Polaków stać na remis. A może nawet na coś więcej!

Paweł Załoga, Tomasz Wietecha i Mirosław Kalita. Fot. Archiwum
Paweł Załoga, Tomasz Wietecha i Mirosław Kalita. Fot. Archiwum

„Super Nowości” spytały podkarpackich trenerów i piłkarzy o mecz z Niemcami. Usłyszeliśmy, że…

– Niemcy to mistrzowie świata, drużyna rozkręcająca się z każdym kolejnym meczem turnieju. Ale i oni mają słabe punkty – podkreślają trenerzy i piłkarze z Podkarpacia, których spytaliśmy o czwartkowy hit w Paryżu.

13 zwycięstw Niemiec, 6 remisów i zaledwie jeden triumf Polaków – bilans spotkań z zachodnimi sąsiadami nie jest korzystny. Jednak co stoi na przeszkodzie, by w Saint-Denis powtórzyła się historia z października 2015 roku, gdy wygraliśmy 2-0 w eliminacjach ME?

„Fabian” skurczybyk
O czwartkowy pojedynek spytaliśmy Pawła Załogę, trenera III-ligowej Polonii Przemyśl, Mirosława Kalitę, szkoleniowca IV-ligowej Watry Białka Tatrzańska oraz Tomasza Wietechę, bramkarza II-ligowej Stali Stalowa Wola. Żaden z nich nie skazuje biało-czerwonych na pożarcie. Wręcz przeciwnie. – U bukmachera zwycięstwo Polaków podparłbym remisem – uśmiecha się „Balon”. – Wierzę, iż naszych nakręci wygrana nad Irlandczykami. Oczywiście Niemcy to inny kaliber, lecz absolutnie nie musimy tego meczu przegrać.

Kto powinien stanąć między słupkami, jeśli uraz Wojciecha Szczęsnego okaże się poważniejszy niż przypuszczano? Bramkarz „Stalówki” od dawna jest fanem talentu Artura Boruca, ale teraz postawiłby na Łukasza Fabiańskiego. – Śledzę ligę angielską i jestem pod wrażeniem postępów, jakie poczynił ten zawodnik. „Fabian” zawsze miał wielkie umiejętności, jednak był za grzeczny. Na szczęście w ostatnim czasie stał się – hmm, jak to powiedzieć, żeby mogło pójść w gazecie? – niezłym skurczybykiem! – Wietecha wreszcie znalazł odpowiednie słowo. – Powiedzmy sobie jednak szczerze: obsada bramki to nie jest problem. Klasowych piłkarzy na tej pozycji mamy pod dostatkiem – kończy.

Już nie człapią
Paweł Załoga podkreśla, że wiktoria nad Irlandią Północną miała ogromne znaczenie psychologiczne. – Długo czekaliśmy na zwycięstwo w mistrzostwach Europy, a teraz ciśnienie zeszło. Stać nas na remis w starciu z Niemcami, którzy w meczu z Ukrainą nie zachwycili. Pamiętajmy jednak, że nie pokazali pełni swoich możliwości – ostrzega.

Trener Polonii zastanawia się, jaką taktykę obierze sztab reprezentacji. – Może zagramy odważnie, mocnym pressingiem tak jak w ostatnim meczu we Frankfurcie? O stronę fizyczną jestem spokojny. W niedzielę zobaczyłem zespół, któremu „pary” nie brakowało. To nowość, bo pewnie wszyscy pamiętamy Polaków człapiących po boiskach w poprzednich dwóch mistrzostwach Europy.

Załoga grał kiedyś w kadrze województwa z Bogdanem Zającem, asystentem Adama Nawałki. – Mamy kontakt. Pogadamy przez telefon, ostatnio raczej esemesujemy. Jestem zbudowany optymizmem, jaki bije od Bogdana i każdego członka sztabu szkoleniowego polskiej reprezentacji. Ta pewność siebie przekłada się potem na dobre wyniki – podkreśla.

„Jędza” za „Piranię”
Mirosław Kalita był rozgrywającym i bardzo ceni niemiecką linię pomocy. – To ich najgroźniejsza broń. Każdy trener chciałby mieć u siebie tak klasowych zawodników jak Mesut Oezil czy Toni Kroos. My mamy natomiast lepszych napastników i bardziej doświadczoną drużynę. Pachnie mi remisem po ciekawym spotkaniu, choć po meczu ze słabiutką Irlandią Północną nie do końca orientujemy się w potencjale Polaków. Niemcy nie zaparkują autobusu na swojej połowie i już choćby z tego powodu będzie to zupełnie inny mecz – zwraca uwagę dębiczanin, wysoko oceniający swojego ziomka Artura Jędrzejczyka. – Bardzo solidny w destrukcji, mimo że raz się zdrzemnął. W ofensywie zrobiłby więcej, ale niestety słabsza lewa noga nie pozwala na dokładniejsze dośrodkowania. „Jędza” to jednak szalenie wartościowy piłkarz. Postawiłbym go na środku obrony obok Kamila Glika, na pewno dawałby większy spokój niż Michał Pazdan. Tego ostatniego darzę wielką sympatią, lecz nie jestem przekonany, czy poradzi sobie w starciu z zawodnikami pokroju Mario Goetzego i Thomasa Muellera.

Kalita pamięta „Piranię” wchodzącego do drużyny Hutnika Kraków. – Biegał za mną przez cały mecz, kopał po kostkach, przeszkadzał. Gdy mu powiedziałem: synku, zacznij może grać w piłkę, wzruszył ramionami i odparł, że trener kazał mu nie odstępować mnie na krok. Zadanie spełnił, Hutnik wygrał 1-0 – śmieje się były pomocnik Wisłoki Dębica. – Bartek Kapustka? Dałbym mu szansę od początku! To żadne ryzyko ze strony Nawałki. Przecież pomocnik Cracovii zagrał już kilka dobrych meczów w reprezentacji. Poza tym, zwycięskiego składu się nie zmienia…

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.