
REPUBLIKA ŚRODKOWOAFRYKAŃSKA. Ks. Mateusz Dziedzic pochodzi z diecezji tarnowskiej. Zdaniem MSZ, „porwało go ugrupowanie o charakterze raczej rabunkowym niż politycznym”. Przedstawiciele duchowieństwa podają, że celem porywaczy jest wymiana misjonarza na ich uwięzionego przywódcę. Resort powołał zespół kryzysowy, który zajmuje się sprawą.
– Ok. 30 minut po północy usłyszeliśmy hałas i walenie do drzwi. Wyszliśmy, każdy ze swojego pokoju, żeby zobaczyć, co się dzieje i kto przyszedł. Zobaczyliśmy ośmiu umundurowanych mężczyzn z karabinami maszynowymi z grupy Miskina, którzy powiedzieli nam, że przyszli nas porwać, gdyż chcą wymusić na rządzie środkowoafrykańskim uwolnienia ich szefa z więzienia w Kamerunie. Gdy tłumaczyliśmy im, że jest to sprawa polityczna, w którą my się nie mieszamy, gdyż prowadzimy katolicką misję, wówczas wycelowali w nas broń, którą wcześniej przeładowali i powiedzieli, że jak nie pójdziemy, to nas zastrzelą – mówił ks. Leszek Zieliński, naoczny świadek porwania. Jak przyznał, sytuacja wówczas zrobiła się bardzo niebezpieczna, ale razem z ks. Mateuszem postanowili dalej rozmawiać z napastnikami, próbując ich nakłonić do zabrania tylko jednego z nich.
„Jeden biały im wystarczy”
Mówiliśmy im w ich lokalnym języku, że jeden biały im wystarczy, a drugi musi zostać na misji. Oni nie chcieli się na to zgodzić, ale ostatecznie powiedzieli, że jednego z nas zabierają. Wtedy ks. Mateusz powiedział, żeby go zabrali, bowiem dłużej jest na misji w Afryce ode mnie i lepiej zna miejscowy język. „To ja pójdę, a ty zostań na misji” – powiedział do mnie, po czym go zabrali – relacjonował ks. Zieliński.
TVN24/am


