Polski Schindler rodem z Głogowa Małopolskiego

Aleksander Ładoś zawsze uważał, że powodzenie sprawy polskiej zależy od dyplomacji. Fot. NAC

Rozważny dyplomata, odważny publicysta, zaufany człowiek gen. Władysława Sikorskiego. Jako Poseł RP w Bernie stał na czele grupy fałszującej dla Żydów południowoamerykańskie paszporty, dzięki którym według szacunków ocalało nawet 2 – 3 tys. osób! Mimo potężnych zasług, Aleksander Ładoś zmarł w nędzy i zapomnieniu. Ponad pół wieku później historia sama się o niego upomniała…

Ojciec Aleksandra – Jan, urodził się w Głogowie Małopolskim w 1840 r. Potem wyjechał do Lwowa, gdzie skończył studia i założył rodzinę. Był dwukrotnie żonaty. Pierwsza żona, Paulina Starzyńska urodziła mu siedmioro dzieci, a druga, Albina Kalous – dwoje: Helenę oraz Aleksandra (ur. 27 grudnia 1891 r.) – przyszłego ambasadora i jednego z największych bohaterów II wojny światowej. Jako młody chłopiec z wyróżnieniem ukończył gimnazjum we Lwowie, by następnie wybrać studia z historii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W wieku 22 lat rozpoczął działalność polityczną w PSL „Piast”, gdzie osobiście poznał m.in. Wincentego Witosa. Po wybuchu I wojny światowej brał udział w organizacji Legionu Wschodniego, a jego kariera nabrała tempa.
Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 r. Aleksander Ładoś rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych m.in. z Janem Dąbskim, przewodniczącym delegacji polskiej podczas rokowań w Rydze kończących wojnę polsko-bolszewicką. – Dzięki temu w 1923 r. został posłem polskim na Łotwie. Pełnił tę funkcję do czasu aż władzę przejął Józef Piłsudski. Panowie nie byli jednak nastawieni na współpracę i ekipa Piłsudskiego doprowadziła do jego odwołania. Marszałek traktował go jako ludowca, z wrogością, dlatego nie mógł on nigdzie wyjechać na posadę poselską – tłumaczy dr Robert Borkowski, historyk i dyrektor Miejsko – Gminnej Biblioteki Publicznej w Głogowie Małopolskim.
Rok później Aleksander został konsulem w Monachium. – Piłsudski prawdopodobnie nawet nie wiedział o jego wyjeździe, z racji tego, że nominacja na konsula nie wymagała jego asygnaty jako premiera – wyjaśnia historyk. Gdy Józef Beck go odwołał, od 1931 r. nie pełnił żadnej funkcji w polskiej dyplomacji, za to udzielał się partyjnie. Brał udział w wiecach ludowców, pisał do gazet wydawanych przez PSL Piast. – Dzięki temu poznał dobrze Władysława Sikorskiego, który był przecież nastawiony opozycyjnie do Piłsudskiego i całego obozu sanacyjnego – zaznacza dr Borkowski. – Sam Ładoś w swoich pamiętnikach przyznaje, że jeszcze zanim Polska odzyskała niepodległość, ciągnęło go do ludowców. Jego ojciec pochodził z małego miasteczka i on czuł się związany z małomiasteczkową społecznością. Działając w konspiracji przybrał nawet pseudonim „Jan Głogowczyk”, nawiązujący do głogowskich korzeni – opowiada nasz ekspert.
