onegdaj z homarowej piętrowej kanapki, a pyszności owe trafiały na stół samego Najjaśniejszego Pana. Mamy do zaliczenia Noworolskiego w Sukiennicach, lokal jeszcze sprzed pierwszej wojny, za tzw. komuny odebrany właścicielom. Po zmianach ustrojowych zastrajkowały tu kelnerki – miłośniczki socjalizmu, które nie chciały przejść na kapitalizm. Tak, tak, ten lokal należał niestety do PSS Społem. Wśród atrakcji można spotkać obecnie Wajdę i Starkę w butelce. Da się zjeść też we Wierzynku, zwłaszcza od czasu kiedy w swe władanie wzięła go pani Filipiakowa. Jemy, myślimy sobie, że jadł tu cesarz Japonii czy król Hiszpanii i już czekoladowy suflet lepiej nam smakuje. A w sąsiedztwie nad nami, co godzinę, przeszkadza rozmowom i brzękom sztućców, grający strażak na trąbce…

CK Browar… I wszystko jasne…
CK Browar… I wszystko jasne…

Ale wracając na ziemię, przy ulicy świętego Tomasza jest miejsce godne polecenia. Bistro Magnes się nazywa. Jak wiemy, nazwa bistro pochodzi z rosyjskiego „bystro”, czyli szybko. Okupujący Paryż kozacy ganiali powolnych francuskich kelnerów tymże zawołaniem. Szef kuchni Paweł Twardosz uchodzi za człowieka ceniącego smak, a doświadczenie zdobywał we Włoszech i Australii. Niewielka, skromna, często się zmieniająca karta, pełna smakowitości. Można zamawiać w ciemno, zwłaszcza sezonowe zupy, sałatki czy niezmienną klasykę: makaron carbonara.

Otton von Bismarck mawiał, że gdyby śledzie były tak drogie jak sam kawior, ludzie ceniliby je zdecydowanie bardziej. Prawdziwy miłośnik ryb nie może się bez nich obejść. Śledź doczekał się lokalu przy Stolarskiej z poważną nazwą „Ambasada śledzia”. Obok konsulaty, a tu król śledź siedzi sobie na piedestale, reklamowany jako Polish Tapas. Pretenduje w tym miejscu, do miana najlepszego nie tylko w Krakowie, ale i w kraju. Potrafią tam przyrządzić takie dziwolągi jak: śledźburgery, śledzie w czekoladzie, truskawkach, bananach. Choć inne też się bronią: klasyczny w śmietanie i cebuli, zimowy w przyprawach korzennych z orzechami i miodem, w curry, zielony w cieście naleśnikowym, w cieście chlebowym, w buraczkach.

Jeśli chodzi o płyny, to z piwiarni poleca się „Non Iron” na Św. Marka i „House of Beer” na Św. Krzyża. W tym pierwszym oglądniemy mecz na telebimie, pooglądamy klubowe insygnia rugbystów i pokosztujemy czeskiej klasyki z pipy. W drugim nie brakuje dobrze zaopatrzonych kranów i niezliczonej liczby piw butelkowych w otoczeniu stylowych beczek. Swoich fanów ma też CK Browar. Warzone na miejscu piwo ma różny poziom, niestety… Za to Wiennerschnitzel z cytrynką, kapustą i ziemniakami w drewnianym korytku, godny jest Domu Panującego z Schönbrunn i potomków smakosza Franciszka Józefa I.

Ambasada Śledzia - potrafią tu przyrządzić takie dziwolągi jak: śledźburgery, śledzie w czekoladzie, truskawkach, bananach. Choć inne też się bronią: klasyczny w śmietanie i cebuli, zimowy w przyprawach korzennych z orzechami i miodem, w curry, zielony w cieście naleśnikowym, w cieście chlebowym, w buraczkach.
Ambasada Śledzia – potrafią tu przyrządzić takie dziwolągi jak: śledźburgery, śledzie w czekoladzie, truskawkach, bananach. Choć inne też się bronią: klasyczny w śmietanie i cebuli, zimowy w przyprawach korzennych z orzechami i miodem, w curry, zielony w cieście naleśnikowym, w cieście chlebowym, w buraczkach.

Koło Wawelu napatoczy się też Kompania Kuflowa. Oprócz zimnego piwa, oferują zupy z rondelka, pierogi wprost z patelni, mule z garnka. Najciekawiej jest w toalecie. Widnieje duży napis: „Gościom ze stolicy przypomina się o możliwości umycia rąk”. Jest też specjalny szeroki zlew do zwrotów posiłków otworem gębowym.

Na wino warto zboczyć na Św. Tomasza do „Le Petite France” (gdzie podają również deski wykwintnych serów), albo na Plac Szczepański do Charlotte (gdzie pieką także własny chleb z rodzynkami i orzechami czy oliwką i rozmarynem), albo do Wine Baru i sklepu Stoccaggio przy Krupniczej (gdzie trwają regularne degustacje i oferują sporo win na kieliszki).

Krzysztof Prendecki

Leave a Reply

Your email address will not be published.