Polska się jeszcze o nas upomni cz.I

Prof. Grzegorz Ostasz: - Żołnierze AK, siła, która była niebagatelną częścią koalicji antyniemieckiej, byli po wojnie traktowani jak bandyci, aresztowani, tropieni, ścigani, zsyłani na Wschód do łagrów. Fot. Wit Hadło
Prof. Grzegorz Ostasz: – Żołnierze AK, siła, która była niebagatelną częścią koalicji antyniemieckiej, byli po wojnie traktowani jak bandyci, aresztowani, tropieni, ścigani, zsyłani na Wschód do łagrów. Fot. Wit Hadło

70 lat temu powstało Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość.

Rozmowa z prof. dr. hab. Grzegorzem Ostaszem, historykiem, badaczem dziejów podziemia niepodległościowego na Rzeszowszczyźnie, rozmawia Piotr Samolewicz.

– Siedzimy w wygodnych fotelach i rozmawiamy o wydarzeniach, jakie się rozegrały w Polsce 70 lat temu. W powojennej Polsce nie było spokojnie. Czy można powiedzieć, że panowała wówczas wojna domowa?
– Wielu historyków, szczególnie w latach 90. było zdania, że mieliśmy do czynienia z wojną domową, ale ja nie używam tego pojęcia. Na pewno była brutalna walka o władzę ze strony komunistów, którzy tę władzę w końcu przejęli w oparciu o Armię Czerwoną. W strukturach Polskiego Państwa Podziemnego, ale też w wśród znacznej części społeczeństwa panowało wówczas duże rozgoryczenie, że nie mamy spełnionego celu, jaki staraliśmy się realizować od 1939 roku, że nie odzyskaliśmy niepodległości, że samodzielnie nie decydowaliśmy o własnym losie, kształcie reform, o granicach państwa. Od początku wojny walczyliśmy po jednej stronie, nie zmienialiśmy sojuszy, byliśmy ważnym elementem koalicji antyniemieckiej, wojnę wygraliśmy, a straciliśmy w zasadzie suwerenność, w jakimś stopniu niepodległość. Żołnierze AK, siła, która była niebagatelną częścią koalicji antyniemieckiej, byli traktowani jak bandyci: – aresztowani, tropieni, ścigani, zsyłani na Wschód do łagrów. Z Rzeszowszczyzny wyjeżdżały na Wschód transporty liczące po kilkuset żołnierzy AK. W sumie na Sybir wywiezionych zostało około 2 tysięcy żołnierzy. Takie wydarzenia, niestety, dowodziły, że akowcy nie mają prawa czuć się zwycięzcami, ale też odłożyć broń i zająć się normalnym cywilnym życiem, do którego wszyscy dążyli.

– W obliczu postępującej sowietyzacji kraju, dowództwo AK podjęło decyzję o stworzeniu nowej organizacji konspiracyjnej, mającej inne niż militarne cele – Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość.
– Po drodze były jeszcze mniej znane struktury: „NIE” – Niepodległość, organizacja czysto poakowska, bardzo elitarna, która miała prowadzić działalność wywiadowczą, także samoobronę i propagandę, potem wiosną 1945 roku powstała Delegatura Sił Zbrojnych. Te struktury miały nadal charakter wojskowy, natomiast WiN utworzony 2 września 1945 roku, w dniu kapitulacji Japonii, czyli w dniu symbolicznego końca II wojny światowej, miał być strukturą polityczną, obywatelską, konspiracją niepodległościową bez elementów militarnych. Na jej czele stali nie komendanci czy oficerowie, tylko prezesi, kierownicy, ludzie, którzy chcieli przeciwstawić się sowietyzacji Polski i przygotować społeczeństwo do wolnych wyborów, obiecanych nam przez sojuszników. Wolne wybory miały „odkręcić” tę niekorzystną sytuację, oddać władzę partiom o przedwojennej tradycji wybranym w demokratyczny sposób. Ale to była mrzonka.

– W pana książce „Wolność i Niezawisłość. Okręg Rzeszów” można przeczytać, że jedną z metod WiN była wojna psychologiczna wymierzona w komunistów, m.in. rozbijanie wroga od środka. Czy to były nowoczesne metody?
– WiN opierał się na doświadczeniach akowskich. Wydawał swoje pisma, na Rzeszowszczyźnie wychodziło kilka tytułów, jednym z nich była „Wolność Słowa”. Wydawnictwo to przedstawiało obiektywny, nieocenzurowany obraz rzeczywistości powojennej. Ponadto prowadzono akcje ulotkowe, informacyjne, propagandę szeptaną, przypominano o bohaterach okupacji niemieckiej, ale również o polskich XIX-wiecznych powstaniach, informowano o działalności sowieckich struktur policyjnych, o tym, co spotyka ludzi, którzy powinni być na piedestale, a są ścigani i torturowani.