W pierwszych dniach wojny razem z Sikorskim spotkał się w Warszawie, gdzie zastanawiano się, jakie podjąć działania, jeśli Polska poniesie klęskę. – Ładoś wysunął pomysł, żeby Sikorski wyjechał i porozumiał się z sojusznikami Polski – podkreśla historyk.
Sam planował zostać w Warszawie, ale splot kilku przypadków sprawił, że również wyjechał z kraju. – Na początku października 1939 r. znalazł się w Bukareszcie, a tam odebrał depeszę od Sikorskiego, która imiennie wzywała go do przyjazdu do Paryża, by pomógł tworzyć rząd na uchodźstwie – mówi dr Borkowski. Już pierwszego dnia w stolicy Francji wraz z Józefem Hallerem przybyli do polskiej ambasady. Tam, w skromnej sali gen. Sikorski wręczył im akty nominacyjne. 3 października 1940 r. w Paryżu Ładosia mianowano ministrem bez teki. Był odpowiedzialny m.in. za kontakty z okupowaną Polską i tworzenie podziemia.
Krytykował pomysły, aby wojsko podziemne uderzyło w okupanta. W Pamiętnikach pisał: „Wielka akcja partyzancka mogłaby, według mojego zdania, mieć szansę i odegrać rolę dopiero w końcowym etapie wojny, gdy nasz przeciwnik będzie już wyczerpany i niezdolny do stłumienia jej w zarodku. A patrząc na poczynania naszych sojuszników, na tę drôle de guerre [zabawną wojnę], która toczyła się, a w sumie nie toczyła się na Zachodzie, zdawałem sobie sprawę, że wojna ta potrwa długo, co najmniej tak długo jak pierwsza wojna światowa”.
Po kilku tygodniach musiał ustąpić Stanisławowi Kotowi, który stał wyżej w hierarchii partyjnej PSL Piast. Miał zostać ambasadorem RP w Ankarze, ale wobec braku zgody ze strony Turcji, premier Sikorski zaproponował mu objęcie funkcji posła RP w Bernie. Było już po ataku Niemiec na Danię i Norwegię. Nie wiadomo było, jak się potoczą losy wojny i gdzie znajdzie się polski rząd, dlatego posiadanie przedstawiciela w Szwajcarii było niebagatelne. Polityk niezwłocznie więc wyjechał. W budynku przy Elfenstrasse 20, gdzie znajdowała się siedziba Poselstwa RP (dziś ambasada) rozpoczął nowy rozdział, o którym miały mówić przyszłe pokolenia…
Jeszcze nie zdążył się urządzić, kiedy nadeszły informacje o polskich oddziałach zbliżających się do granicy. Pod koniec kampanii francuskiej na froncie pozostała jednostka polskiej piechoty – 2. Dywizja Strzelców Pieszych. Tuż przed kapitulacją zepchnięto ją do granicy francusko-szwajcarskiej. Wyjście było tylko jedno – dać się internować w Szwajcarii. Dzięki przyjaźni z prezydentem tego kraju udało mu się wynegocjować najlepsze warunki i zapewnić pomoc żołnierzom.
Szwajcarzy początkowo niechętnie patrzyli na polskich żołnierzy, lecz dzięki staraniom polskiego dyplomaty z czasem się to zmieniło. Wkrótce w obozach rokwitło życie kulturalne. Polska dywizja miała bibliotekę, orkiestrę, chór, powstał nawet obozowy teatr. Powstał również system oświaty dla polskich żołnierzy, który miał walczyć z analfabetyzmem mundurowych. Polacy mogli się kształcić, a nawet zdać maturę! Najbardziej spektakularnym osiągnięciem były trzy obozy uniwesyteckie związane z Politechniką w Zurychu, Uniwersytetem we Fryburgu oraz Wyższą Szkołą Handlową w Sankt Gallen.

