Poparcie eksprezydenta Rzeszowa jest dziwne i bardzo zagadkowe

– Kampania wyborcza na prezydenta Rzeszowa jest już na ostatniej prostej. Kandydaci dwoją się i troją, by przekonać rzeszowian do siebie. Zacznijmy jednak od tego, czy decyzja Tadeusza Ferenca o rezygnacji z prezydentury w stolicy Podkarpacia była dla Pani zaskoczeniem?
– Z pewnością tą decyzją pan Tadeusz Ferenc zaskoczył wszystkich, niemniej w tamtym czasie jego wyjaśnienia, że jest ona podyktowana stanem zdrowia po przejściu COVID -19 brzmiały wiarygodnie. Szybko jednak okazało się, że chyba prawda jest trochę inna. Osoba, która rezygnuje z powodu kłopotów ze zdrowiem, nagle z całą energią angażuje się w kampanię kandydata, którego wskazała? To jest co najmniej dziwne i nie tylko dla mnie. Równie zdumiewające było tak zdecydowane wsparcie, jakiego udzielił prezydent Ferenc Marcinowi Warchołowi. To siłą rzeczy wymusza pytania i różne domysły. Znając wcześniejsze poglądy eksprezydenta Rzeszowa, naprawdę można się poczuć takim zachowaniem zaskoczonym. Nie chciałabym tu wysnuwać zbyt daleko idących wniosków, ale czy wszystko to nie wygląda tak, jakby pan Tadeusz Ferenc działał pod jakąś presją…?

– A sam Marcin Warchoł? Jak Pani myśli, skąd taki właśnie kandydat na włodarza stolicy Podkarpacia?
– Kandydatura pana Marcina Warchoła to, moim zdaniem, pokazanie PiS-owi, przez Zbigniewa Ziobrę i jego Solidarną Polskę, że to nie tylko „przystawka” do PiS-u, ale siła polityczna, z którą Kaczyński powinien się liczyć i która nie boi się konfrontacji z PiS-em. Zjednoczona Prawica jest tak podzielona, że niewykluczone, iż do następnych wyborów Z. Ziobro zechce, albo będzie musiał wystartować z własnych list. Wybory prezydenckie w Rzeszowie to rodzaj próby, czy byłoby to możliwe, a jednocześnie szansa na przejęcie przez Ziobrę części PiS-owskiego elektoratu. W przypadku wygranej to także możliwość obsadzenia wielu stanowisk ,,swoimi” ludźmi, czyli przeniesienie na poziom miasta tych zachowań i standardów, z których znana jest Zjednoczona Prawica. Mam więc nadzieję, że mieszkańcy Rzeszowa na to nie pozwolą.

– Marcin Warchoł stale podkreśla, że chce działać ponad podziałami politycznymi i być całym sercem samorządowcem…
– Mówiąc wprost, nie wierzę w te zapewnienia. Żadnym swoim zachowaniem, głosowaniem czy wypowiedzią pan Warchoł nie pokazał, że potrafi być niezależny, szanujący prawo, Konstytucję i wartości. Nie sprzeciwił się niszczeniu sądownictwa i przyzwoitych ludzi. Nie wierzę więc, że potrafiłby bronić interesów miasta, czy odciąć się od swojej partii i kolegów i nagle stać się niezależnym samorządowcem. Poza tym nie ma rzeszowskich korzeni, nie czuje samorządu i wyzwań, jakie stoją przed włodarzem miasta. Ciągle chodzenie ,,pod rękę” z byłym prezydentem pokazuje jego brak wiedzy, nieznajomość miasta i potrzeb ludzi. Chciałabym się mylić, ale sądzę, że panu Warchołowi nie chodzi o Rzeszów, tylko o to, by coś „ugrać” dla swoich partyjnych kolegów. Doskonale widzimy, co dzieje się w tych samorządach czy instytucjach, którymi kierują włodarze ze Zjednoczonej Prawicy: kolejne stanowiska i funkcje są obsadzane „właściwymi” ludźmi, czyli po prostu partyjnymi koleżankami i kolegami. Kompetencje, wiedza czy doświadczenie nie mają tu znaczenia…

