
Policjanci sanockiej drogówki – Jakub Pihut i Bogdan Walus – pozostają bezkarni za swoje skandaliczne zachowanie na drodze.
Czy policjanci drogówki mogą na drodze wszystko? Czy żeby wlepić mandat, mogą igrać z życiem kierowcy i innych uczestników ruchu? Teoretycznie nie, ale to, co wydarzyło się nie tak dawno temu na drodze krajowej Lesko-Zagórz pokazuje, że w praktyce tak właśnie jest, że policjanci z sanockiej drogówki, by wlepić kierowcy mandat, gotowi są nawet ryzykować jego życiem! I nic im za to, mimo twardych dowodów, nie grozi!
Biegły wszechwidzący
Drugim biegłym powołanym przez sanocki sąd został mgr inż. Andrzej Próchnicki – biegły Sądu Okręgowego w Przemyślu do spraw ruchu drogowego, transportu i pojazdów samochodowych. Dla niego również zachowanie policjantów przy wyprzedzaniu nie stanowiło większego problemu. W swojej opinii przyznał co prawda, że „zwiększenie prędkości przez samochód wyprzedzany jest niedozwolona”, ale odpowiedzialnością za niebezpieczną sytuację na drodze obarczył głównie wyprzedzającego, czyli pana Roberta.
– W takiej sytuacji obwiniony, stosując się do zasady ograniczonego zaufania, obowiązany był podjąć działania mające na celu uniknięcie zagrożenia bezpieczeństwa ruchu – napisał biegły. O jego nastawieniu do obwinionego najlepiej świadczą chyba następujące słowa z opinii: „W czasie wyprzedzania policjanci obserwowali jego zachowanie na dłuższym odcinku drogi. Widzieli, jak wyprzedzał inne pojazdy jadące w kolumnie, to znaczy, że wcześniej obwiniony zachowywał się niezgodnie z przepisami”. Wynika z nich, że wyprzedzać na drodze w ogóle nie wolno!
Biegły Próchnicki, podobnie jak jego poprzednik, próbował udowodnić przed sądem, że pan Robert nie mógł zakończyć manewru wyprzedzania zgodnie z przepisami. Obliczył, że manewr wyprzedzania trwał 12 sekund, a jego łączna droga wynosiła dokładnie 300 metrów.
W swoich obliczeniach przyjął, że rozpoczął się on na początku linii przerywanej i o dokładnym co do sekundy czasie (20:15’00), ale nie potrafił udowodnić, że tak właśnie było (wideorejestrator nie rejestrował obrazu za samochodem policyjnym). Na jednej z rozpraw, w trakcie zaledwie kilkudziesięciu minut, biegły, odpowiadając na szczegółowe pytania obrońcy pana Roberta, stopniowo wycofywał się z tego stwierdzenia, by przyznać w końcu, że nie wie, kiedy i w którym miejscu dokładnie obwiniony rozpoczął manewr wyprzedzania. A co za tym idzie, nie wie też, ile wynosi długość drogi wyprzedzania, jaką faktycznie przebył. Tym samym jego opinia została mocno podważona. Jak wyliczył na podstawie nagrań obrońca pana Roberta, biegły Próchnicki tylko na dwóch rozprawach usłyszał 172 pytania, a nieprecyzyjnie lub wymijająco odpowiedział na 90 z nich, czyli ponad połowę.
Bezkarni stróże prawa
Całe postępowanie przed sądem trwało bardzo długo, bo prawie 2 lata. Ostatecznie, mimo iż sędzia Aldona Helińska miała dostateczny czas na wydanie wyroku, sprawa się przedawniła. Najwyraźniej zdawała sobie sprawę ze słabej jakości pracy powołanych biegłych.
“Super Nowości” chciały zapytać tych dwóch policjantów, dlaczego się tak zachowali niebezpiecznie na drodze. Niestety, mimo osobistej wizyty naszej dziennikarki w Komendzie Powiatowej Policji w Sanoku, nie umożliwiono nam tego. Oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Sanoku, asp. Anna Oleniacz, poprosiła o przesłanie pytań mailowo, obiecując też, że zapyta wspomnianych policjantów, czy zechcą z nami porozmawiać. Pytania przesłaliśmy więc przez Internet, ale w odpowiedzi przeczytaliśmy: “Wszelkie pytania w tej sprawie proszę kierować do sądu. Jeśli chodzi o pytania dotyczące zasad i przepisów ruchu drogowego, to odpowiedzi na nie znajdzie Pan w Ustawie Prawo o ruchu drogowym i przepisach odnoszących się do wymienionej ustawy”.
Najważniejsze w całej opisanej przez nas sprawie jest to, że za swoje skandaliczne zachowanie na drodze policjanci sanockiej drogówki: Jakub Pihut i Bogdan Walus pozostają bezkarni. Trudno zrozumieć, dlaczego niezaprzeczalny fakt przyspieszania kierowanego przez nich policyjnego radiowozu podczas wyprzedzania go przez samochód pana Roberta, został tak naprawdę przez sąd pominięty i uznany przez biegłych za mało istotny dla sprawy? Oznacza to de facto, że policjanci mogą na drodze robić wszystko, żeby wlepić mandat, w tym powodować bardzo niebezpieczne sytuacje z narażaniem życia innych uczestników ruchu! Biegli natomiast, niezależnie od jakości wykonanej dla sądu opinii, zawsze otrzymają niezłe wynagrodzenie. Oczywiście z pieniędzy podatników…
Według ogłoszonego kilka tygodni temu raportu Najwyższej Izby Kontroli o bezpieczeństwie na polskich drogach, prawie 40 proc. policjantów w służbie drogowej nie miało specjalistycznego przeszkolenia adresowanego dla funkcjonariuszy tej służby. Te wnioski są zatrważające, ale opisane przez nas zachowanie funkcjonariuszy sanockiej drogówki, Bogdana Walusa i Jakuba Pihuta, udowadnia, że są niestety również prawdziwe.
KOMENTARZ:
Obrońca, radca prawny Dariusz Kazimierczak z Kancelarii Prawnej Kpdk w Rzeszowie:
– W kontekście powyższej sprawy warto zwrócić szczególną uwagę na okoliczność związaną z kwestią przedawnienia. Pamiętać trzeba, że mandat, którego przyjęcia odmówił pan Robert, opiewał na kwotę 200 zł. Będąc przekonanym o swojej niewinności, poświęcił czas i niewspółmiernie wyższe niż sam mandat środki, na trwające blisko dwa lata postępowanie przed sądem. Przez ten okres wielokrotnie dojeżdżał z Rzeszowa do Sanoka na każdą wyznaczoną przez Sąd rozprawę, tracąc często niemal cały dzień. Pomimo tego, po dwóch latach, wobec przedawnienia, całe postępowanie przeciwko Panu Robertowi zostało umorzone. Tym samym nie doczekał się chociażby satysfakcji w postaci merytorycznego rozstrzygnięcia swojej sprawy, nawet w pierwszej instancji. Powyższe prowadzi do raczej przykrej konkluzji w aspekcie oceny sprawności i wydajności funkcjonującego systemu.
ZOBACZ: „Policja złamała przepisy, a przed sądem stanął niewinny kierowca! cz.1”