Lista Ładosia

Te zasługi to jednak nic w porównaniu z działaniami Grupy Berneńskiej, na czele której stanął ambasador rodem z Głogowa Młp. Dzięki sfałszowanym przez nią paszportom latynoamerykańskim Żydzi – jako obywatele innych państw – nie trafiali do obozów zagłady.
Początkowo paszporty miały ratować jednostki, ale gdy ruszyła machina Holocaustu, fałszowanie dokumentów rozwinięto na potężną skalę. Ich „produkcję“ opłacał Skarb Państwa, organizacje żydowskie, albo Żydzi, których było na to stać. Bywało, że zrzucały się na nie całe rodziny.
Oprócz Aleksandra Ładosia w działalność zaangażowani byli: Stefan Ryniewicz – jego zastępca, Konstanty Rokicki – polski konsul w Bernie, Juliusz Kühl – pochodzący z Sanoka urzędnik konsularny oraz członkowie organizacji żydowskich: Abraham Silberschein oraz urodzony w Ustrzykach Chaim Eiss.
Juliusz Kühl nosił dokumenty do rezydencji konsula honorowego Paragwaju i prawdopodobnie to on wręczał łapówki. Konsul Konstanty Rokicki odręcznie wypełniał dokumenty. Stefan Ryniewicz odegrał kluczową rolę w przekonywaniu do akcji dyplomatów innych państw. – Trzeba podkreślić, że bez zgody Ładosia nie można by było przeprowadzić żadnych działań. Jako szef nie załatwiał druków, nie wypełniał ich i nie zajmował się bezpośrednią pracą nad nimi. On dał zielone światło i chronił swoich podwładnych. Ponosił za wszystko pełną odpowiedzialność – nie ma wątpliwości dr Robert Borkowski. – Gdy w 1943 r., szwajcarska policja zainteresowała się fałszowaniem paszportów, dzięki jego naciskom na prezydenta Marcela Pileta-Golaza, Szwajcarzy zaniechali dalszego śledztwa. Do dziś w archiwum federalnym w Bernie znajdują się dokumenty z przesłuchań Rokickiego, Kühla, Rudolfa Hüglego – honorowego konsula Paragwaju, które świadczą o znaczeniu Ładosia w akcji – dodaje.

Trzeba uzupełnić podręczniki

Rola Grupy Berneńskiej w ratowaniu obywateli narodowości żydowskiej przez wiele dekad po wojnie w ogóle nie była znana. Dyplomata napisał wprawdzie 3 tomy pamiętników opisujących swoje dzieciństwo, dwie wojny światowe i moment objęcia funkcji posła w Bernie w Szwajcarii. Niestety, ostatnia z części urywa się w połowie zdania. Zaznaczył tylko, że miał pewne trudności ze szwajcarską policją, w związku ze sprawą, o której napisze później. Nigdy nie trafiła ona jednak na papier, a historia o tym, jak Polacy fałszowali południowoamerykańskie paszporty, odkryto dopiero ponad pół wieku później.
W 1994 r. w tygodniku „Wprost” ukazał się artykuł Zbigniewa Stańczyka „Lista Ładosia”, w tytule nawiązującego do Listy Schindlera. O pamięć o pośle rodem z Głogowa upomniał się Jan Nowak-Jeziorański. Słynny „kurier z Warszawy” wspominał nie tylko o działaniach mających na celu ratowanie Żydów, ale także nagłośnienie zbrodni Holocaustu.
– Kolejni polscy ambasadorowie w Szwajcarii w ogóle o tym nie wiedzieli. Dopiero ambasador Jakub Kumoch usłyszawszy m.in. od konsula honorowego Markusa Blechnera w Zurichu, że produkowane w ambasadzie paszporty południowoamerykańskie ratowały życie, zaczął się tym interesować. Wiele opowiedzieli mu także szwajcarscy Żydzi, którzy pielęgnowali tę historię. Pamiętali, że podczas wojny w ambasadzie podejmowano działania, mające na celu ocalenie kilku tysięcy ludzkich istnień – zaznacza dr Borkowski. Okazało się, że w archiwum federalnym w Bernie w dokumentach policyjnych znajdują się przesłuchania polskich dyplomatów z 1943 r. Ambasador Kumoch zainteresował tematem dziennikarzy z „Gazety Prawnej” – Zbigniewa Parafianowicza i Michała Potockiego. W sierpniu 2017 r. ukazał się ich głośny tekst, w którym pisali, że należy uzupełnić podręczniki do historii. Sprawa paszportowa zaczęła interesować coraz więcej osób.

