Pół miliona możemy zapłacić za zawał serca za granicą

W większości krajów, jeżeli nie mamy odpowiedniego ubezpieczenia, musimy pokryć wszelkie koszty akcji ratunkowej w górach. Tylko Polska jest tutaj wyjątkiem. Fot. arch. bieszczadzkiej grupy GOPR
W większości krajów, jeżeli nie mamy odpowiedniego ubezpieczenia, musimy pokryć wszelkie koszty akcji ratunkowej w górach. Tylko Polska jest tutaj wyjątkiem. Fot. arch. bieszczadzkiej grupy GOPR

RZESZÓW, PODKARPACIE. Urlop za granicą może nas słono kosztować, bo wypadki „chodzą po ludziach”, a leczenie szpitalne jest bardzo drogie. Warto wykupić ubezpieczenie i zaopatrzyć się w EKUZ.

– Najdroższa pomoc medyczna została udzielona w 2014 r., we Francji. Sprawa dotyczyła zatrzymania akcji serca i związanym z tym pobytem w szpitalu. Jej koszt to 110 tys. euro. Taniej, 68 tys. euro, kosztowało mieszkankę regionu zasłabnięcie i również hospitalizacja w Belgii. 36 tys. euro – urazy doznane w wypadku samochodowym w Niemczech. Na szczęście osoby te miały przy sobie EKUZ i wydatki te zostały pokryte przez nasz fundusz – mówi Marek Jakubowicz, rzecznik POW NFZ w Rzeszowie.

Rzecznik mówi, że w 2015 roku było mniej kosztownych hospitalizacji poza granicami kraju. Najwięcej, 18,5 tys. euro, NFZ wyłożył za leczenie pacjenta w Niemczech. Zasłabnięcie w Szwecji pochłonęło 85 tys. zł, a w Norwegii 20 tys. zł.

EKUZ nie uprawnia do bezpłatnego leczenia i nie sięga poza Europę
Karta EKUZ nie uprawnia do bezpłatnego leczenia za granicą, ale do korzystania z opieki zdrowotnej w innym kraju unijnym na takich samych zasadach jak obywatele tego kraju. W większości państw członkowskich UE/EFTA, inaczej niż w Polsce, istnieje obowiązek opłacenia części kosztów świadczeń zdrowotnych jako współudział w kosztach leczenia. Kwoty te nie są zwracane przez NFZ.

Turyści za pomoc medyczną nierefundowaną przez NFZ (np. ze względu na obecność w kraju niepodlegającym refundacji lub wobec braku karty EKUZ) muszą zapłacić z własnej kieszeni. Czasami mogą to być kwoty z pięcioma, a nawet sześcioma zerami. Warto więc wykupić dodatkowe ubezpieczenie, szczególnie gdy wyjeżdżamy poza Unię.

Polisa ratuje przed bankructwem
Stany Zjednoczone, podobnie jak Kanada czy Australia, od lat są wysoko na liście krajów z najdroższymi interwencjami medycznymi. W Europie drogo jest w Szwajcarii. W 2015 roku po zasłabnięciu w wodzie w trakcie pływania w oceanie, którego efektem było zatrzymanie akcji serca i ciężki stan poszkodowanego, Polak dostał fakturę za leczenie w USA na ponad 800 tys. zł (na szczęście miał polisę).

Warto jednak pamiętać, że poważna kontuzja, nawet w tzw. niedrogim kraju, jak Węgry, też może kosztować fortunę. Za operację jelita jednemu z naszych krajan wystawiono rachunek na 385 809 zł. Najdroższy zazwyczaj jest jednak transport karetką. Dla przykładu w Chinach, same tylko koszty przewiezienia air-ambulansem pacjenta w trudnym stanie przekroczyły 600 tys. zł.

W większości krajów (Polska jest tutaj wyjątkiem), jeżeli nie mamy odpowiedniego ubezpieczenia, musimy pokryć wszelkie koszty akcji ratunkowej w górach. Suma, na jaką ratownicy wycenią przeprowadzoną przez nich akcję może sięgać kilkudziesięciu tysięcy euro. Przykładowo w Niemczech sam czas pracy śmigłowca kosztuje ok. 16 tys. zł. W Czechach możemy się spodziewać, że za transport ze stoku zostaną nam policzone 4 tys. zł, w Austrii przewiezienie rannego narciarza do szpitala może kosztować ponad 14 tys. zł, a we Włoszech – nawet 19 tys. zł.

Anna Moraniec

3 Responses to "Pół miliona możemy zapłacić za zawał serca za granicą"

Leave a Reply

Your email address will not be published.