– WiN-owcy wysyłali też fikcyjne wyroki śmierci na działaczy Polskiej Partii Robotniczej, milicjantów i członków bezpieki.
– To akcja o kryptonimie „O” – odpluskwianie. Chodziło o to, by wstrząsnąć ludźmi, którzy zaangażowali się w aparat partyjno-policyjny. Chciano im pokazać, że nie działają w interesie Polski. Próbowano ich przywołać do porządku śląc pogróżki, próbując ośmieszyć. W tej akcji chodziło o to, by zademonstrować, że istnieje konspiracja, która skrupulatnie odnotowuje działania komunistów, co w przyszłości pozwoli zebrać materiał dowodowy przeciwko nim i postawić przed sądem niepodległej Polski. Straszono ich nawet wyrokami.

– WiN-owcy mieli dużo swoich ludzi na ważnych stanowiskach.
– Tak, w administracji, w firmach, które były przejmowane przez nowe władze. WiN miał wielu cennych informatorów w milicji i bezpiece, którzy pozwalali szykować dokładne raporty z różnych dziedzin życia na temat społeczeństwa, partii politycznych, Kościoła, mniejszości narodowych. WiN miał dobre rozeznanie w akcjach przeciwko konspiracji upowskiej.

– Chciał wyjaśnić zagadkę śmierci gen. Świerczewskiego w Jabłonkach.
– Śmierć Świerczewskiego budziła już wtedy wiele kontrowersji: czy to był przypadek, czy celowa akcja UPA, a może działanie zaplanowane przez Sowietów czy też przeciwników Świerczewskiego z układu partyjnego. WiN zbierał na bieżąco informacje na ten temat.

– Ilu konspiratorów liczyła ta organizacja?
– Pisano o kilkudziesięciu tysiącach w skali kraju. Teraz okazuje się, że była to liczba dużo mniejsza. Na Rzeszowszczyźnie w tę konspirację było zaangażowanych 1200-1500 osób. Liczba ta z jednej strony podkreśla elitarność tej organizacji, z drugiej strony mówi o jej sile. Ta grupa ludzi stanowiła duże zagrożenie dla reżimu komunistycznego. Stąd wielkie środki, jakie przeznaczyli komuniści na ich zwalczanie. Na terenie Rzeszowszczyzny do 1948 bezpieka zamknęła 654 ludzi podejrzanych o pracę w WiN, z tego 546 skazano na wyroki więzienia. To pokazuje, jak wysoką cenę płacili.

– Rzeszowski WiN w szczytowym okresie zdekonspirował ok. 600 komunistycznych konfidentów. To duża wiedza.
– Tak, ale niestety, to też pokazywało, że zamieszanie w głowach po wejściu Sowietów było znaczne. Że pewna solidarność z okupacji niemieckiej, podział na my – wróg uległ rozmyciu. Propaganda sowiecka, albo, mówiąc językiem winowskim, bolszewicka, była bardzo skuteczna. Niemała część zmęczonego wojną społeczeństwa uznała, że rzeczywiście trzeba już sobie odpuścić, zrezygnować z wcześniejszych, niepodległościowych planów i celów. Komuniści wyłapywali takie miękkie osoby, które można było pozyskać, skusić reformą, urzędami, awansem społecznym. Ci ludzie później często stawali się donosicielami.

– Czy można powiedzieć, że komuniści pokonali WiN w głównej mierze dzięki byłym akowcom, którzy wydali swoich byłych towarzyszy walki? Ppłk. Łukasza Cieplińskiego, prezesa IV Zarządu WiN wydał konspirator z Błażowej, Stefan Sieńko.
– Na tym polega skuteczna praca operacyjna policji komunistycznej, bazującej na doświadczeniach sowieckich Czeka i NKWD. Metody te okazały się bardziej skuteczne niż niemieckie. Państwo podziemne podczas okupacji działało dość sprawnie, choć było tropione i niszczone przez Niemców, jego trzon pozostał jednak nietknięty. Natomiast komuniści umieli pozyskiwać swoich agentów nawet w najwyżej postawionych podziemnych strukturach. Faktycznie, każdy kolejny Zarząd WiN wpadał z powodu czyjejś zdrady, wynikającej z różnych czynników, czy to szantażu, przekupstwa czy też przekonania, że trzeba odstąpić od pracy konspiracyjnej.

– Tortury.
– Owszem, dziś ciężko określić, czy ktoś sypał, bo został zastraszony, czy też nie wytrzymywał psychicznych i fizycznych nacisków, które ciągnęły się przez długie tygodnie, miesiące. Ujętych winowców, liderów tej konspiracji, zazwyczaj więziono przez co najmniej rok do czasu wyroku, egzekucji. Władysław Koba, Michał Zygo, Leopold Rząsa, Tadeusz Pleśniak (czołówka rzeszowskiego WiN – ps) byli kilkanaście miesięcy poddawani brutalnemu śledztwu. Ci ludzie nie byli w stanie o własnych siłach brać udziału w procesach. Do sądu przynoszono ich na noszach, byli takimi „kukłami”, które tylko fizycznie brały udział w pokazowych rozprawach.

Ciąg dalszy wywiadu się w poniedziałkowych Super Nowościach.

7 Responses to "Polska się jeszcze o nas upomni cz.I"

Leave a Reply

Your email address will not be published.