
PODKARPACIE. Fotoradary Iskra-1 są bezużyteczne, a policja może je wrzucić do śmietnika.
Policja i Główny Urząd Miar zapewniają, że radary się sprawdzają w mierzeniu prędkości. Nikt z urzędników jednak nie odpowiedział na pytanie: jak przebadano urządzenie i czy spełnia ono wymogi prawa w Polsce. Odpowiedzi na nie postanowili poszukać reporterzy telewizji TTV. Rezultaty ich pracy są zaskakujące.
– Fotoradar mierzący prędkość samochodów jadących obok siebie, mierzy na chybił trafił – mówi anonimowy policjant. Z dokumentacji Głównego Urzędu Miar wynika, że przed dopuszczeniem do użytku został przebadany zestaw Iskra wideo, czyli radar połączony z kamerą. Problem w tym, że urzędnicy zalegalizowali na podstawie tych samych dokumentów fotoradar Iskra-1, który nie posiada kamery. Urządzenie pokazuje tylko prędkość i czas, ale nie wiadomo co mierzy – mówi Tomasz Motyliński z akcji Nielegalne Radary do Kosza. Przepis o pomiarze prędkości przez policjanta mówi, że radar powinien umożliwiać identyfikację pojazdu, którego prędkość jest mierzona. Niestety, radar Iskra-1 nie wskazuje samochodu, którego prędkość mierzył, a policjanci dają mandaty na oko. Policjanci bronią się mówiąc, że mierzą prędkość pojazdu, który widzą przed sobą. Jednak jeśli jedzie kilka samochodów, to nie wiadomo, który samochód mierzy wiązka radaru, a celowanie radarem w samochód nie ma najmniejszego sensu.
Z protokołu badań, do którego dotarli reporterzy TTV wynika, że Iskra-1 potrafi robić zdjęcia choć nie posiada ani obiektywu, ani wyświetlacza, więc w rzeczywistości jest niezdolna do tego. Okazuje się, że rosyjska firma Simicon wyprodukowała dwa urządzenia: Iskrę-1, czyli potoczną suszarkę, oraz Iskrę wideo. Ta druga, robiąca zdjęcia i nagrywająca, to po prostu Iskra-1 wyposażona w obiektyw, wyświetlacz, rejestrator i statyw. Urząd wydał zgodę na dopuszczenie do użytku Iskry-1, opierając się na dokumentacji Iskry wideo. Choć badano cały zestaw, to urząd dopuścił do użytku Iskrę-1, czyli tylko część zestawu Iskra wideo.
Testy portalu prawonadrodze.org.pl
Do podobnych wniosków po przeprowadzeniu testów badawczych nad Iskrą-1 doszedł Artur Mezglewski z portalu prawonadrodze.org.pl. Udostępnił on swoje badania w Internecie. Ich wnioski przedstawiają się następująco: „Miernik prędkości Iskra jest urządzeniem zupełnie nieprzydatnym do mierzenia prędkości w zagęszczonej sieci ciągów komunikacyjnych. Wszystkie pomiary dokonywane w tych warunkach są błędne, zwykle mocno zawyżone. Jest bezużyteczny w dokonywaniu pomiarów prędkości z jadącego pojazdu (radiowozu). Rejestrowane przez niego pomiary są zupełnie przypadkowe i najczęściej błędne. Radar Iskra z grupy pojazdów osobowych, w kierunku których pomiar jest wykonywany, wybiera raz pojazd szybszy, raz bliższy – przy czym osoba dokonująca pomiaru nie ma technicznych możliwości ustalenia pojazdu, którego prędkość w danym momencie jest mierzona. W przypadku, gdy w zasięgu pomiaru radaru Iskra znajduje się samochód ciężarowy (lub samolot) – nawet gdy jest on niewidoczny dla oka – radar Iskra zmierzy prędkość pojazdu większego, znajdującego się w oddali, a nie pojazdu osobowego, znajdującego się w bezpośredniej bliskości miernika”.
W imię bezpieczeństwa
W wywiadzie dla Polsat News Tomasz Motyliński powiedział: – Jesteśmy w imię słusznej idei bezpieczeństwa na drogach, okradani przez państwo oraz Generalną Dyrekcję Dróg i Autostrad. A podstawy wręczania mandatów na drogach za przekroczenie prędkości są nielegalne, bo pomiar tej prędkości jest nielegalny. Jak twierdzi Motyliński, sam niejednokrotnie udowodnił to w sądzie, a na swoim koncie ma jedenaście spraw wygranych z policją. Bo policjanci najzwyczajniej w świecie nie mają czym mierzyć prędkości.
„Nie zgadzam się z wynikiem pomiaru”
Jak zatem bronić się przed praktykami „nielegalnych” radarów? Możemy odmówić przyjęcia mandatu od policjanta, który chce nam go wlepić. Motyliński instruuje, że najważniejsze jest wyrażenie swojej niezgody na wynik pomiaru. Takie zdanie trzeba powiedzieć policjantowi. Wtedy sprawa kierowana jest do sądu. Niestety jedne sądy wydają wyroki na korzyść policji, inne na korzyść kierowcy. Zależy jak trafimy. Zazwyczaj ludzie nie chcą iść do sądu. Jednak wg Motylińskiego wprowadzone niedawno zaostrzone kary doprowadzą to tego, że tych ludzi będzie coraz więcej. – Od momentu, kiedy weszły te przepisy zgłasza się do mnie pięć razy więcej osób z prośbą o pomoc – mówi Tomasz Motyliński w Polsat News 2. Jak sam twierdzi, nie jest za piractwem drogowym, ale nie można godzić się na to, że karze się ludzi na podstawie wadliwego sprzętu.
Marcin Żminkowski



13 Responses to "Policyjne suszarki coś mierzą, ale nie wiadomo co"