Fakt, że publiczne, czyli nasze pieniądze są marnowane przez państwo z zadziwiającą łatwością, to nie nowina. Jednak pomysłowość szastania publiczną kasą wprawia mnie wciąż w osłupienie.
Chodzi mi o czterogodzinne szkolenie w Sejmie, jakie zafundował urzędnikom kancelarii marszałek Marek Kuchciński. Za ponad 30 tys. zł pięciuset pracowników uczyło się o tym, że m.in. należy zakładać rajstopy podczas oficjalnych okazji, że skarpetki nie powinny być białe, wzorzyste i za krótkie, a włosy trzeba regularnie myć i czesać. Skąd to szkolenie? Odpowiedzi nasuwają się dwie. Albo w kancelarii pracują troglodyci, którzy nie wiedzą o takich sprawach, albo ktoś komuś chciał dać zarobić.
Ten skandal ujawnił wicemarszałek Stanisław Tyszka z Kukiz’15, który owo szkolenie wyrachował na około 100 tys. zł, wliczając w to średnie zarobki urzędników, ich liczbę i czas, jaki oni zmarnowali na durne szkolenie.
Pracując kilka miesięcy na Bronksie w Nowym Jorku, często widywałem słuchających hip-hopu „czarnych ziomali”, noszących pończochy na głowach. Może marszałek Kuchciński w związku z tym, że w Sejmie pojawił się znany raper Liroy, czyli poseł Piotr Marzec z ruchu Kukiz’15, zobaczył takie zagrożenie i wystraszył się, że uliczna moda wedrze się na polityczne salony, a urzędnicy zaczną chodzić po Parlamencie, o zgrozo, w pończochach na swoich zacnych czerepach?
Czy wyobrażacie sobie Państwo prywatną firmę, która przeznacza tak olbrzymią kwotę na szkolenie swoich pracowników z tego, że mają się myć, czesać i nie wkładać białych skarpet? W głowie się nie mieści… no chyba, że w skarpecie.
Redaktor Marcin Żminkowski



9 Responses to "Pończocha nie na głowę"