
PODKARPACIE. Biegły sądowy odległość na drodze mierzył… krokami.
Czy policjanci z drogówki mogą na drodze robić wszystko, co im się podoba? Czy – żeby wlepić mandat – mogą igrać z życiem kierowcy i innych uczestników ruchu? Wydawałoby się, że nie, ale to, co wydarzyło się nie tak dawno temu na drodze krajowej Lesko – Zagórz pokazuje, że w praktyce tak właśnie jest, a policjanci z drogówki, by wlepić kierowcy mandat, gotowi są nawet ryzykować jego życiem! I nic im za to, mimo twardych dowodów, nie grozi!
Sytuacja, z której można wyciągnąć takie wnioski, miała miejsce wieczorem 22 października 2011 roku w Zagórzu (pow. sanocki). Tam właśnie pan Robert (imię zmienione) – przedsiębiorca z Podkarpacia – zdecydował się wyprzedzić dwa samochody: Volvo XC-60 oraz, jak się okazało, nieoznakowany radiowóz policyjny, który w terenie niezabudowanym jechał na czele kolumny kilku samochodów z prędkością około 60 km/h. W trakcie manewru policjanci sanockiej drogówki – Jakub Pihut i Bogdan Walus – zaczęli jednak przyspieszać, utrudniając panu Robertowi jego zakończenie. „Super Nowości” dotarły do nagrania z kamery wozu policyjnego, na którym wyraźnie widać, że podczas manewru radiowóz policyjny przyspieszył do prędkości 85 km/h. Zaskoczony takim zachowaniem kierowca pojazdu wyprzedzającego zakończył manewr już na linii podwójnej ciągłej w obszarze zabudowanym, po czym usłyszał za sobą policyjne „koguty” i zatrzymał się.
Straszenie TVN-em
Rozmowa przy zatrzymaniu musiała wyglądać ciekawie. – Policjanci stwierdzili, że na tej linii przerywanej, gdzie zacząłem manewr wyprzedzania samochodu Volvo, już wtedy popełniłem wykroczenie, bo (według policjantów – red.) ta linia przerywana, to nie jest taka typowa linia przerywana, uprawniająca do wyprzedzania – mówi Pan Robert, co ma odzwierciedlenie również w aktach sprawy, która trafiła do Sądu Rejonowego w Sanoku.
Twierdzi też, że policjanci straszyli go, że nagranie z wideorejestratora nadaje się do znanego programu TVN Turbo. – Owszem, użyłem takiego stwierdzenia, ale nie dla zastraszania – zeznawał Bogdan Walus. Drugi z policjantów TVN-owskiego wątku nie pamiętał, ale przyznał, że „nieraz zdarza się, że w stosunku co do niektórych zachowań kierowców, którzy stwarzają niebezpieczeństwo w ruchu drogowym, pytamy, czy oglądają taki program TVN Turbo, bo mogłoby to być nauką dla innych kierujących”.
Pan Robert mandatu w wysokości 200 zł i 5 punktów karnych nie przyjął…
Wyprzedzanie na wokandzie
Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Sanoku i to tu rozpoczęła się prawdziwa „jazda”. Kolejni biegli przekonywali sędzię Aldonę Helińską, że pan Robert nie mógł zgodnie z warunkami i wymogami prawa ruchu drogowego zrealizować manewru wyprzedzania dwóch jadących przed nim pojazdów, bo odcinek drogi, na którym można wyprzedzać, był na to za krótki. Z kolei linia obrony obwinionego była następująca: manewr wyprzedzania zakończyłby się przepisowo, gdyby radiowóz policyjny nie przyspieszył, a przerwanie manewru, czyli zjechanie na lewy pas, uniemożliwił samochód Volvo XC-60, który szybko zajął miejsce za nieoznakowanym samochodem policyjnym, co zmusiło obwinionego do kontynuowania i zakończenia manewru wyprzedzania.
Doświadczony krok biegłego
Pierwszy biegły – dr inż. Adam Owiński, biegły Sądu Okręgowego w Krośnie ds. Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego – przygotował opracowanie graficzne manewru wyprzedzania, w którym odcinek, na którym można było wyprzedzać (linia jednostronnie przekraczalna), obliczył na około 110 metrów. Ciekawa jest metodologia, jaką zastosował przy jego mierzeniu. Otóż odcinek ten biegły Owiński mierzył… krokami.
Oto jak tłumaczył ten fakt przed sądem: „Za pomocą przymiaru metrowego dokonywałem pomiarów krótkich odcinków, natomiast dłuższe krokami. Krok mój w oparciu o kilkudziesięcioletnie doświadczenie ma około 1 metr długości, oczywiście krok pomiarowy, a nie krok normalnego pieszego. Na 100 metrów różnica może wystąpić błędu jakieś 2 metry, tj. około 2 proc.”
„Super Nowości” zapytały ekspertów, co sądzą o takim pomiarze? – Mierzenie krokami to abstrakcja – odpowiada Dariusz Ryl, dyrektor Instytutu Techniki Motoryzacyjnej w Wałbrzychu, biegły sądowy z zakresu ruchu drogowego. – W układzie SI nie ma takiej jednostki jak krok, łokieć czy stopa, dlatego nie można uznać opinii wydanej na podstawie takiego pomiaru za wiarygodną – tłumaczy.
Podobnie odpowiada Adam Reza, prezes Polskiego Stowarzyszenia Biegłych Sądowych Do Spraw Wypadków Drogowych: – To metoda niedokładna i taki pomiar nie powinien być brany pod uwagę w żadnym postępowaniu – tłumaczy. Jakimi narzędziami biegli powinni zatem mierzyć odległości? – Najbardziej rozpowszechnione są wózki pomiarowe, nazywane też kółkami pomiarowymi – mówi Adam Reza.
Trudne pytanie
Co ciekawe, biegły Owiński przy obliczaniu długości drogi potrzebnej do „poprawnej-bezpiecznej realizacji manewru wyprzedzania”, nie uwzględnił faktu, iż radiowóz policyjny przyspieszył w jego trakcie w zaledwie kilka sekund do 85,7 km/h, a więc o ponad 20 km/h! – Te wartości przyspieszeń nie są znaczące – stwierdził w swojej opinii, a do swych obliczeń przyjął stałą prędkość radiowozu 60km/h, więc „niezbędny odcinek drogi” do jego wyprzedzenia obliczył na „około 300 m.”
Na tej samej rozprawie obwiniony zadał biegłemu pytanie: „jaki przepis został złamany przez kierowcę nieoznakowanego pojazdu policyjnego, gdy w trakcie wyprzedzania tego pojazdu przez innego kierowcę, kierowca auta policyjnego przyśpieszał?” Odpowiedź na to pytanie wydawałaby się arcyważna dla całej sprawy, tymczasem sędzia, na wniosek oskarżyciela publicznego, czyli policji, uchyliła pytanie „jako niemające związku ze sprawą”(!). Parę sekund później biegły Owiński przyznał jednak, że „przyspieszanie pojazdu wyprzedzanego zawsze wydłuża długość drogi wyprzedzania”.
Pan Robert i jego obrońca zawnioskowali o zmianę biegłego. – Zastanawialiśmy się nawet nad złożeniem wniosku o skreślenie go z listy biegłych sądowych – przyznają.
Sąd przychylił się do ich propozycji i powołał drugiego biegłego…



16 Responses to "Policja złamała przepisy, a przed sądem stanął niewinny kierowca! cz.1"