
SUPERWYWIAD z nadinsp. Henrykiem Moskwą, Komendantem Wojewódzkim Policji w Rzeszowie.
Podkarpaccy mundurowi mają szczególne powody do świętowania. Niedawno minęła 100. rocznica powstania Policji. Podczas uroczystości jubileuszowych w stolicy komendant KWP w Rzeszowie, Henryk Moskwa został mianowany generałem! W rozmowie z nami opowiada o początkach swojej kariery, mówi o sukcesach i potknięciach podwładnych oraz zdradza czy kiedykolwiek myślał o odejściu ze służby.
– Jak Pan uczcił awans?
– Szczerze mówiąc, nie było czasu na świętowanie. Ogromną radością jest dla mnie to, że w tym roku, kiedy obchodzimy 100-lecie Policji, mogę być tu i teraz ze swoimi podwładnymi. Wiele osób otrzymało awanse i wyróżnienia. To dla nich ważna chwila, a dla mnie powód do dumy.
– Stopień generalski dla komendanta to święto całej jednostki?
– Tak. Mój awans jest zasługą tych, którzy ze mną pracują. Chciałbym skierować szczególne słowa podziękowania dla moich ludzi. To dzięki codziennej, wytężonej służbie – i pracowników cywilnych i policjantów – na Podkarpaciu jest bezpiecznie. To zostało docenione właśnie poprzez moją nominację.
– Gdyby 20 lat temu powiedziano, że zostanie Pan generałem, jak by Pan zareagował?
– Wydaje mi się, że tylko człowiek niepoważny, na początku swojej kariery, może zakładać, że będzie generałem. Kiedy zaczynałem służbę, cieszyłem się, że jestem policjantem i mogę pomagać ludziom. Nigdy nie myślałem o jakichkolwiek awansach. Z czasem przełożeni zaczęli mnie doceniać, a to dawało nadzieję na dalszy rozwój.
– Pruchnik może być dumny, bo jest Pan drugim po Marku Papale generałem, który stamtąd pochodzi.
– Pruchniczanie na pewno mają się z czego cieszyć, bo szczególnie awans generała Marka Papały udowodnił, że pochodząc z małej miejscowości, mając marzenia i pełniąc rzetelnie służbę, można zostać nawet komendantem głównym. W chwili jego pogrzebu miałem za sobą raptem 6 lat służby. Dla takiego policjanta możliwość zobaczenia szefa policji, generała – nawet pochodzącego z tej samej miejscowości – było czymś niewyobrażalnym. Widziałem go w telewizji, byłem dumny z tego, jak się prezentuje. Poza tym trzeba pamiętać, że został komendantem głównym w dosyć młodym wieku, wcześniej uzyskał tytuł doktora. Był niezwykle pracowitym człowiekiem. Do dziś pamiętam słowa Wacława Szkoły, ówczesnego wójta, a obecnie burmistrza Pruchnika. Generał Papała zwierzał się przyjacielowi w luźnych rozmowach, że jedyne, o czym marzy, to, żeby się wyspać. Tak wygląda oddanie służbie. W pełni go rozumiem.
– Dlaczego zdecydował się Pan założyć mundur?
– Nie miałem w rodzinie żadnego mundurowego, ale zawsze moim marzeniem była służba w policji. Żeby było śmieszniej, najbardziej podobała mi się praca w ruchu drogowym. Może dlatego, że wtedy nie było takich seriali jak „W11”, gdzie detektywi w jeden dzień, albo nawet będąc jeszcze na miejscu zdarzenia rozwiązują najtrudniejsze zagadki. Wtedy postrzegałem policję przez pryzmat ruchu drogowego. Moje życie potoczyło się jednak tak, że po ukończeniu Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie trafiłem do jednostki w Jarosławiu, gdzie nie było wolnego etatu w wydziale ruchu drogowego, więc wylądowałem w kryminalnym. Całe życie jestem z nim związany i bardzo się cieszę, bo ta służba dała mi wiele satysfakcji.
– Czy kierowanie – wydawałoby się małą – jednostką w Jarosławiu było trudne?
– Każda komenda niezależnie od tego, czy etatowo jest mała czy duża, ma swoją specyfikę. Nawet na terenie naszego województwa są mniejsze komendy, które powinny być łatwiejsze w zarządzaniu, a jednak odnotowuje się tam dużo zdarzeń. Myślę, że Jarosław jest specyficzną jednostką. W bliskiej odległości jest duże przejście graniczne, przebiega tam droga krajowa, więc na brak pracy nie można narzekać.
– Jakie sprawy najbardziej zapadły Panu w pamięć?
