
Burzliwe spotkanie z prof. Marianem Koniecznym, autorem pomnika Czynu Rewolucyjnego.
Brak kultury zaprezentowali niektórzy uczestnicy rzeszowskiego spotkania z wybitnym rzeźbiarzem, prof. Marianem Koniecznym, autorem m.in. projektu pomnika Walk Rewolucyjnych w Rzeszowie. Zaklaskiwali i wyśmiewali osoby, które krytycznie odnosiły się do komunistycznego monumentu.
W czwartek w jednej z sal Hotelu Rzeszów zgromadziły się setki gości, większość była w wieku 50+ i 60+. Przyszedł oczywiście stary i młody postkomunistyczny aktyw na czele z Wiesławem Bużem, sekretarzem Rady Miejskiej SLD w Rzeszowie, prof. Włodzimierzem Bonusiakiem, byłym rektorem WSP i UR, i Anną Kowalską, byłą wicemarszałek województwa. Za stołem prezydialnym obok artysty i jego żony zasiedli gospodarz spotkania prezydent miasta Tadeusz Ferenc, Grzegorz Tuderek, czyli były szef nieistniejącego Budimexu, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego prof. Aleksander Bobko oraz Agnieszka Dziunycz, producentka miniatur pomnika.
Lukrowany charakter
Spotkanie zorganizowane przez Urząd Miasta zapowiadano jako otwarte dla każdego, czyli z możliwością dyskusji. Tymczasem prezydent Tadeusz Ferenc na powitanie powiedział, że zorganizowano je, by uhonorować prof. Koniecznego, czyli zawęził jego charakter. Włodarz miasta słowami o „pięknym” pomniku nadał spotkaniu mocno lukrowany charakter. Części zebranym udzielił się ten nastrój. Jak mantra, aż do znudzenia, powtarzano, że pomnik Walk Rewolucyjnych stał się znakiem rozpoznawczym Rzeszowa, jego symbolem. Żona pana profesora namawiała zebranych, żeby spojrzeli na ten pomnik z życzliwością, bo pod względem figur jest podobny do Łuku Triumfalnego, żeby spojrzeli nań jako „no coś co was identyfikuje, co was łączy ze światem, co was łączy z przeszłością, itd., itd.”
W tym momencie część zebranych musiała się poczuć jak uczniowie z powieści „Ferdydurke” Gombrowicza, zadając sobie pytanie, jak mnie ma coś zachwycać, skoro nie zachwyca.
Takich humorystycznych momentów było więcej. Np. Ryszard Zatorski, publicysta „Trybuny” i „Echa Rzeszowa”, stwierdził, „że gdyby ten pomnik nazwać inaczej, to nie kojarzyłby się z czynem rewolucyjnym, że wszystko może symbolizować, nawet zwycięstwo 1989 roku, bo każdy, kto zna mitologię, wie, jaką postacią była Nike (jedna z figur na pomniku – ps)”.
Zabierając głos prof. Marian Konieczny powiedział, że gdy patrzy na nowe budowle w Rzeszowie, żałuje, że nie zaprojektował pomnika dwa razy wyższego, za co dostał brawa aktywu.
85-letni artysta przyznał, że ideą kontrowersyjnego pomnika było od początku uczczenie walk rewolucyjnych na Rzeszowszczyźnie. Podkreślił, że należy do pokolenia, które pamiętało strajki chłopskie w II RP, dlatego nad pomnikiem pracował z dużym zaangażowaniem. – Idea pomnika nie była dla mnie abstrakcyjna. Dałem wyraz tym walkom, dążeniom do większej swobody.
Trudne pytania historyka
Ten laurkowy charakter spotkania przełamał jako pierwszy Bogusław Kleszczyński z rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Historyk zapytał profesora, czy wie, na jaką rocznicę został odsłonięty rzeszowskie monument (30-lecia Polskiej Partii Robotniczej – ps), jaki powiewa na nim sztandar, oraz czy zna życiorysy osób, które w 1974 roku uczestniczyły w odsłonięciu pomnika. I wymienił kilka nazwisk osób, które po 1945 roku wprowadzały w Polsce, często brutalnie, komunizm. Historyk zapytał też rzeźbiarza, by powiedział, co działo się z pomnikami w starożytnym Egipcie i Rzymie, gdy zmieniały się władze polityczne.
