
RZESZÓW, PODKARPACIE. Statystyczny Europejczyk w ciągu całego życia traci aż 1452 dni na leczenie skutków imprezy zakrapianej alkoholem.
Syndrom dnia następnego, czyli powszechnie mówiąc – kac, towarzyszy nam od zarania dziejów. Kiedy świętujemy, spotykamy się z osobami bliskimi, jedziemy na upragnione wakacje, relaks zakrapiany dużą ilością wysokoprocentowych napoi alkoholowych kończy się potwornym bólem głowy i ogólnym osłabieniem. Kac sprawia, że statystyczny Europejczyk traci co roku 24 dni na leczenie się po imprezie. Jak jest w przypadku Polaków?
W naszym kraju podobne statystyki nie istnieją, ale jak wynika z raportu TNS „Młodzi Polacy i ich życie na wysokich obrotach”, ponad połowa ankietowanych (56 proc.) przyznała, że choć raz poszli do pracy lub na uczelnię na kacu, a 32 proc. zarwało noc z powodu imprez i spotkań towarzyskich. To jednak nie wszystko. Z badań TNS Polska wynika, że ponad 32 proc. respondentów wielokrotnie pełniło różne obowiązki służbowe na kacu. Nigdy w takiej sytuacji nie było prawie 24 proc. respondentów.
– Większości z nas zdarzają się tak zwane „dni po”, kiedy odczuwamy uboczne skutki tego, że poprzedniego dnia przeholowaliśmy z alkoholem. Najszczęśliwsi są ci, którzy nie muszą iść do pracy i mogą zostać w domu. Takie sytuacje należą jednak do rzadkości. Warto wtedy znaleźć środek, który pozwoli nam na szybki powrót do rzeczywistości i poradzi sobie z zatruciem alkoholowym, dzięki czemu w miarę bezkolizyjnie będziemy mogli przetrwać dzień – komentuje Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
W takiej sytuacji najlepiej jest wziąć urlop na żądanie. Polacy mają do niego prawo 4 razy w roku po 1 dniu. Jednak są i tacy, którzy w stanie upojenia poimprezowego przychodzą do pracy. Z brytyjskich badań YorkTest wynika, że złe samopoczucie to nie jedyny skutek hucznej imprezy. Jedna trzecia badanych deklarowała, że będąc na kacu dostała upomnienie od szefa, a co dziesiąty został wylany z pracy.
bsz