– Zabójstwa. W jednym roku mieliśmy kilka. Nie jestem w stanie ich zapomnieć. Myślę, że każdy policjant, który wykonuje czynności na miejscu takich zdarzeń, pamięta wszystko ze szczegółami. Jednym z trudniejszych momentów było też samobójstwo 12-latka. Człowiek musi wykonać określone czynności, a w głowie cały czas zadaje sobie pytanie: „Co kierowało tym chłopakiem, dlaczego targnął się na własne życie?”. To trudne sytuacje, z którymi policjanci mimo wszystko, muszą sobie radzić. Na szczęście, więcej jest momentów pozytywnych.
– Na przykład…
– Sprawy, w których udało się wykryć sprawców i pociągnąć ich do odpowiedzialności, to nasze sukcesy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że każda niewyjaśniona sprawa jest porażką. Staramy się robić wszystko, żeby pomóc ludziom, ale nie mamy kryształowej kuli i nie jesteśmy w stanie znaleźć każdego sprawcy. Trzeba jednak zaznaczyć, że na Podkarpaciu wykrywalność jest bardzo wysoka, co nas cieszy.
– Co Pan czuł, kiedy mianowano Pana Komendantem Wojewódzkim?
– Miałem obawy, bo cały garnizon liczy ponad 4500 policjantów. Najtrudniejsze były pierwsze tygodnie. Trzeba było się przyzwyczaić do nowej funkcji i nauczyć radzić z ograniczonym czasem. Niestety doba ma tylko 24 godziny, a obowiązków jest wiele. Któregoś dnia usiadłem w gabinecie i pomyślałem: „Skoro moi poprzednicy dawali radę, to ja też muszę”. Teraz, gdy poznałem ludzi i wydziały, zarządza mi się o wiele łatwiej.
– Jak to jest być szefem osób, którzy do tej pory byli kolegami?
– Czasami trudno (śmiech). Generalnie w służbach mundurowych często się zdarza, że kolega awansuje i zostaje przełożonym. Myślę, że potrafimy rozgraniczyć sferę prywatną od służbowej. Sam zostałem ciepło przyjęty, ale to też specyfika naszego garnizonu. Dobrze się tu pracuje i sądzę, że również dzięki temu mamy efekty.
– A co Pan myśli o nowo przyjętych policjantach? Mówi się, że dzisiejsza młodzież nie jest przygotowana do służby. Słusznie?
– Służę prawie 27 lat, więc pokolenie nowych policjantów jest na pewno inne niż wtedy, gdy zaczynałem. Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Rzeszowie, pan Adam Panek, powiedział niedawno, że kiedyś to człowiek szukał pracy, a teraz to praca szuka pracownika. Coś w tym jest. Młodzi mają zupełnie inne priorytety, oczekiwania. Już wkrótce może dochodzić do takich sytuacji, że nawet jeśli trafią do Policji i posłużą kilka lat, okaże się, że to nie jest spełnienie ich marzeń, więc gdy dostaną ciekawszą pracę, odejdą. Myślę, że tego nie unikniemy. Całe szczęście na Podkarpaciu jest naprawdę dużo chętnych do Policji. Nie mamy problemów z naborem. Wakaty praktycznie nas nie dotyczą. A wśród kandydatów są osoby, które chcą służyć i nie patrzą na to, że gdzieś indziej mogliby zarabiać więcej. Liczą się z wyrzeczeniami, bo służba to nie praca urzędnicza. Czy są gorsi? Nie. Myślę, że czasy po prostu się zmieniły. Kiedy my przyjmowaliśmy się, pewnie nasi przełożeni też patrzyli na nas, myśląc: „Co będzie, kiedy my pójdziemy na emeryturę? Czy oni sobie dadzą radę?” To chyba normalne. Poza tym nie możemy narzekać, bo pokolenie, które teraz przyjmuje się do służby, to nasze dzieci. Jak sobie je wychowaliśmy, takie są! (śmiech)
– Panie Komendancie, jaki wpływ na Policję miał protest mundurowych?
– Dopóki to się nie wydarzyło, nigdy nie sądziłem, że może do tego dojść. Godzimy się służyć, niezależnie od tego, jakie mamy warunki pracy. Obawiałem się najgorszego, że stracimy szacunek społeczeństwa, na który pracowaliśmy przez blisko ćwierć wieku. Okazało się, że zaufanie do nas nie zmalało, a co więcej jest na rekordowo wysokim poziomie. To ważne.
– Jak udało się zapewnić bezpieczeństwo w województwie przy tak dużych brakach?
– Dało się zauważyć dużą solidarność wśród tych, którzy nie przebywali na zwolnieniach lekarskich. Przesuwaliśmy policjantów nawet z komendy wojewódzkiej do jednostek, gdzie były największe braki. Służbę pełnili również przełożeni wszystkich szczebli, łącznie z komendantami. Nie mogliśmy dopuścić do sytuacji, w której bezpieczeństwo ludzi byłoby zagrożone. Mimo słuszności protestu, naszym zadaniem jest dbanie o mieszkańców.
– Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nasze województwo to raczej spokojny region. W jakim obszarze jest najwięcej naruszeń prawa?
– Przekraczania prędkości, niewłaściwego parkowania czy spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Ubolewamy, że mimo ogromnej liczby prowadzonych przez nas działań profilaktycznych przeciwko kierowaniu w stanie nietrzeźwości, mimo zagrożenia karą, nadal wiele osób siada za kierownicę pod wpływem alkoholu. Ponad 10 proc. wszystkich przestępstw stwierdzonych w pierwszym półroczu to właśnie kierowanie w stanie nietrzeźwości. Na kolejnych miejscach są kradzieże, włamania, uszkodzenia mienia. Te pospolite przestępstwa najbardziej dokuczają mieszkańcom.
– Które ze zdarzeń są największym wyzwaniem?
– Przestępczość w Internecie. Wiele przestępstw, do tej pory pospolitych, przenosi się do sieci. Zmieniła się struktura przestępczości. Kiedy zaczynałem służbę, siłą rzeczy więcej było włamań, kradzieży. Na porządku dziennym były włamania do kiosków czy samochodów i kradzież radioodtwarzaczy. Dziś przestępcom wydaje się, że w Internecie są bezpieczni, ale w każdej komendzie wojewódzkiej działają wydziały do walki z cyberprzestępczością. U nas też taki jest. Policjanci są bardzo zaangażowani, a ich działania nie ograniczają się tylko do terenu naszego województwa.
– Co uważa Pan za największe osiągnięcie?
– Dla mnie największym sukcesem jest dobrze pełniona służby przez policjantów. Poczucie bezpieczeństwa mieszkańców i wykrywalność są na wysokim poziomie. Sukcesem jest też to, że nie ma zbyt wielu odejść na emeryturę. To świadczy o tym, że jednostka jest świetna, a ludzie wspaniali!
– Jak stworzyć taką atmosferę, żeby ludzie nie chcieli odchodzić?
– Na to pracują wszyscy. Jeżeli jest dobra atmosfera, można zrobić wspólnie wiele dobrego.
– Żeby nie było tak idealnie, bywają wpadki?
– Zdarzają się, jak wszędzie, ale sądzę, że tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Czasem trafiają się skargi na policjantów czy sposób prowadzenia czynności. Na szczęście większość z nich nie potwierdza się. Najważniejsze, że nie dochodzi do sytuacji, w której policjant świadomie popełnia błąd, bo to rzutuje na całą formację, nieważne czy jest z województwa podkarpackiego czy z innej części kraju.
– Czy kiedykolwiek przeszło Panu przez myśl, żeby odejść z policji?
– Czasami bywało trudno. Człowiek ma rodzinę, dorastające dziecko i jest gościem w domu. To trudne, kiedy kolejny raz muszę powiedzieć: „Przepraszam, mieliśmy umówione wyjście do kina, ale nic z tego nie wyjdzie, bo muszę zostać”. Każdy policjant ma jednak świadomość, z czym wiąże się jego służba. Kiedy przyjmowałem się do policji, po 15 latach można było odejść na emeryturę. Ja, wtedy młody człowiek, który nie znał realiów, myślałem: „15 lat to za mało! Popracuję 20, pójdę na emeryturę. Będę jeszcze młody!” 1 września, jeśli przełożeni pozwolą, minie już 27 lat i nie planuję czegokolwiek zmieniać w życiu, bo służba nadal daje mi ogromną satysfakcję.
– Czego życzą sobie policjanci z okazji swojego święta?
– Przytoczę słowa Komendanta Głównego Policji: „Żebyście bezpiecznie wracali do domu po każdej służbie i żeby w tym domu był ktoś, kto będzie się cieszył z waszego powrotu”. Tego życzę naszym policjantom! A ponadto szczęścia w służbie, bo bez szczęścia nawet najlepszy fachowiec nie wszystko jest w stanie zrobić.
Rozmawiała Wioletta Kruk
***
Nadinspektor Henryk Moskwa urodził się w 1973 roku w Pruchniku. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Wyższej Szkoły Prawa i Administracji. We wrześniu 1992 r. rozpoczął służbę w Policji i naukę w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Po jej ukończeniu w 1996 r. trafił do pionu kryminalnego jarosławskiej komendy. Najpierw pracował jako asystent i specjalista, potem zajmował stanowiska kierownicze. W latach 2007-2015 był naczelnikiem wydziału kryminalnego, od 2015 r. zastępcą komendanta powiatowego w Jarosławiu, a od stycznia 2016 r. Komendantem Powiatowym Policji w Jarosławiu. W grudniu 2017 r. objął stanowisko Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie. 24 lipca, w 100. rocznicę powstania Policji Państwowej, prezydent Andrzej Duda mianował go generałem.



2 Responses to "Policja nie korzysta z kryształowej kuli"