Pół tysiąca pracowników PZL Mielec trafi na bruk!

Śmigłowiec S-70i Black Hawk prezentowany w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu. Firma Sikorsky planuje zwolnić blisko 500 osób pracujących w fabryce w Mielcu. Fot. PAP
Śmigłowiec S-70i Black Hawk prezentowany w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu. Firma Sikorsky planuje zwolnić blisko 500 osób pracujących w fabryce w Mielcu. Fot. PAP

MIELEC. Cena za przegrany przetarg na zakup śmigłowców.

Ponad 500 osób, czyli prawie 25 proc. ogólnego zatrudnienia Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu, do września br. straci pracę. To decyzja amerykańskiej firmy Sikorsky, właściciela PZL. Powód? Przegrana w przetargu Ministerstwa Obrony Narodowej na zakup śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii. Kontrakt wart 13 mld zł najprawdopodobniej trafił do francuskiej firmy Airbus Helicopters.

O tym, że gorzką ceną za przegraną w przetargu MON będą zwolnienia w mieleckich zakładach, pisaliśmy w Super Nowościach kilka dni temu. Na początek pracę straciło tam ok. 50 osób. Dotyczyło to osób, które jednak mają jakieś świadczenia alternatywne i na pewno nie zostaną bez dochodów. Dla nich rozstanie z firmą nie było tak dramatyczne, jak dla kolejnych 500, które sukcesywnie mają trafiać na bruk do września tego roku.

Nastroje są fatalne
– W poniedziałek dyrektor d.s. personalnych w firmie Sikorsky poinformował nas o działaniach restrukturyzacyjnych, czego efektem będzie zwolnienie z pracy 1400 pracowników, w tym 500 z naszego zakładu – mówi nam Marian Kokoszka, przewodniczący NZSS Solidarność w PZL Mielec. – Nie powiedział tego wprost, ale dał jednoznacznie do zrozumienia, że powodem redukcji zatrudnienia jest przegrany przetarg na śmigłowce.

– Nastroje są fatalne. Pracę straci 25 proc. załogi. Ludzie są rozgoryczeni. Przed nami rozmowy z zarządem PZL na temat osłon socjalnych. Będziemy chcieli, aby w pierwszej kolejności zwalniane były osoby, które w najbliższym czasie będą mogły np. przejść na emeryturę. Będziemy również poruszać temat wysokości odpraw. Tanio skóry nie sprzedamy. Rozmowy rozpoczniemy w ten wtorek. To jest naprawdę wielki dramat – nie kryje emocji.

„Nie mam wątpliwości, ten przetarg został ustawiony”
Przypomnijmy, że w kwietniu rząd poinformował, iż przetarg na śmigłowce dla polskiego wojska wygrała francuska firma Airbus Helicopters. Odrzucono PZL Mielec i Świdnik. – Wiele osób liczyło na to, że wygrana w przetargu da rozwój firmie na wiele lat. Rząd jednak wybrał inaczej – komentuje Kokoszka. – Od samego początku ten przetarg wzbudza wiele kontrowersji. Nie tylko ja uważam, że został on po prostu ustawiony.

Choć sytuacja wydaje się być beznadziejna Marian Kokoszka zapowiada walkę do końca. Liczy na wsparcie parlamentarzystów: – Zrobimy wszystko, aby obronić nasze miejsca pracy – zapowiada. – Dowiedziałem się już, że posłowie PiS złożyli wniosek o zwołanie sejmowej komisji obrony narodowej, na którym zaapelują o unieważnienie tego przetargu.

Czy to początek końca?
Kokoszka wspomina też, że do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez MON. We wniosku czytamy m.in. o szkodliwym działaniu na rzecz interesu publicznego. Posłowie przekonują, że mogło dojść do szeregu działań mających na celu ustawienie przetargu ze szkodą dla bezpieczeństwa kraju, polskich żołnierzy i obywateli, a także rodzimego potencjału obronnego. Zdaniem posłów PiS, działania resortu mogły uderzyć w podstawowe interesów ekonomicznych Polski.

PZL Mielec zrezygnował również ze sponsorowania klubów piłki nożnej i ręcznej oraz działań o charakterze kulturalnym. Czy to początek wycofywania się firmy Sikorsky z Mielca (mówi się, że chce przenieść produkcję do Turcji)? – Nie sądzę – twierdzi Kokoszka. – Nie po to zainwestowali tu blisko 200 mln dolarów, żeby teraz się stąd wycofywać. Ja w to nie wierzę. I taką deklarację usłyszałem też od samych przedstawicieli firmy Sikorsky.

Paweł Galek

12 Responses to "Pół tysiąca pracowników PZL Mielec trafi na bruk!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.