– O wojewodzie Ewie Leniart nie można powiedzieć, że niewiele ma wspólnego z Rzeszowem…
– Za to można powiedzieć, że niewiele ma wspólnego z samorządem. Jako wojewoda wykonuje polecenia ,,Warszawy”, nie walczy o Podkarpacie, nie sprzeciwia się złym decyzjom. Pani wojewoda odpowiada za walkę z pandemią koronawirusa. I jaki mamy efekt? Na Podkarpaciu mamy największą umieralność wśród chorych na COVID-19. I niestety nie za bardzo widać aktywność pani wojewody na polu walki o życie i zdrowie mieszkańców regionu. A bycie prezydentem to umiejętność kreowania, zarządzania, podejmowania szybkich samodzielnych decyzji, bo samorząd to nie rząd. Bycie samorządowcem to zupełnie coś innego. Samorządowiec musi mieć odwagę, wizję rozwoju i troszczyć się o swą małą ojczyznę i jej mieszkańców. Pani wojewoda nie wykazała się troską o samorząd, gdy rząd złożony z jej partyjnych kolegów rozdzielił pieniądze z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych tak, że dostały je tylko samorządy, w których rządzi PiS. Nie sprzeciwiła się takim decyzjom. Słowa, które podobno wypowiedziała, że Rzeszów dostanie pieniądze jeśli ona zostanie prezydentem miasta, w moich oczach ją dyskwalifikują. Nie zapominajmy też, że w ostatnich wyborach parlamentarnych pani wojewoda startowała do Sejmu RP i zdobyła mandat, który otrzymała przecież z woli wyborców. Nie liczyła się z tą wolą, gdyż po 90 dniach od zaprzysiężenia zrezygnowała z mandatu, by wrócić na stanowisko wojewody.

– A Grzegorz Braun?
– Cóż, mam wrażenie, że działania pana posła Brauna są obliczone na promowanie siebie i swojego ugrupowania w terenie i chyba sam nie wierzy w swoje szanse. Pomysły tego kandydata są czasem tak egzotyczne i oderwane od rzeczywistości, że ma się wrażenie, iż prezentuje je, żeby zaszokować otoczenie i wzbudzić zainteresowanie. Pamiętajmy też, że pan G. Braun już bez powodzenia startował w wyborach na prezydenta Gdańska, czyli gdzie wybory, tam kandydat Braun…

– Zatem pozostaje tylko kandydatura Konrada Fijołka?
– Konrad Fijołek jest po prostu naturalnym kandydatem na prezydenta Rzeszowa. Przede wszystkim on z tego Rzeszowa jest, to jego miasto. Tu się urodził, chodził do szkoły, tutaj założył rodzinę, pracuje i cały czas mieszka. Jego atutem jest także jego ogromne doświadczenie samorządowe. Zna tę pracę, problemy, potrzeby mieszkańców i wyzwania. Wie, jak zarządzać strukturą miasta, aby było atrakcyjne i wie, jak rozwiązywać narosłe problemy. To nie jest ktoś narzucony z zewnątrz, tylko rzeszowianin pracujący dla tego miasta od lat. I nie mogę zrozumieć Tadeusza Ferenca. Jeżeli tak bardzo zależało mu na dobru i rozwoju Rzeszowa, dlaczego nie poparł kogoś, kto to miasto kocha i będzie dbał o jego mieszkańców? Być może chodziło mu o dbanie o co innego? Dlatego, jak już wspomniałam, poparcie dla Marcina Warchoła ze strony eksprezydenta Rzeszowa jest dla wielu dziwne i bardzo zagadkowe…

– Podobno po rezygnacji Tadeusza Ferenca otrzymywała pani sygnały, że wielu chętnie właśnie panią widziałoby jako kandydatkę na prezydenta Rzeszowa…
– Owszem, z wielu stron miałam takie sygnały, prośby, SMS-y czy wiadomości, abym wystartowała. To bardzo miłe i cieszę się, że ludzie widzą we mnie osobę godną zaufania. I za to bardzo dziękuję. Niestety, muszę być wierna swoim przekonaniom, bo zawsze mówiłam, że najlepszym kandydatem jest osoba, która mieszka w miejscu, gdzie odbywają się wybory . Ja nie jestem z Rzeszowa, razem z moją rodziną mieszkamy w Bieszczadach i nie mamy możliwości, aby w tym wieku przeorganizować swoje życie i zamieszkać w stolicy województwa, a będąc prezydentem trzeba pracować dla miasta i w tym mieście 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Trzecia ważna kwestia to nieodległe wybory do europarlamentu. Moi wyborcy ponownie mi zaufali i powierzyli mandat europosła. To była trudna kampania, start z 10 miejsca. Wielu wątpiło, czy zdobędę mandat. A jednak ludzie postawili na mnie. Nie mogę więc ich zawieść. To nie byłoby wobec nich uczciwe, gdybym z tego mandatu rezygnowała…

Rozmawiała Monika Kamińska

14 Responses to "Poparcie eksprezydenta Rzeszowa jest dziwne i bardzo zagadkowe"

Leave a Reply

Your email address will not be published.