Profesor opowiedział się przeciw niszczeniu pomników. – Są pomniki, które pozostają na miejscu i z nich możemy odczytać obraz czasów, w jakich powstawały. Nie wszystko zniszczono i zwalono w Egipcie.
Profesor przyznał, że na pomniku jest sztandar rewolucji. – Ma kształt nadany przez wiatr.
– Nie znam życiorysów tych ludzi – powiedział na koniec prof. Konieczny ku rozbawieniu postkomunistycznego aktywu. Choć przyznał że znał ówczesne władze Rzeszowa, a Władysława Kruszka nazwał „wielkim gospodarzem”.
Część zebranych przeszkadzała Bogusławowi Kleszczyńskiemu w zadawaniu pytań. Sytuację starał się tonować prof. Aleksander Bobko. – Pytania (o pomnik – ps) są ważne i na miejscu, nie możemy ich wyklaskać i wyśmiać. Wielu mieszkańców Rzeszowa zadaje sobie te pytania. Tylko te pytania nie pasują do kontekstu dzisiejszego spotkania, które ma charakter święta, uczczenia wybitnego gościa – powiedział prof. Bobko.
Będzie debata na Uniwersytecie
Profesor Bobko dopuścił możliwość dyskutowania o burzeniu pomników, bo są monumenty, które na to zasługują, jak pomnik Dzierżyńskiego w Warszawie. – Po tym pomniku raczej nie płaczemy – skonstatował rektor UR. I dodał, że rzeszowski pomnik obronił się w dyskusji burzenia pomników odziedziczonych po dawnym systemie, że powinien zostać na miejscu. – Ten pomnik powstał w ponurym czasie dla Polski i przegranych szans, ale, paradoksalnie, dobrym dla Rzeszowa, bo Rzeszów na zmianie po 1945 roku skorzystał.
Na koniec rektor UR zadeklarował gotowość zorganizowania na uniwersytecie debaty publicznej na temat historycznego kontekstu, w jakim pomnik Walk Rewolucyjnych powstał.
Nie była to jedyna ważna deklaracja, jaka padła na spotkaniu z prof. Koniecznym. Rzeszowski kolekcjoner Wojciecha Jama zapytał prezydenta Ferenca, „dlaczego istnienie pomnika jest zagrożone”. Tadeusz Ferenc odpowiedział, że miasto stara się i będzie starało się odzyskać od ojców bernardynów 5-arową działkę, na jakiej stoi pomnik, by zadbać o monument. Zadeklarował później, że pomnik zostanie wyczyszczony i oświetlony, czym wzbudził entuzjazm Wiesława Buża. W tym kontekście jakoś zagubiła się istotna informacja, że pomnik stoi na części działki, która po wojnie została zagarnięta bernardynom przez władze komunistyczne. Zakonnicy odzyskali ją dopiero w 2006 roku.
Jak za dawnych lat
Część osób wyszła ze spotkania bardzo zażenowana, gdyż osobom krytycznie nastawionym do pomnika Walk Rewolucyjnych zakłócano wypowiedzi, zagłuszano ich, jednemu panu nawet odebrano mikrofon. Skąd my to znamy? Oczywiście z poprzedniego systemu. Najbardziej dostało się Bogusławowi Kleszczyńskiemu z IPN, którego przezwano „smarkaczem”. Czyżby dlatego, że naświetlił prawdziwą polityczną wymowę rzeszowskiego pomnika?
– Czyn rewolucyjny na Rzeszowszczyźnie miał finał w katowniach UB – przypomniał pracownik IPN. – Trzy osoby, które wymieniłem – historyk nawiązywał w ten sposób do pierwszej swojej wypowiedzi – były funkcjonariuszami Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie. Jedna była jego szefem, a jedna była podczas II wojny światowej żołnierzem oddziału Gwardii Ludowej Iskra, który to oddział ma na sumieniu m.in. poza licznymi rabunkami, także ludność żydowską.
Piotr Samolewicz



35 Responses to "Pomnik, który wszystko może symbolizować…"