Położyłam mu głowę na kolanach i zacisnęłam kabel na szyi

Oskarżona 42-latka wnioskowała do sądu, aby proces odbywał się z wyłączeniem jawności. Kobieta twierdziła, że informacje, które za pośrednictwem mediów dotrą do osadzonych w zakładzie karnym, w którym przebywa, mogą jej zaszkodzić. Sąd nie podzielił jej zdania. Fot. Bogdan Myśliwiec
Oskarżona 42-latka wnioskowała do sądu, aby proces odbywał się z wyłączeniem jawności. Kobieta twierdziła, że informacje, które za pośrednictwem mediów dotrą do osadzonych w zakładzie karnym, w którym przebywa, mogą jej zaszkodzić. Sąd nie podzielił jej zdania. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Ruszył proces 42-letniej synobójczyni, która we wrześniu ubiegłego roku udusiła 4-letniego Bartusia.

We wtorek, 15 kwietnia, przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu rozpoczął się proces 42-letnbiej Barbary U. z Nowej Dęby, którą prokurator oskarża o zabójstwo 4-letniego synka. Kobieta przyznaje się do zarzucanego jej czynu i utrzymuje, że miała także plan zabić siebie. Chciała w ten sposób uwolnić się od problemów finansowych, z jakimi się borykała.

Tragedia miała miejsce 23 września ubiegłego roku. Około godz. 7.20 4-letni Bartek wstał i poprosił mamę o śniadanie i włączenie bajki.

– Chciał sobie pochrupać, więc dałam mu chrupki z mlekiem. Potem domagał się bajki, to włączyłam telewizor, a on położył mi głowę na kolanach i ułożył się na łóżku – przyznała przed sądem Barbara U. – Wtedy wzięłam kabel, który leżał obok. Zacisnęłam go na szyi Bartka. Zaczął mi się wyrywać. Zapytał też: „czemu mi to robisz”? I „już będę grzeczny”. Cały czas był skierowany twarzą w moim kierunku. Ruszał się. Wtedy przeniosłam go do kuchni, tam zacisnęłam mu usta ręką. Wszystko to trwało może 25 minut. Gdy przestał się ruszać i zrobił się siny, myślałam, że nie żyje. Usiadłam w kucki przy szafkach. Wtedy do domu wszedł mój szwagier.

Zabiłam Bartka
W zdarzeniach, które opisała Barbara U. według jej relacji nikt poza nią nie uczestniczył, nikt też nie skłaniał jej do popełnienia zbrodni. Na moment, w którym kobieta siedzi przy nieprzytomnym 4-latku trafił wracający z zakupów szwagier kobiety i teściowa. Mężczyzna myślał, że chłopcu coś się stało, ale gdy Barbara U. powiedziała mu, że zabiła bądź chyba zabiła chłopca, mężczyzna zauważył leżący nieopodal kabel i odrzucił go obok. Chłopcu zamknął oczy tak jak zamyka się zmarłemu i zadzwonił po pogotowie.

Przybyli na miejsce ratownicy zabrali nieprzytomne dziecko do szpitala, gdzie 12 października chłopiec zmarł bez odzyskania przytomności. Barbara U. pod eskortą policji trafiła na oddział psychiatryczny nowodębskiej lecznicy, gdzie przebywała na kilkutygodniowej obserwacji. Od początku przyznawała się do popełnienia zbrodni, twierdziła, że zabiła chłopca, bo miała problemy finansowe, z którymi nie mogła sobie poradzić.

Moim problemem były długi
Barbara U. odmówiła we wtorek składania wyjaśnień, ale zgodziła się na udzielanie odpowiedzi na pytania sądu. Kobieta zaprzecza, że zabójstwo syna zaplanowała, ale przyznaje, że chciała pozbawić Bartka życia i miała także plan zabić siebie. Twierdzi, że chciała „łyknąć leki psychotropowe”. Miałoby to rozwiązać jej problemy finansowe.

Przed sądem kobieta przyznała, że miała około 15 tysięcy długu w jednym z banków, do tego zaległość w czynszu i płatnościach za inne bieżące rachunki, takie jak gaz, czy telefon. Miała także 1200 zł długu w jednym z parabanków udzielających szybkich pożyczek. Na pytanie sędziego dlaczego zabiła dziecko, a nie siebie, Barbara U. nie umiała udzielić odpowiedzi. Poproszona o wyjaśnienie tego, czy miała już wcześniej myśli lub próby samobójcze kobieta przyznała, że są to bardzo intymne dla niej sprawy i nie będzie udzielała na nie odpowiedzi w obecności dziennikarzy i ojca, który występuje w procesie w charakterze pokrzywdzonego.

Siniaki maskowała fluidem
W zeznaniach świadków, które prokuratura zgromadziła w trakcie śledztwa, przewija się wiele wypowiedzi, z których wynika, że Barbara U. od dawna mogła mieć problem w relacji z synem, który przyszedł na świat po tragicznej śmierci jej pierwszego męża.

Bliscy i znajomi kobiety przedstawiają zdarzenia, z których wynika, że kobieta była wobec chłopca agresywna, dopuszczała się rękoczynów i zdarzyło jej się nawet maskować chłopcu fluidem siniaki, które u niego spowodowała. Rozmowę ostrzegawczą w tej sprawie przeprowadziła z nią jedna z nauczycielek przedszkolnych, która zauważyła obrażenia u chłopca. Kobieta przyznaje się także, że już gdy chłopiec miał 9 miesięcy, a do niej dotarło, że sama będzie musiała go wychować, miała myśl, by go udusić pieluszką, ale zawołała wówczas ojca, aby zabrał Bartka, bo „może mu coś zrobić”.

Małgorzata Rokoszewska

14 Responses to "Położyłam mu głowę na kolanach i zacisnęłam kabel na szyi"

Leave a Reply

Your email address will not be published.