
ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE. W sprawie Artura Ligęski interweniowały m.in Ministerstwo Sprawiedliwości i Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Kilka miesięcy temu media obiegło nagranie pochodzącego z Podkarpacia Artura Ligęski. Mężczyzna został niesłusznie posądzony o posiadanie i zażywanie narkotyków, za co w maju 2018 r. trafił do więzienia w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. 28 stycznia tego roku – mimo braku dowodów oraz świadków – usłyszał wyrok dożywocia. Jego bliscy uruchomili zbiórkę na opłacenie adwokata dla Artura, jednocześnie prosili o wstawiennictwo ważnych polityków. To przyniosło efekt. W maju odbędzie się rozprawa apelacyjna skazanego Polaka.
W sieci pojawiła się kolejna wiadomość od Artura nagrana podczas rozmowy telefonicznej.
„Po pierwsze bardzo dziękuję za pomoc, którą okazaliście mi i mojej rodzinie w zbiórce tej niebotycznej sumy pieniędzy, która była nam potrzebna, żeby w ogóle proces apelacji uruchomić. Wiem że były was setki i każdej z tych osób pragnę podziękować. Wierzę, że będę mógł się odwdzięczyć” – zaznacza Artur.
Jak mówi, ma ogromne szczęście, że rozprawa odbędzie się już niebawem. „W przypadku tak trudnych wyroków jak mój bardzo często na apelację czeka się nawet 5 lat. Ja mam to szczęście, że stanę przed sądem apelacyjnym już w maju i uważam, że jest to wynik bardzo ciężkiej pracy zarówno prawnika, ale też polskich instytucji i organów państwowych. Wiem o zaangażowaniu Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Rzecznika Praw Obywatelskich, oczywiście polskiej ambasady w Abu Zabi, polskich mediów, które nagłośniły ten temat. Bardzo dziękuję też Prezesowi Rady Ministrów” – wylicza. „Mój temat dotarł też do Watykanu. Wielkie Bóg zapłać papieżowi Franciszkowi i duchownym, którzy tam pracują” – zaznacza.
Mężczyzna nie jest w stanie przewidzieć, co może się wydarzyć na rozprawie apelacyjnej, ale wierzy, że już niedługo znów będzie wolnym człowiekiem. Ostatni rok był dla Artura koszmarem. „Doświadczyłem wielu sytuacji, które się pewnie nie śniły filozofom, ale co nie zabije to wzmocni i tą dewizą się kieruję na co dzień. Z tym moim dożywociem radzę sobie dzielnie. Mam głowę pełną marzeń. Mam dla kogo żyć i dzięki temu mam siłę, by codziennie rano wstać i na tych 4 metrach kwadratowych izolatki starać się żyć najnormalniej jak to tylko możliwe” – podkreśla. I dodaje zagadkowo: „Wybaczyłem tej osobie, która zgotowała mi piekło więzienie. Wierzę głęboko, że ta ofiara, którą złożyłem ze swojej wolności wystarczy, by ten ktoś nie ranił nikogo więcej”.
Wioletta Kruk


