Porwali kota, żeby mieć na piwo!

Pani Urszula nie potrafi się pogodzić z tym, co przytrafiło się jej kotce. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Właścicielka kotki ostrzega mieszkańców przed mężczyznami, którzy wyłudzają pieniądze.

Tydzień temu pani Urszuli zaginęła kotka. Właścicielka i jej sąsiedzi przez kilka dni szukali Koki. Bezskutecznie. Gdy tylko rozwieszono plakaty informujące o zaginięciu zwierzaka, błyskawicznie się znalazł, a rzekomy znalazca zażądał zapłaty. Właścicielka jest przekonana, że grupa mężczyzn porwała kota, żeby wyłudzić od niej pieniądze na alkohol.

– W sobotę chciałam nakarmić Kokę i już jej nie było. Szukałam jej już w nocy i przez kolejne dni. Sprawdziłam całą klatkę, wszystkie piwnice – relacjonuje pani Urszula. Z pomocą sąsiadów przeczesała ulicę Piatów, na której mieszka i okolice. W czwartek sąsiadka wydrukowała plakaty informujące o zaginięciu zwierzaka. – Godzinę od ich zawieszenia kot się znalazł. Jakiś mężczyzna zadzwonił, że przyjdzie z kotem. Mimo, że byłam na rehabilitacji, pobiegłam do domu – opowiada mieszkanka Rzeszowa.

– Menel, który ją odniósł, czekał przy mieszkaniu. Przedstawił się i powiedział, że stracił dniówkę, więc mam mu dać 120 zł. Powiedziałam, że nie mam pieniędzy i 25. dostanę emeryturę. Kiedy zeszliśmy na dół, coś mnie tknęło i zapytałam, „kto ci to zlecił porwanie kota”, a chłopak uciekł – mówi pani Urszula. Twierdzi, że wie, kto za wszystkim stoi. – Znam tego człowieka. Kilka razy dostał ode mnie pieniądze. Chciał mieć pieniądze na piwo i papierosy, dlatego zabrali mojego kota. Wiedzieli, że jestem do niego przywiązana – przekonuje właścicielka.

Kobieta często spotykała mężczyzn, kręcących się po okolicy. – Zaczepiali mnie wiele razy, prosząc o pieniądze. We wtorek poszłam coś kupić do Fraca. Wracając, usłyszałam jak jeden z nich krzyczy do mnie: „Stara wyskocz ze stówki za kota!” – relacjonuje. O wszystkim opowiedziała policji, która obiecała się przyjrzeć sprawie.

Niestety, Koka bardzo przeżyła kilka dni poza domem. 8-letnia kotka zawsze biegała  po podwórku, ludzie ją głaskali, nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy. Teraz chowa się przed ludźmi. Nie daje się dotknąć nawet właścicielce. – Przez 6,5 dnia nie dostawała jeść ani pić! W końcu piwo kosztuje 1,80 zł, a saszetka z karmą – 1,90 zł – zauważa nasza rozmówczyni. – Kiedy wróciła, od razu pobiegła do miseczki z wodą. Wymiotowała.  Bolało ją ucho, oczy ma zaropiałe. Do tego jest brudna i nie może zgubić okropnego zapachu tych „zwierząt”. Ma zapadnięty brzuch. Nie mogę jej wykąpać, bo boję się jej zaszkodzić – wylicza przejęta.

Mieszkańcy, podobnie jak pani Urszula, boją się wypuszczać swoje zwierzęta na dwór. – Sąsiadki przekonały mnie, że trzeba nagłośnić tę sprawę i ostrzec innych. Ci mężczyźni od świtu do zmierzchu stoją pod sklepem i od wszystkich domagają się pieniędzy. Ludzie nie powinni im ich dawać – mówi. – Trzeba przestać ich wspierać, bo się tu zalęgli! To jest patologia!

Wioletta Kruk

10 Responses to "Porwali kota, żeby mieć na piwo!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.