
PODKARPACIE. ZNP żąda wprowadzenia wyższych o 1000 zł pensji dla pedagogów.
Nauczyciele od 1 stycznia 2019 roku mają dostawać o 5 procent wyższe wynagrodzenia. Rząd twierdzi, że pedagodzy będą z tego powodu zadowoleni. Jednak, jak przekonują działacze Związku Nauczycielstwa Polskiego, wysokość podwyżki jest za mała. Dlatego też chcą, żeby za cztery miesiące każdy z nich otrzymywał 1000 zł brutto więcej.
Dla budżetówki przyszły rok ma przynieść podwyżki. Fundusz wynagrodzeń zwiększy się o inflację, czyli 2,3 proc. Na podwyżki dla nauczycieli, urzędników i pracowników służby więziennej zarezerwowano 2,4 mld zł. Minister finansów Teresa Czerwińska poinformowała, że np. dla nauczycieli będzie to o 5 procent więcej.
Obecnie nauczyciel stażysta ze wszystkimi dodatkami zarabia średnio 2900 zł brutto. Planowana podwyżka oznacza wzbogacenie się stażysty o 145 zł. Nauczyciel dyplomowany średnio dostaje 5336 zł. Podwyżka zapewni im kolejne 266 zł. Jednak, jak zapewniają związkowcy, nie każdy dyplomowany otrzymuje teraz ponad 5 tys. zł. Często znacznie mniej.
– Rząd chce podnieść wynagrodzenia nauczycieli o 5 procent, ale związkowcy proponowali więcej. Chcieliśmy, żeby przez trzy lata w każdym roku podwyżki wynosiły 10 procent – mówi Stanisław Kłak, prezes podkarpackiego okręgu ZNP. – Na to jednak nie zgodziło się Ministerstwo Finansów. Dlatego teraz żądamy, żeby od 1 stycznia 2019 r. nauczyciele dostawali miesięcznie o 1000 zł brutto więcej.
Stanisław Kłak uczestniczył w obradach Rady Dialogu Społecznego i tam wyliczono, że biorąc średnie pensje czterech stopni awansu zawodowego nauczycieli, są one niższe niż otrzymują kasjerki dyskontów spożywczych. Jak zaznaczył, oczywiście pracownice sklepów mają ciężką pracę i zasługują na wyższe wynagrodzenia, ale i wbrew temu co się mówi, również i nauczyciele nie mają łatwej pracy. – To nie jest tak, że pracują tylko 18 godzin tygodniowo – podkreśla prezes ZNP. – Oprócz lekcji, które prowadzą, muszą poświęcić czas na sprawdzenie prac uczniów, przygotować się do lekcji, uczestniczyć w naradach i muszą sporo czasu poświęcić na biurokrację związaną z wprowadzoną reformą edukacji. Dlatego nie powinni zarabiać mniej niż kasjerki w Biedronce.
Kłak dodał też, że nauczyciele są pod ciągłą presją, bo są oceniani przez dyrektorów oraz uczniów i rodziców, a uczniowie i ich rodzice są nieznośni. Nawet z tego powodu pedagodzy powinni zarabiać godnie, a jak przekonują związkowcy, tak teraz nie jest.
Mariusz Andres


