Policjant bez munduru

Halina K. jest właścicielką niewielkiego, ale dobrze prosperującego sklepu. Od kilku lat jako wdowa mieszka samotnie we własnym domu.
Któregoś wieczoru wracała z pracy pieszo, gdyż auto zostawiła w garażu. Na dodatek musiała przenieść do mieszkania część towaru, który spakowała do walizy i szła, uginając się pod ciężarem sporego bagażu. Właśnie wtedy pojawił się Roman Z., którego nigdy wcześniej nie widziała, i zaproponował, że pomoże zanieść jej tę walizkę, bo nie może patrzeć, jak piękna i elegancka kobieta dźwiga taki wielki tobół.
– Proszę się nie obawiać jakiegoś podstępu – rzekł ten dżentelmen i przedstawił się, dodając, że jest policjantem, który wraca ze służby. Na dowód okazał jej policyjną „blachę”, więc zmęczona Halina bez obawy skorzystała z nieoczekiwanej pomocy.
Kiedy doszli przed jej dom, Roman Z. wyraził gotowość odniesienia walizy do samego mieszkania, żartując, że liczy na rewanż w postaci kawy. Halina zaprosiła go i ugościła kolacją z winem, gdyż policjant, też ponoć wdowiec, wyraźnie przypadł do gustu samotnej kobiecie, która doszła do wniosku, że los zsyła jej nie tylko miłego faceta, ale także świetną ochronę. W rezultacie zrobiło się tak nastrojowo, że Roman został u niej na noc, a po kilku dniach sprowadził się na stałe. Kobieta dziwiła się tylko, że policjant nie nosi munduru, ale wyjaśnił jej, że pracuje w służbach specjalnych, okrytych tajemnicą.
Wkrótce tajemniczy agent coraz częściej znikał na całe noce i wracał pijany, co tłumaczył „zadaniami specjalnymi”. Na ten cel pożyczył od niej nawet sporo pieniędzy, które mieli mu zwrócić „w centrali”, ale widać nie zwrócili, więc i on nie oddał ich Halinie. Kiedy kobieta zaczęła wreszcie upominać się o niebagatelną kwotę i grozić, że wezwie policję, pijany Roman dotkliwie ją pobił.
– Kolegów chcesz na mnie wzywać? – zarechotał, po czym usnął zmęczony biciem, a wtedy ona zawiadomiła funkcjonariuszy, informując, że okradł ją i pobił… ich kolega.
Kiedy mundurowi zjawili się w domu Haliny i spojrzeli na Romana, to oświadczyli naiwnej pani, że, owszem, znają tego gościa, ale tylko jako stałego klienta, czyli oszusta, złodzieja i bandytę, który nieraz już posługiwał się fałszywą policyjną „blachą”, kupioną na jakimś portalu internetowym.
– A ja miałam blachę na oczach – sama skarciła się Halina K. I nikt jej nie zaprzeczył.
JAN M.

3 Responses to "Policjant bez munduru"

Leave a Reply

Your email address will not be published.