Odszedł w nędzy i zapomnieniu

W połowie grudnia 2019 r. Instytut Pileckiego opublikował „Listę Ładosia“, która jest pierwszą próbą odtworzenia nazwisk posiadaczy dokumentów, które symbolicznie nazwano „paszportami życia”. Dwuletnie badania prowadzone we współpracy z Żydowskim Instytutem Historycznym, Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau i Instytutem Pamięci Narodowej przyniosły zaskakujące wnioski. Podczas II wojny światowej sfałszowane dokumenty z Paragwaju, Hondurasu, Haiti czy Peru posiadało od 8 do 10 tys. Żydów. 24 – 45 proc. z nich przeżyło Holocaust. Kilkadziesiąt osób wciąż żyje. – Znamy 3262 nazwiska. Z tej grupy na pewno ocalały dzięki paszportom 796 osoby, natomiast 957 na pewno nie udało się przeżyć wojny. Losy pozostałych są nam nieznane, mimo wnikliwych poszukiwań w wielu bazach danych. Z pewnością liczba uratowanych jest znacznie większa. Szacujemy, że grupa Ładosia przyczyniła się do ocalenia 2 – 3 tys. Żydów – tłumaczył dr Jakub Kumoch, redaktor naukowy publikacji.
Większość zidentyfikowanych paszportów wystawiono osobom pochodzącym z terenów okupowanej Polski i Holandii. Byli wśród nich liderzy oporu żydowskiego ze Słowacji, Francji i Włoch, Adam Daniel Rotfeld – późniejszy polski minister spraw zagranicznych, przyjaciółka Anny Frank – Hannah „Hanneli” Goslar, uczestnicy powstania warszawskiego – Cywia Lubetkin i jej mąż – Icchak Cukierman, pseud. Antek, czy Israel Spira – znany nowojorski rabin rodem z Błażowej.
Jak wyglądał kres życia człowieka, dzięki któremu tylu ludzi uniknęło Zagłady? Wbrew pozorom, nie było medali, odznaczeń i podziękowań. Kiedy Szwajcaria wycofała uznanie dla rządu RP na uchodźstwie, poseł Ładoś pozostał na emigracji, ale po politycznych zmianach usunął się w cień. Po tym jak zmarła jego matka, wraz z siostrą przeprowadził się do niewielkiego podparyskiego miasteczka. Znajomi pozwolili im zamieszkać w starym zamku. Był totalną ruiną, dlatego rodzeństwo zajęło skromną dobudówkę. Już wcześniej sprzedali wszystko, co mieli i żyli w skrajnej biedzie.
Gdy nastała odwilż, zdecydowali się na powrót do Warszawy. W 1960 r. otrzymali od władz ciasne mieszkanie. Nie mieli jednak z czego żyć. Były ambasador starał się o bodaj najniższą emeryturę. Otrzymał zgodę na nią – na kilka dni przed śmiercią. Z powodu złego stanu zdrowia ostatnie święta Bożego Narodzenia w 1963 r. spędził w szpitalnej sali. Odszedł 29 grudnia. Pożegnała go najbliższa rodzina, kilku przyjaciół oraz skromna delegacja ludowców…
Nikt nie miał pojęcia, że był jednym z największych bohaterów II wojny światowej. Sam nigdy o to nie zabiegał, nie zależało mu na chwale. Jednak historia sama się o niego upomniała. W 130. rocznicę urodzin „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w uznaniu odwagi, skuteczności i heroizmu polskiego dyplomaty, wyrażając wdzięczność Aleksandrowi Ładosiowi i Jego zespołowi za wkład w ocalaniu istnień ludzkich przed niemiecką machiną Zagłady” ustanowił rok 2021 Rokiem Aleksandra Ładosia.
A już w poniedziałkowym wydaniu przybliżymy pozostałe postaci wchodzące w skład Grupy Berneńskiej. Prócz Aleksandra Ładosia byli nimi: jego zastępca – Stefan Ryniewicz, Konstanty Rokicki – polski konsul w Bernie, Juliusz Kühl – urzędnik konsularny, Abraham Silberschein – przedstawiciel utworzonego przez Światowy Kongres Żydów komitetu RELICO (Komitetu Pomocy Żydowskim Ofiarom Wojny) oraz Chaim Eiss – działacz Agudat Israel z Zurychu. Część
z nich była związana z naszym regionem.

Wioletta Kruk

8 Responses to "Polski Schindler rodem z Głogowa Małopolskiego"

Leave a Reply

Your email address will not be published.